CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
wtorek, 16 października 2012
Chcesz być moim nieprzyjacielem?

Miałam szczerą chęć opisać swoje wojaże w góry, ale wpadłam po uszy w całkiem inny projekt.

Do przeczytania tutaj: Chcesz być moim nieprzyjacielem?

piątek, 14 września 2012
W Internecie jest nie tylko porno

Tytuł: W Internecie jest nie tylko porno
Autor: cyerus
Oryginał: The Internet Is Not Just For Porn
Zgoda na przekład: brak kontaktu
Tłumacz: toroj
Fandom: Sherlock BBC
Kategoria: slash, humor, PG, Sherlock/John

Zajawka: John jest chłopakiem Sherlocka, mieszka w Kanadzie, poznali się i kontaktują się przez Internet. Nikt w Scotland Yardzie nie wierzy, że John rzeczywiście istnieje.  

Objaśnienie: „Dziewczyna z Kanady” to typowy amerykański mem, oznaczający, że jakiś podrostek rozpaczliwie chce się pochwalić swoją wspaniałą dziewczyną, chociaż żadnej w rzeczywistości nie ma. Takiej Kanadyjki nikt nie widział i nie zna, bo ona mieszka daleko, piękna jak gwiazda filmowa i sprytna jak Batman, można ją opisać typowymi frazami i w razie czego zawsze można się wymówić, że właśnie nastąpiła kłótnia albo związek na odległość nie działa. Oczywiście prawdziwości takiej historii nie da się sprawdzić.

 

 

Sherlock esemesujący na miejscu przestępstwa nie był niczym niezwykłym.
Sherlock wysyłający sms, a potem odrzucający głowę i śmiejący się z czułością, nieco odbiegał od standardowego obrazu.
- Najwyraźniej ześwirował już na amen. Co za szkoda. Według moich obliczeń to powinno nastąpić dopiero za trzy miesiące. – Sally Donovan uniosła w zamyśleniu głowę. – Kto zgarnia pulę w zakładzie?
Ignorując ją demonstracyjnie, Lestrade odchrząknął i spytał:

- Sherlock, z kim rozmawiasz?
Sherlock nie odrywał oczu od ekranu.

- Nie rozmawiam.

Och, na miłość boską...

- Do kogo piszesz?

- Do swojego chłopaka.
Głucha cisza, jaka nastąpiła po tych słowach zwróciła uwagę nawet Sherlocka. Uniósł wzrok i zamrugał, jakby lekko stropiony.

- Jakiś problem?

- Twój chłopak – powiedział Anderson z niedowierzaniem.

- Dokładnie to powiedziałem – warknął Sherlock z rozdrażnieniem.

- Chłopak. Twój.

- Anderson, czyżby twoje pozostałe szare komórki podjęły ostateczną decyzję o ucieczce? Powtarzasz się. Ciągle.
- Ile za niego zapłaciłeś? – wtrąciła się Donovan. – To jeden z tych narzeczonych z ogłoszenia, tak? Nie wolno takim ufać, oskubią cię do zera a potem zwieją na Kajmany.
- Dość! Starczy! – Lestrade podniósł głos, przerywając spór, zanim przerodził się w bijatykę z takimi atrakcjami jak wyrywanie włosów i kąsanie po kostkach. Chwilami odczuwał empatyczną więź ze swoim byłym nauczycielem z podstawówki. – Gratulacje, Sherlock, ale znajdujesz się na miejscu zbrodni. Możesz poesemesować ze swoim ch... – Lestrade zaciął się. Jego mózg odmówił używania słów „Sherlock” i „jego chłopak” w jednym zdaniu. – Możesz się z nim skontaktować później.
- Raczej nie – burknął Sherlock. – Pytam go o prędkość rozkładu ludzkiej wątroby. To bardzo ważne dla śledztwa.

Wypowiedź Donovan: „Skąd on miałby wiedzieć cokolwiek o rozkładających się organach? Boże, znalazłeś sobie faceta, który jest seryjnym mordercą, prawda?” utonęła w pełnym wzburzenia krzyku Lestrade’a:

- Sherlock! Nie wolno zdradzać szczegółów trwającego śledztwa osobom postronnym! Ja już i tak naruszam regulamin, wpuszczając tutaj ciebie...
- Chociaż brzmi to strasznie, ma to jakiś sens...

- ...tylko dlatego, że ja pozwalam tobie, nie znaczy, że możesz przyprowadzać tu kumpli, żeby się razem bawić...

- ...on będzie zabijać ludzi i przynosić ci ręce, nogi i inne kawałki do eksperymentów. Pewnie będzie robił też zakupy, bo jest dostawcą...
- ...zasady istnieją nie tylko tak sobie, cholerny dupku. Możesz się nimi nie przejmować, ale wszyscy pozostali muszą się ich trzymać, jeśli chcą służyć prawu!

- ...a potem będziecie tulić się do siebie na kanapie i opowiadać jak wam minął dzień. On opowie ci o ludziach, których zamordował, a ty o najgorszych sprawach kryminalnych, jakie rozwiązałeś i wszystko będzie takie koszmarnie, obrzydliwie, przytulnie domowe...
Sherlock przeszył spojrzeniem ich oboje.

- John jest lekarzem! – warknął do Donovan, a do Lestrade’a powiedział: - Wątpię, by Kanadyjczyków cokolwiek obchodziła banalna afera spadkowa.

Lestrade powoli zamknął oczy, potem ponownie je otworzył.

- Kanadyjczyków...
- Cudownie, teraz ty się powtarzasz. – Sherlock odwrócił się do stojącego nieopodal kryminalistyka. – Anderson, gratulacje. Dokonałeś pierwszego w dziejach transferu głupoty z człowieka do człowieka.
- Sherlock. – Lestrade prawie krzyczał. – Co ma z tym wspólnego Kanada?
Sherlock wzniósł oczy ku niebu z miną pod tytułem „Ach, dlaczegóż moja genialność przyćmiewana jest przez obecność tych śmiertelników”. Lestrade doskonale znał ten wyraz twarzy. Wystarczająco często się spotykali, by być już po imieniu. 

- John mieszka w Kanadzie. I choć jest bardzo bystry, wątpię by mógł z Richmond wpływać jakkolwiek na brytyjski system sądowniczy.  
Wszyscy obecni wymienili znaczące spojrzenia.
- Sherlock... – zaczął Lestrade ostrożnie - ...jak właściwie poznałeś się z... ekhm... Johnem?

- Przez internet.
Głucha cisza powróciła razem z przyjaciółmi: Skrępowaniem i O-Jasnym-Gwintem.

- Boże... – jęknęła Donovan. – Dlaczego nie mogłeś sobie znaleźć jakiegoś miłego seryjnego mordercy?

 

888

 

- Co słychać u twojego korespondencyjnego przyjaciela?

- To nie korespondent, tylko mój chłopak, pani Hudson.

- Oczywiście, mój drogi.

 

888



Nie powinieneś spotykać się z kimś poznanym w Internecie. Mamie to się nie spodoba. MH

 

Spadaj. SH


888

 

Lestrade miał nadzieję, że Sherlock znudzi się i porzuci zabawę pod tytułem „to mój chłopak z Kanady, spotykamy się w sieci”.

Nie porzucił. Na odwrót, całkiem już stracił głowę.
- Jak możecie być aż tak tępi?! – Sherlock zamachał rękami. – Gdyby był tu John, domyśliłby się tego już wieki temu!
Teraz słyszeli takie rzeczy nieustannie. Gdyby był tu John. John powiedział to. John powiedział tamto. John by tupnął, a ziemia by się rozstąpiła i pojawiłby się spod niej przestępca – od razu w kajdankach i z założoną kartoteką.
Tak upłynęło kilka miesięcy. Doszło do tego, że Lestrade wzdrygał się nerwowo, kiedy tylko słyszał imię „John”.
Donovan w końcu miała dość.

- Kiedy wreszcie z tym skończysz?!

- Nie musiałbym nawet zaczynać, gdybyście wykonywali swoją pracę! – odparł Sherlock jadowicie. – Doprawdy, John...

- John nie istnieje! I nigdy nie istniał! To twój wymysł, żebyśmy uwierzyli, że jesteś bardziej ludzki!
- O, i co doprowadziło sierżant Donovan do tak błyskotliwego wniosku? – Sherlock uniósł się. – Proszę się podzielić wiedzą. Twoje próby logicznego myślenia dostarczają mi prawdziwej rozrywki.

- Dosyć! – ryknął Lestrade. – Donovan, zabezpiecz miejsce przestępstwa. Sherlock, za mną.
Inspektor zaprowadził Sherlocka do spokojnego kąta, gdzie detektyw wbił w niego spojrzenie, w którym malowała się dziwna mieszanina rozdrażnienia i obawy.

- John istnieje. Prowadzi bloga. Właśnie tak na niego trafiłem.
- Tak, wierzę ci. Wierzę, że John istnieje. Ale, Sherlock... – Lestrade starał się mówić jak najłagodniej - ...czy ty go znasz?
- Oczywiście, że znam! Jest lekarzem, służył w oddziale medycznym kanadyjskich sił zbrojnych. Jest beznadziejny w sprawach technicznych i...

- Spotkałeś go? Wiesz chociaż, jak wygląda?
Sherlock prychnął z irytacją.

- Cenię w nim jego umysł. Jego powierzchowność jest mi obojętna.
- Sherlock... – westchnął Lestrade. – Wiem, że to trudno przyjąć, ale John może być całkiem inną osobą, niż ci się wydaje.

- Ja doskonale wiem, kim on jest.

- Jesteś pewien? – upierał się Lestrade. – Możesz z absolutną, stuprocentową pewnością powiedzieć, że go znasz? W Internecie człowiek może ukryć wiele informacji o sobie. Nikt nie może wydedukować wszystkiego na podstawie kilku maili i bloga. Nawet ty.
Przez sekundę Sherlock wyglądał, jakby ktoś dał mu w twarz. Natychmiast wrócił do normalnej dla siebie, beznamiętnej miny, ale Lestrade zauważył w jego oczach cień zwątpienia.

- Posłuchaj, John może być tym, za kogo się podaje, ale może być też jakimś znudzonym dzieciakiem, który się tobą zabawia. Albo samotną starszą panią. Rzecz w tym, że nie możesz mieć absolutnej pewności. Nie w takiej sytuacji.
Na miejsce przestępstwa Sherlock wrócił cichszy, przytłumiony. Rozwiązał przypadek ze zwykłą sprawnością, lecz bez zwyczajowych sarkastycznych uwag.
O Johnie już nie wspominał.

 

888

 

Po tygodniu Lestrade zajrzał na Baker Street 221b. Drzwi otworzyła pani Hudson.
- Och, przykro mi, minął się pan z nim, inspektorze. Wyjechał za granicę w jakiejś sprawie.

Lestrade’owi mrówki przebiegły po plecach.

- Poleciał do Kanady?
- Do Kanady? Nie. Wspominał coś o Białorusi.
- A... No cóż, dobrze. Kiedy wróci, mogłaby pani przekazać, żeby do mnie zadzwonił?

- Oczywiście, mój drogi.
Lestrade pojechał do Scotland Yardu z pewną ulgą. Wyglądało na to, że Sherlock Holmes choć raz go usłuchał i jego życie wracało na normalne tory.

Wspaniale. Im prędzej wyrzucą z głowy to fiasko z wymyślonym chłopakiem, tym lepiej.

888

 

Lestrade nie widział Sherlocka przez cały miesiąc, dopóki wyjątkowo dziwaczne, potrójne morderstwo nie zmusiło go do wysłania esemesa o treści: „Przywlecz tu dupę, albo oddam sprawę Dimmockowi”.

- Anderson, nie waż się tego dotykać!

Sherlock wyskoczył na scenę zbrodni jak diabeł z pudełka, dramatycznie powiewając połami rozpiętego płaszcza. Powitanie zamarło inspektorowi na wargach, kiedy ujrzał niewysokiego, jasnowłosego mężczyznę, idącego za Holmesem. Przybysz miał na sobie dżinsy i kurtkę militarnego kroju w kolorze khaki, i rozglądał się dokoła z widocznym zainteresowaniem.

- Sherlock, co ja ci mówiłem o przyprowadzaniu znajomków na miejsce przestępstwa?
Sherlock rzucił inspektorowi mordercze spojrzenie i już otwierał usta, kiedy nieznajomy ubiegł:

- O, przepraszam. Zdaje się, że nie powinno mnie tu być. Sherlock, poczekam na zewnątrz.

Sherlock nachmurzył się. Pochylona nad trupem Donovan wyprostowała się raptownie.

- Pan jest Amerykaninem?
Mężczyzna uśmiechnął się szeroko.

- Tak dokładnie, to Kanadyjczykiem.

Wszyscy zamarli.

- Kanadyjczykiem... – powtórzył Lestrade ledwo dosłyszalnie. – Nie ma pan przypadkiem na imię John?

Gość uśmiechnął się ponownie, z lekkim zmieszaniem.

- Tak. Doktor John Watson. Witam. – Wyciągnął rękę.

Lestrade uścisnął ją całkowicie automatycznie, gdyż jego umysł właśnie zawiesił się, jak wysoce wyspecjalizowany produkt Microsoftu.
Sherlock wyglądał na obrzydliwie zadowolonego z siebie.
Nikt się nie ruszał. Wszyscy byli zbyt zajęci oglądaniem Johna Watsona, by wykonywać policyjną robotę. Lestrade powinien na nich wrzasnąć i przywrócić porządek, jednak mózg mu się jeszcze nie restartował. Sądząc po czasie, jaki to zajmowało, pewnie pracował pod Windows Vista.

John rozejrzał się niepewnie i wskazał kciukiem za siebie.

- To ja już chyba pójdę...?

- Nie. – Sherlock nagle znalazł się na drugim końcu pomieszczenia, stając tak blisko, że prawie stykali się piersiami. – Zostań. Przyda mi się twoja pomoc.
John uśmiechnął się do niego, a w kącikach jego oczu pojawiły się drobne zmarszczki. Sherlock nie oddał uśmiechu, lecz wyraz jego twarzy wyraźnie złagodniał.
Kiedy Sherlock oglądał zwłoki, Donovan zagaiła:

- A więc to pan jest tym osławionym Johnem.

- Nie wiem czy osławionym, ale owszem.

- Jest pan seryjnym mordercą?
- Eee... Nie.

- A ten świr, który tam stoi, owszem, może być. – Donovan obejrzała krytycznie wełniany sweter i kraciastą koszulę Johna Watsona. – Wydaje się pan całkiem normalny.

- Proszę...?
- Rozumie pan, świr nieustannie nam powtarzał, że jest pan jego chłopakiem.

- Tak? – John zmarszczył brwi. – Bardzo dziwne.

Donovan zrobiła minę człowieka pomszczonego, który zawsze wiedział, że zasady normalności i rozsądku w końcu zatriumfują.

- No właśnie.

- Oświadczył mi się już kilka miesięcy temu.

Triumf okazał się krótkotrwały.

- Hej! Nie rozmyśliłeś się chyba?! – zawołał John do Sherlocka.
- Nie bądź głupi. Czekamy. Mamusia chce urządzić wesele latem.
- Świetnie. Pamiętaj tylko, że wiza mi się kończy za parę miesięcy.

- Niezupełnie. Mycroft już potwierdził, że otrzymałeś podwójne obywatelstwo. Dokumenty będą gotowe we wtorek.
- Aha. Fajnie. – John zmarszczył nos. – Przypomnij mi, czym zajmuje się twój brat?

- Nieważne. Chodź obejrzeć ciało.

John spojrzał pytająco na Lestrade’a, który tylko w milczeniu machnął ręką. Czuł, że powinien się położyć. Z zimnym kompresem na czole. Albo zaaplikować sobie w celach leczniczych whisky. Dużo whisky. Donovan bez słowa podała mu batonik „Mars”. Lestrade pochłonął go w dwóch kęsach.

- Niewiarygodne.

- Aha...

- Jest milion wersji, w których to wszystko mogło źle się potoczyć. Według wszelkich prawideł to powinno pójść nie tak – rozmyślała głośno Donovan.
- Mhm...

- Ale kto, jeśli nie Holmes, mógłby obalić prawo Murphy’ego i zdobyć fajnego chłopaka? – Donovan westchnęła. – Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.
John tymczasem coś szeptał do Sherlocka, gestykulując nad jednym z ciał. Pokazywał na paznokcie u reki, potem na głowę. Sherlock zakrzyknął radośnie, a potem chwycił Johna za kołnierz, przyciągnął do siebie i obdarował długim, namiętnym pocałunkiem.
Sierżant Donovan obserwowała to z zawiścią.

- O rany...

- Sherlock, coś wymyśliłeś? – zapytał Lestrade z miną człowieka, który przeżył straszliwą traumę i pokornie spędzi resztę życia jako pusta, pobliźniona skorupa.
- Bliźniacy! – wrzasnął Sherlock, przebiegając obok. – John, za mną!

John pokłusował za nim, po drodze życzliwie machając ręką policjantom.

Lestrade ścisnął palcami nasadę nosa.

- Boże, dopomóż nam. Teraz jest ich dwóch.

Donovan wydała współczujący pomruk.

- Ciekawe, czy dostaniemy zaproszenie na ślub.


koniec



wtorek, 14 sierpnia 2012
Na wakacjach

Na wakacjach


autor: songlin

tłumaczyła: Toroj
oryginał: On Holiday

źródło: http://archiveofourown.org/works/386326
kategoria: humor, slash
seria: „Wolę pisać”


Zarezerwowałem bilety w pierwszej klasie, odlot za dwa tygodnie. SH

 

O! Do Barcelony? John

Nie, John, do Władywostoku. Oczywiście, że do Barcelony. SH

Poważnie? John

Poważnie. Z twoim kolanem lepiej, a ja obiecałem, że zrobię rezerwację. SH

No to w drogę. John

Chwila, a skąd mamy pieniądze na pierwszą klasę? John

 

Czarna American Express Mycrofta. SH

Tylko ten jeden raz. John


----------------------

LISTA RZECZY DO HISZPANII


- paszporty (zadzwonić do Mycrofta?)

- Sherlock  kupuje sobie kąpielówki.  Nie. Tak.

- krem do opalania !! Krem z filtrem co najmniej 80, pełna ochrona UV.

- apteczka podróżna.

- okulary przeciwsłoneczne, i nie takie za 5 funtów  Sherlock.

- hiszpańskie rozmówki na komórkę Nie żebyś wiedział jak się nimi posługiwać. SHERLOCK!
- czeki podróżne Czarna American Express Mycrofta. czeki podróżne
- ręczniki plażowe

- żel Aloe Vera !!
- aparat(y) jednorazowe
- takie coś żeby komórka działała za granicą

- adaptery sieciowe?

- wizy turystyczne

- prezerwatywy

- lubrykant

-------------------------

Pięć dni. SH

Aha :-) John

------------------------

Cztery dni. SH

Zamierzasz odliczać każdy dzień? John

-----------------------

Trzy dni. SH

Musisz to robić, kiedy jestem w pracy? Powieś sobie na lodówce kalendarz adwentowy, jak mały chłopczyk. John 


-----------------------

Dwa dni. SH

Nie wkurzaj mnie. Mam jeszcze pełno spraw do załatwienia. John  

Nie. SH

Owszem, tak. John

Nie. Wszystko gotowe. SH

A to dopiero! Naprawdę wszystko spakowałeś czy po prostu zignorowałeś to, co uznałeś za nieważne? John

 

Wszystko, nawet jakieś głupie bzdety. SH

Nie ruszaj się z miejsca. Zaraz wręczę ci medal. John

 

Starczy jak wręczysz mi siebie. SH

---------------------------

JUTRO. SH

Wiem. Wracaj do łóżka. Zimno. John

---------------------------

Wyszedłem kupić jeszcze parę drobiazgów. Jeśli nie wstaniesz i nie pozbierasz się nim wrócę, wywlokę cię w tym co masz na sobie. John

 

---------------------------

Literacki styl Stiega Larssona jest ewidentnie zapożyczony, a fabuła przewidziana dla nastolatków. SH

 

Masz zamiar esemesować do mnie w samolocie? John

I co cię obchodzi co czytam? John

Będziesz na mnie zły, jeśli będę mówił o innych pasażerach tutaj, gdzie mogą mnie słyszeć. SH   

 

Naprawdę nie potrafisz wymyślić niczego innego, czym mógłbyś się zająć? John

 

W tym samolocie nie ma absolutnie niczego, co mogłoby mnie zainteresować. SH   

 

A wiesz, że kiedyś prawie dołączyłem do klubu „Namiętność w obłokach”? Jeśli zgadniesz kiedy i z kim, to możemy dołączyć do niego teraz. John


„Namiętność w obłokach”, albo „Mile high club” slangowe określenie ludzi, którzy uprawiają seks w samolocie na wysokości co najmniej jednej mili (1609 m). Wyrażenie metaforyczne, oficjalnie taki klub nie istnieje.


-----------------------------

Zamierzasz siedzieć cały dzień w hotelu? John

 

Niech pomyślę. Jedyna alternatywa to dołączyć do ciebie na plaży? SH


Dzisiaj – tak. John

W takim razie nie. Nie wyjdę. SH

 

Obiecałeś. John

Obiecałem, że jak zakończysz fizykoterapie to pojedziemy do Hiszpanii. Nie obiecywałem, że będę chodzić na plażę. SH

No dobrze. Co ci się nie podoba na plażach? John

Co mi się nie podoba? Niech pomyślę... SH

1. Piasek. Nieprzyjemne drobiny piasku, włażące wszędzie, we wszystkie miejsca i nie można się ich pozbyć. SH

 

2. Słońce. Popatrz na kolor mojej twarzy, John, i powiedz, czy ja jestem wielbicielem opalenizny? SH


3. Morska woda. Obrzydliwa w smaku, szczególnie kiedy naleje się do nosa i dostanie do zatok. SH

 

4. Morskie stworzenia. Paskudne w dotyku, wiele z nich gryzie albo parzy. Podkradają się niezauważalnie. SH

5. Plażowicze. Hiperaktywne dzieci, rzucające piaskiem. Nieznośne, nietrzeźwe mieszczuchy na urlopie. Pustogłowe blondynki, wysmarowane olejkiem do opalania. Nie, dziękuję. SH

Aż za wiele. Jeśli nie masz nic przeciwko, wytoczę kontrargumenty. John

1. Piasek owszem. Ale potem można wziąć prysznic z tym, kto był z tobą na plaży, a nawet poleżeć z nim w wannie. John

 

2. Dobry argument. Ale mamy też krem przeciwsłoneczny i cudowny cień pod parasolami. I można poprosić, żeby ktoś cię posmarował tym cudownym chłodnym kremem w ten gorący dzień. Tylko pomyśl! John

 

3. Nikt ci nie każe włazić do wody. Pierwsza większa fala poniesie cię aż na Korsykę. John

 

4. Zgadza się. I jeszcze muszelki. I śmieci. Będziesz mógł dedukować, co się wydarzyło na przestrzeni 2 mil od wybrzeża. John


5. Też dobra uwaga, dlatego chcę dołączyć dwie swoje. John

 

5a. Teraz na plaży nikogo nie ma, i nie chcę być podejrzliwy ale czuję w tym rękę Mycrofta i... John 

5b. ...właśnie jestem na tej plaży. Półnagi. John

Nie wejdę do wody. SH

 

Przecież nie nalegam. John

Krem przeciwsłoneczny. Z bardzo wysokim filtrem. SH

Wszystko co zechcesz. John

 

Cudownie. Będę za 10 minut. SH

-----------------------------

Pośpiesz się. SH

Pośpiesz się. SH

Apteka jest dosłownie za rogiem. Gdzie jesteś? SH


Nie zdejmuj tych cholernych spodni, już prawie jestem. John

 

Już zdjąłem. Musiałem zdjąć. SH

 

TAM się nie poparzyłeś. Nie dramatyzuj. John

 

Pasek mnie podrażniał. Boli. SH

To ty nie posmarowałeś się kremem po kąpieli. John

 

ZASNĄŁEM. SH

Ostatnie co zrobiłeś przed zaśnięciem, to wytrąciłeś mi z ręki krem, bo „eksperymentowałeś z uspokajającym efektem wchłaniania witaminy D przez skórę”. John

 

Bardzo długi synonim „opalania”. John

 

Zamknij się. SH

Pośpiesz się. SH

--------------------------

Gdzie jesteś? John

Sherlock. John

 

Sherlock! John

 

Trick z herbatą miętową zadziałał. Oparzenie mniej boli. Jestem na targu. SH

Co ty, do diabła tam robisz? John

Oszuści, John! Kieszonkowcy! Złodziejaszki! SH

 

Mogłem się domyślić. Szybko wrócisz? John

Być może. SH

 

Dobrze. John

--------------------------

Chyba nie wrócę tak szybko, jak miałem nadzieję. SH

 

O, Boże. John

 

Jeden ze sklepikarzy, sprzedający fałszywe miecze, obraził się na moje uwagi o oryginalności jego certyfikatu handlu „oryginalną stalą z Toledo”. SH

 

SHERLOCK! John

 

Jestem w komisariacie. SH


---------------------------

Nie myślałem, że masz w Barcelonie ludzi z długiem wdzięczności, do których możesz zadzwonić. John

Nie ma się czemu dziwić, przewidywałem taki obrót spraw. MH

 

Obowiązkowo powiedz mojemu bratu, że jak następnym razem ukradnie moją kartę kredytową, niech zostawi portfel. Jest z krokodylej skóry. MH


---------------------------

Do diabła, co ty im powiedziałeś? John

 

Po co mówić, kiedy można dać do zrozumienia? MH

 

Dali nam policyjną eskortę do hotelu i cały czas przepraszają. Dzięki. John

 

Proszę bardzo. Czy mogę zasugerować, żebyście zostali w hotelu dzień albo dwa? Nie chcemy przecież, żeby on cię znów wciągnął w nowe nieprzyjemności. Moje możliwości nie są nieograniczone. MH


Będę o tym pamiętał. John


----------------------------------

Gdzie jesteś? SH

 

Wyszedłem. Potrzebuję kilku drobiazgów ze sklepu. John

 

Obudziłem się, a ciebie nie ma. To przykre. SH

Przepraszam. Nie wstawaj, zaraz do ciebie dołączę, jak tylko wrócę. John

 

Mam nadzieję. SH

 

A potem do zoo? John

 

Potem. SH

------------------------------

Dokąd poleciałeś? Odwróciłem się na moment a ciebie już nie ma. John

 

Ten krokodyl miał dostęp do ludzkich szczątków. SH

 

O, Boże. Nie podchodź do krokodyla. Idę do ciebie. John

Tak. On jest przekarmiony. Zjadł co najmniej dziesięć kamieni mięsa, bardzo symboliczne. A w ekskrementach są ludzkie kości śródręcza. Prawdopodobnie mężczyzny. SH

Sherlock. Nie zbliżaj się, nie przyciągaj uwagi i tym bardziej nie dotykaj krokodyla ani jego ekskrementów. Zwłaszcza ekskrementów. John

 

Sherlock?  John

-----------------------------

Zoo zgodziło się nie wysuwać oskarżeń, jeśli nikomu nie powiemy, co dozorczyni zrobiła ze szczątkami męża. Czyli sprawa nie na blog. SH

 

John? SH

Mamy jeszcze dwa dni. W hotelu jest jaccuzi, którego jeszcze nie używaliśmy. Wybieraj. Szukasz nowych nieprzyjemności albo idziemy do jaccuzi. John

Moje kąpielówki są w pralni. SH

Naprawdę myślisz, że będziesz potrzebował kąpielówek? John

------------------------------

Osobisty blog doktora Johna Watsona

17 lipca

 

Wróciliśmy z Hiszpanii wczoraj późnym wieczorem. Sherlock jeszcze śpi i możliwe, że będzie tak spał aż do września. Nie wiem czy on w ogóle spał w podróży.
Był to odpoczynek pełen przygód. Jakimś cudem trafiliśmy na posterunek policji tylko dwa razy. Oskarżeń na szczęście nie wysunięto, choć jeśli jeszcze raz pojedziemy na urlop, to mi to niewątpliwie grozi. Za morderstwo. Dokonane na współlokatorze. 
Nie mogę opowiedzieć o wszystkim, co nam się przytrafiło, z powodu dokumentu o zachowaniu tajemnicy, podpisanym przez obie strony. Sherlock Holmes w otoczeniu nowych zabawek zachowuje się dokładnie tak, jak można się było spodziewać. Wystarczy powiedzieć, że w danym momencie przyzwoicie się opalił, ugryzł go krokodyl i podpisał umowę o zachowaniu poufności.

Ja się fantastycznie opaliłem, uniknąłem pogryzienia przez krokodyla i niechętnie wracam do Anglii oraz do pracy.

----------------------------

Fajnie było? SH

 

O, tak. John

Cieszysz się, że wróciłeś do domu? SH

 

Boże, tak! John



Regulamin domowy

Regulamin domowy


Autor: songlin
Oryginał: House Rules

Źródło: http://archiveofourown.org/works/383413
Tłumaczenie: Toroj 

Kategoria: komedia, slash niegraficzny
Seria: „Wolę pisać”

Idę po zakupy. Zabierz słoik z karaluchami z lodówki, inaczej się z tobą policzę. John

 

Kiedy tylko tam jest wystarczająco zimno. SH

 

Jestem pewien, że twój wyrafinowany umysł poradzi sobie z tym problemem. Karaluchy won. John


-----------------

Wsadzę ci te karaluchy do łóżka. A papierosy przenoszę do kategorii „śmietnik”. John

 

Karaluchy zostają. Muszę sprawdzić, czy madagaskarskie syczące karaluchy są zdolne do wydawania charakterystycznych dźwięków również w niskich temperaturach. SH

 

Tak, tak, one syczą. Wsadź je do lodówki pani Hudson, a ja przyniosę plastry nikotynowe. John

Okej. SH

------------------

Punkt za pomysłowość. Przy okazji, wanna wygląda, jakby ktoś obudził się w niej bez nerki. Widzę nieszczelny słoik. Co się stało? Wszystkie karaluchy zdechły? John

 

Tak. SH

 

Przynajmniej te tutaj. SH

Znam co najmniej 42 sposoby zabicia cię gołymi rękami. Mam broń, dokładnie wiem gdzie sypiasz i spędzam sporo czasu z zębami blisko twojego penisa. Nie wódź mnie na pokuszenie, Sherlocku Holmesie. John

Niestety, nie sprawdziłem piekarnika przed włączeniem. Menu obiadowe: pieczone karaluchy albo chińszczyzna na wynos. Twój wybór. John

------------------

REGULAMIN UŻYWANIA LODÓWKI

 

  1. Żadnych żywych zwierząt (z owadami i pajęczakami włącznie), nawet w pojemnikach.
  2. Żadnych szczepów wirusów i bakterii, nawet w szczelnych ampułkach.
  3. Żadnych eksperymentów z truciznami, substancji paraliżujących, materiałów szkodliwych, albo jakichkolwiek innych rzeczy, zdolnych zaszkodzić lub zabić normalnego dorosłego człowieka.
  4. Części ciała (ludzkie albo zwierzęce) powinny być zapakowane do hermetycznych, nieprzezroczystych pojemników rozpoznawalnych gołym okiem.
  5. Żadnych pająków jakiegokolwiek rodzaju na wieki wieków, jeśli Sherlock Holmes nie chce otrzymać całkowitego zakazu seksu do końca dni swoich.
  6. Punkt 4 dotyczący kawałków trupa dotyczy również ludzkich płynów ustrojowych.

    Sherlock Holmes albo dostosuje się do powyższego regulaminu, albo poniesie konsekwencje. Konsekwencje w tym wypadku będą polegały na wyrzuceniu wszystkich wyżej wymienionych rzeczy na śmietnik oraz na tym, że jego boyfriend zabierze swój zgrabny tyłek do sypialni piętro wyżej na co najmniej tydzień – a w ciągu tego czasu Sherlock Holmes będzie mógł się pogrążać w seksualnej frustracji i rozmyślać o tym, co zrobił.

    -----------------

Ja pierdolę! PIERDOLĘ! John

 

To znaczy nie. Nawet nie myśl o pierdoleniu w najbliższym czasie! John

 

Ewentualnie tylko myśl. Nadaremnie. John

Jesteś fiutem. John

 

Nienawidzę cię. John

Nie masz aktualnie żadnej sprawy, do której możesz potrzebować cholernego wielbłądziego pająka. Żadnej. One nawet nie występują w Anglii. John

Jedyną przyczyną, dla której pozwoliłeś PIEPRZONEMU WIELBŁĄDZIEMU PAJĄKOWI spacerować po PIEPRZONEJ LODÓWCE, w której chowam CHOLERNE JEDZENIE, może być testowanie mnie. Czuję się przetestowany. BARDZO PRZETESTOWANY. John  


Nigdy bym nie sądził, że człowiek jest zdolny wydawać takie dźwięki. SH

 

Na szczęście zrobiłem nagranie do późniejszych badań. SH

Twoja zdolność budowania zdań pogarsza się, kiedy jesteś wystraszony. Jednak należy odnotować, że znacznie wzrasta barwność określeń. Być może konieczne będą dalsze eksperymenty. SH

Wynikiem dalszych eksperymentów zawierających mściwe gryzące długonogie afgańskie pająki będzie odbicie mojej podeszwy na twojej twarzy. John

 

Jak porozumiewałeś się z ludźmi przed wynalezieniem sms? John 

Jak prowadzisz bloga, skoro do tej pory piszesz dwoma palcami? SH

 

Jesteś skończonym sukinsynem. Spalę twój płaszcz w kominku. John

Łatwiej go złapać niż karalucha. SH

Próby wzbudzenia w tobie poczucia winy są z góry skazane na porażkę. Ciesz się swoim pustym łóżkiem. John


----------------------

 

Albo są dwa, albo ten pierwszy przeżył, kiedy rzuciłem w niego twoim butem. To bardzo możliwe. John

 

Jakieś problemy? SH

 

Chwila, moim butem? SH

 

Tak. Oboma. John

Czy ty zamknąłeś się w łazience? SH

 

Szlag. Wygoń. Go. John

 

Przemyślę to. SH

Sherlock, jeśli ten Pająk Szatana nie zniknie w ciągu 15 minut, zadzwonię do Mycrofta i powiem mu, że oficjalnie jesteśmy razem. John

 

Nie zrobisz tego. SH

Zrobię. John

 

I ostatecznie przyznasz się do paraliżującej arachnofobii. Mojemu bratu. SH

 

To jest tego warte. John

I ona nie jest paraliżująca, za wyjątkiem sytuacji, kiedy pająk jest takiej wielkości, że mógłby zeżreć chomika. Wielkie dzięki. John

Pamiętajmy też o wystawieniu naszych stosunków na ingerencje Mycrofta. SH

 

Sherlock, Mycroft mieszał się w nasze stosunki od samego początku, kiedy tylko się poznaliśmy. A teraz jedynie zacieśniłby kontrolę. Może nawet z tej okazji nas odwiedzić. John

Przegonię tego pająka. SH

 

Dzięki. John

-------------------------

Nie mogę go złapać. SH

 

Co? John

 

Zdaje się, że uznał kuchnię za swoje terytorium i go broni. SH

 

Solifugae daesiidae rozwija prędkość do 16 km/godz. SH

Tak, dowiedziałem się tego w Afganistanie, kiedy taki jeden zagnał na stoły połowę mojego oddziału. John

 

Logiczne. Zdaje się, że nie umie wejść na stół. SH

 

Wlazłeś na stół? John

 

Tak. SH

Co? SH

One gryzą kiedy się czują zagrożone. Podobno nie są jadowite, ale wolę nie sprawdzać. SH

CO? SH


Dzielny Sherlock Holmes, obrońca prawa, zagnany na stół przez pająka. John

 

Gdybym chciał, mógłbym ukryć twoje ciało tak, że nikt by go nigdy nie znalazł. SH

 

Piszczysz jak mała dziewczynka? John, przyjdź i zabij tego strasznego pająka? John

 

Czy muszę ci przypominać, że to nie ja w chwili paniki wyliczam dużo okropnych i nieprzystojnych rzeczy pod adresem wszystkich świętych? SH

Teraz to nie ma żadnego znaczenia. Sherlock Holmes siedzi na stole, bo na podłodze jest straszny pająk. John

 

Szkoda, że nie mogę tego sfotografować. John

 

Chwilunia! Założę się, że wiem, kto może mieć to zdjęcie, skoro ma rozmieszczone kamery w całym naszym mieszkaniu. John

Nie ma. Cały czas sprawdzam. SH

 

Cholera. To byłby dobry prezent urodzinowy dla Lestrade’a. John

Sam to na siebie sprowadziłeś. John

A więc, istnieje jakiś chytry plan pozbycia się tej kosmatej ośmionogiej grozy? John

 

Nie. SH

 

Rozumiem. Teraz jesteś zły. John

Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że to wszystko jest twoja wina? John

 

Dzwonię do pani Hudson. John

 

Nie. Ona boi się pająków nawet bardziej niż ty. SH

To do Grega. John


Za bardzo się z nim liczysz. To by pogrzebało twoją męską samoocenę, już i tak nadszarpniętą faktem, że podczas seksu analnego lubisz być na dole. SH

Minęła co najmniej godzina od kiedy nazwałem cię sukinsynem. John

 

Nie denerwuj się. Mam plan. SH

 

Powinienem czuć ulgę. Ale nie czuję. Zupełnie nie. John

Sherlock. John


Sherlock. John

 

SHERLOCK. John

Jest martwy. Sprawdziłem. SH

Czy ten hałas to było to, co myślę? John


Tak, SH


Wychodzę. Musimy pogadać. John

Embargo na seks nadal obowiązuje? Przecież go zabiłem. SH

Owszem, teraz podwójne. John

-----------------------

PISTOLET JOHNA NIE SŁUŻY DO:

1. Strzelania do ścian
2. Strzelania do mebli
3. Strzelania w powietrze w centrum miasta, nawet po to, żeby przyciągnąć uwagę policji

4. Drapania się po głowie
5. Teatralnych gestów
6. Zabaw w łóżku
7. Strzelania do stworów, które, do diabła, Sherlock Holmes sam przyniósł do mieszkania (włączając w to wielbłądzie pająki, ale nie tylko)

 

 

camel spider – dosłownie „wielbłądzi pająk”, solfuga, dorasta do 15 cm.

 

Od tłumaczki: fanfik został przetłumaczony z rosyjskiej wersji językowej, więc mogą wystąpić drobne nieścisłości, choć wszystkie trzy wersje były porównywane ze sobą. Wiem, to osobliwe, ale kto tu jest normalny, niech pierwszy rzuci kamieniem.



niedziela, 17 czerwca 2012
Po prostu cz. 8

W fanfiku "Po prostu" aktualizacja. Tym razem rozdział o tym, do czego można użyć parasola.

Oryginał TU

 

Poza tym za Mystrade wziął się tez Viator, o czym nie omieszkuję zawiadomić.

piątek, 25 maja 2012
TEATRZYK ZIELONA FRETKA

Poniższy utwór, wbrew pozorom napisany w stanie całkowitej trzeźwości,
dedykuję mojej nieocenionej becie Serathe i Homoviatorowi.
Toroj


TEATRZYK ZIELONA FRETKA
ma zaszczyt przedstawić jednoaktówkę pt.
REICHENBACH FLUFF



Postacie:
Autorka
Beta
John Watson
Sherlock Holmes
Angsterka
Flufferka
Slasherka
Tumblerka
Czytelniczka-Kanoniczka
Głos Kanonu zza kulis

Scena przedstawia standardowy pokój fanatyczki seriali, wytapetowany głównie Freemanem, Cumberbatchem i dokonaniami Moffata. Wszędzie poniewiera się pełno książek, pluszaków i brudnych kubków po kawie. Autorka siedzi przy komputerze i pisze, Sherlock Holmes i John Watson siedzą na łóżku w charakterze dwóch Wenów, reszta towarzystwa pęta się dokoła Autorki w charakterze sępów.

Angsterka: Pamiętaj, John ma cierpieć!!! Dużo i spektakularnie!
Autorka: (kiwa głową)
John Watson: Ojej, ojejusiu, jakże ja STRASZNIE cierpię! (cierpi)
Sherlock Holmes: Ale właściwie dlaczego?
John Watson: Gdyż skoczyłeś z dachu szpitala i umarłeś!
Sherlock Holmes: JA?!!
John Watson: Tak, ty!
Sherlock Holmes: Znikąd nie skakałem. Chwila, coś się nie zgadza. (Wertuje scenopis.) Z jakiego jesteś odcinka?
John Watson: Z końcówki „Reichenbach fall”.
Sherlock Holmes: Wszystko jasne. Stanowczo domagam się wymiany blogera! Najlepiej na tego ze „Skandalu w Belgravii”, był znacznie przyjemniejszy.

Nadąsany Watson reichenbachowy wychodzi, na jego miejsce pojawia się Watson w kamuflażu na gołe ciało i z pejczykiem.

John Watson: Przepraszam, John skandalowy nie mógł przyjść, bo poszedł do dentysty. Mogę go zastąpić.
Sherlock Holmes: A ty skąd jesteś?
John Watson: Z tego, czego jeszcze Moffat z Gatissem nie nakręcili. Mam sobie iść?
Sherlock Holmes: Ależ skąd. (Przysuwa się bliżej.) Zostań.
Slasherka: SLAAAASH!!! SLAAASH!!!
Glos Kanonu zza kulis: ZŁOOOOO! ZŁOOOOO!
Slasherka (zwisając nad Autorką jak sęp): Pamiętaj o lubrykancie! Dużo dzikiego, króliczego seksu! Kajdanki, bondage! I żeby mi się całowali z języczkiem!

Sherlock i John wymieniają wystraszone spojrzenia. Watson chowa pejczyk za plecy.

Czytelniczka-Kanoniczka: To dzieci przecież czytają! To ma być wychowawcze!
Autorka: (Wykreśla bondage, dodaje instrukcję zakładania prezerwatywy.)
John Watson: Dlaczego nie możemy zrobić czegoś przyjemnego? Na przykład iść do parku na spacer?
Autorka: Dobry pomysł!
Angsterka: Ty masz cierpieć! I on też!
Sherlock Holmes: Nie ma sprawy. Nie cierpię parków. Mogę sobie tam pocierpieć, na przykład przy karmieniu kaczek. (Wyciąga kanapkę i zaczyna jeść.)
Czytelniczka-Kanoniczka: ZOSTAW TO! Ty nie jesz!
Sherlock Holmes: (dławi się) Kiedy... właśnie jem.
Czytelniczka-Kanoniczka: Dwa razy w ciągu całego serialu! A w ogóle to się nie znasz i siedź cicho!
Slasherka: SLAAAASH!!!
Autorka (nieśmiało): Czy może być seks na kocyku w parku koło stawku z kaczkami?
Slasherka: Tak!
Angsterka: Nie!
Czytelniczka-Kanoniczka (surowo): Powinnaś się solidnie wziąść do roboty nad tym fickiem!
Beta i Sherlock (chórem): Wziąć!!!
Czytelniczka-Kanoniczka: Cicho! Nie znacie się. Nieważna forma, ważna treść! I więcej nawiasów!
Flufferka: Ja to bym chciała, żeby było romantycznie... Żeby chodzili za rączki... I się całowali... I żeby były świece...
Slasherka (z zainteresowaniem): Świece? Mogą być! Jaki rozmiar?

Sherlock i Watson bledną, przy czym Watson blednie mniej jako osobnik opalony, a Sherlock bardziej, bo ma wprawę.

Tumblerka: Moim zdaniem powinnaś tę historię ubarwić. Proponuję cross z „Hobbitem”.
Czytelniczka-Kanoniczka: Jackson to już kręci, nie będziesz mi tu autorki namawiać na taki bezczelny plagiat. Apage!
Tumblerka: To może z Toy Story? Buzz Watson i szeryf Holmes. Nawet posturą pasują...
Autorka: (Usiłuje wyobrazić sobie morderstwo na tle seksualnym dokonane na lalce Barbie.) Chyba się da...
Angsterka: A będą cierpieć?
Holmes: Ja już cierpię.
Glos Kanonu zza kulis: KREEEW! CZAAAAPKA!
Holmes: A teraz cierpię bardziej. (Cierpi bardziej.)
Autorka: ...w dotyku przypomina daktyl - pod miękką skórą kryją się twarde mięśnie... (pracowicie klepie w klawiaturę)
Slasherka: Co ty mi tu?!! No co?!! Co to głupie wegetariańskie metafory?! Mięsa! Więcej mięsa, konkretu. Patrz na tego tam... na V, ma tyle mięsa, że może otworzyć rzeźnik!
Beta: „Rzeźnika”, jeśli już. Ewentualnie wędliniarnię. Z penisami.
Tumblerka (siada na biurku i majda nogami): Muszę was rozczarować. V ostatnio napisał fanfica o fretce.
Slasherka (z nadzieją): Zoofilnego?
Tumblerka (z satysfakcją): Zoologicznego.
Flufferka: Bardzo flufiasto? Wzruszająco? Freciowo ciu-ciu-ciu miziasto?
Tumblerka: Sherlock to fretka. I Mycroft też fretka. A John to jeżyk.
Slasherka (sceptycznie): Fretka z jeżem? To chyba nie jest możliwe technicznie...
Angsterka: Ale jakie stwarza pole do cierpienia!!!
Sherlock (cicho): Gdybym nie był ateistą, zacząłbym się w tej chwili modlić.
John Watson (równie cicho): Ja jestem wierzący, mogę się pomodlić za nas obu.
Slasherka (zagląda Autorce przez ramię): No i masz! Nie można jej na chwilę spuścić z oka. Coś ty tu nachrzaniła? Co to za greckie kolumny w slashu? Penisy mają być!
Czytelniczka-Kanoniczka: Zostaw ją, kolumny są kanoniczne. Były u Doyle’a.
Głos Kanonu zza kulis: PEEEENIS DOYLEEEEEE’AAAAA!
Slasherka: Kolumny są głupie!
Czytelniczka-Kanoniczka: Sama jesteś głupia! Jak wydra w szaliku!

Tumblerka uniesiona świętym tumblerowym oburzeniem wali Kanoniczkę w łeb, a ta nie pozostaje dłużna. Wywiązuje się kotłowanina, do której dołączają pozostałe fanki. Sherlock i John wyciągają popcorn, obserwują walkę i robią zakłady. Autorka jest zniesmaczona, gdyż fanki rozbijają jej ulubiony kubeczek z jeżem.

Autorka: Z tej sytuacji jest tylko jedno wyjście. Inaczej zwariuję i nie napiszę już żadnego fika, nawet po dwóch piwach. John, możesz mi pożyczyć swojego SIG-Sauera?

Kurtyna - chwilowo opada, słychać kilka strzałów, następnie podnosi się.

John Watson (patrząc na rządek trupów): Co ty na to, Holmesie?
Sherlock Holmes: Nic. Ja nic nie widziałem. A w ogóle to mam amnezję po skoku z dachu szpitala świętego Bartłomieja i niczego nie kojarzę. A w jednym anglojęzycznym fiku cofnąłem się w rozwoju do wieku lat siedmiu. Patrz, mam nawet kocyk! (Znacząco pokazuje pomarańczowy kocyk.)
John Watson (po namyśle): W sumie ja też musiałem schylić się i zawiązać sznurowadło, i zupełnie nic nie widziałem. A skoro masz kocyk, spokojnie możemy iść do tego parku.

Autorka, Holmes, Watson i Beta biorą się za rączki, oddalając się w stronę zachodzącego słońca. Holmes powiewa kocykiem, a zza kulis dobiega melodyjne wycie Psa z Baskerville.

Szczęśliwy Koniec: (następuje)

*

Powyższy utwór powstał częściowo na fali wkurwienia po serii idiotycznych i chamskich komentarzy pod "Moim pięknym żołnierzem" oraz "Instrukcją obsługi", zamieszczanych na forach sieciowych. Od tamtej pory powstała "Normalność" i "Możesz mnie dotykać", fragmenty teatrzyku się odleżały, zostały ostatecznie wyszlifowane, dokończone i zyskały osobowość. Obecnie obserwuję wysyp komentarzy pod teatrzykiem na forum Mirriel i na fanfiction.net - i te negatywne wyglądają w świetle powyższego tekstu naprawdę bardzo prześmiesznie. Krytycy, mejk maj dej.

A jutro, o ile przeżyję Dzień Matki, spodziewajcie się mrożącej krew i limfę historii, jak to Toroj nabywała telefon na allegro.

czwartek, 24 maja 2012
Możesz mnie dotykać cz. 5

Ostatni, finalny rozdział "Możesz mnie dotykać".

I oczywiście obrazeczek, autorstwa Bro-harry.

niedziela, 13 maja 2012
Fretka

Homoviator wrzucił dokończenie "Wszyscy jesteśmy spokrewnieni" o czym nie omieszkuję z zadowoleniem powiadomić. Tradycyjnie proszę o pozostawienie chłopcu przychylnej opinii, coby mu wen nie opadł.

*

Ostatnio zajęta jestem, poza pisaniem ff-ów ku uciesze gawiedzi, także robieniem lampy witrażowej. Jak skończę to pewnie cyknę fotkę i zamieszczę.

sobota, 12 maja 2012
Możesz mnie dotykać 4

"Możesz mnie dotykać" część 4

Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka P jak panda.

wtorek, 08 maja 2012
Tym razem o zwierzątkach

Kolejne 2 rozdziały "Po prostu", a Viator zamieścił 1 rozdział przeuroczego tekściku o Sherlocku - fretce.

Co prawda na fotkach jest wydra, zamiast fretki, ale sami osądźcie, czy nie podobni?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6