CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
niedziela, 11 maja 2014
Rozważania nad ludowym porno

Z powodu braku telewizora i ogólnej niechęci do TV polskiej ogólnie, nie oglądałam Eurowizji. Jednak pewne wpisy na facebooku nakłoniły mnie do odszukania paru utworów na youtube. Pan/pani Wurst z Austrii narobił/ła zamieszania (swoją drogą osoba, przyjmująca pseudonim sceniczny Kiełbasa, musi mieć spory dystans do siebie). Jak wszyscy początkowo usiłowałam się zorientować, czy tę osobę mam traktować jako kobietę czy mężczyznę, a potem skarciłam sama siebie, że przecież nie chodzi o to, jak ten ktoś wygląda (to nie konkurs na Miss World) tylko jak śpiewa. I wtedy w końcu dotarło do moich uszu, że Wurst dysponuje głosem i śpiewać potrafi. Kiedy będziemy słuchać jej/jego choćby z mp3, czy będziemy ją/jego widzieć? Za cholerę. Więc o co ten szum? Jak się komuś nie podoba kobieta z zarostem, niech zamknie oczy i przestanie marudzić.

Następnie obejrzałam teledysk polski i zbaraniałam. Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak toto traktować. Po zamknięciu oczu i odcięciu bodźców wizualnych pozostaje czysty utwór, który mi się bardzo a bardzo nie podoba. Po otwarciu oczu (i wyłączeniu głośników) widzę obrazki, co do których mam uczucia ambiwalentne. Podobają mi się śliczne dziewczyny w ludowych strojach, podoba spódniczka wokalistki, podobają się akcenty humorystyczne. A jednocześnie zachodzę w głowę, jaki diabeł podkusił producenta teledysku, żeby nakręcić soft porno. Tak więc otrzymaliśmy miks trzech elementów, które pasują do siebie nawzajem jak wół, kareta i wibrator w kształcie maselnicy. Pozostaje mieć nadzieję, że jakiś wolontariusz podłoży do tego teledysku jakąś lepszą ścieżkę dźwiękową i będziemy się mogli przynajmniej pośmiać.



piątek, 08 listopada 2013
Jak zrobić ekologiczną piłeczkę dla kota

Jak zrobić ekologiczną piłeczkę dla kota.

Potrzebne: 1 para starych skarpetek, które już się tak znosiły, że chcemy je wyrzucić. Skarpetki oczywiście powinny być wyprane. Igła z nitką.

Działanie: zwinąć jedną skarpetkę w kulkę, drugą przewrócić na lewą stronę. Skarpetkę skulkowaną wepchnąć do drugiej aż do palców, naciągnąć dzianinę i skręcić, naciągnąć luźny fragment skarpetki (wywracając ją na stronę prawą) na sformowaną kulkę, naciągnąć, skręcić i czynności powtarzać, aż się skończy skarpetka. Końcówkę zaszyć. W wyniku naszych działań powinna powstać okrągła dzianinowa piłeczka, lekka i sprężysta – fajnie się w nią wbija pazury.  



sobota, 26 października 2013
Koci horror

Zacznę od tego, że Ryżyk do tej pory nie bał się niczego. Może poza odkurzaczem – trochę. Po prostu widać różnicę pomiędzy kocim „nie lubię i unikam” a „boję się ojejej”. A tu, ni stąd ni zowąd, w domu pojawił się WRÓG. Wróg był tak strasznie straszny, że należało do niego podchodzić w pozycji bocznej, wyłamany w podkowę, nastroszony i bardzo-bardzo powoli. Bo może wróg się rzuci. Jak dzik. Albo locha. Kot w końcu nie wytrzymał nerwowo straszliwej obecności Wroga i schował się pod łóżko. Kiedy w końcu wylazł, Wróg był schowany pod kocykiem, ale sterczało mu jedno ucho – i to ucho Mierzyło się podejrzliwym Spojrzeniem. Zachowując Rezerwę.

A oto podobizna WROGA.

W rzeczywistości jest to poduszka, którą kiedyś dostałam w prezencie od przyjaciela z Rosji. Do tej pory rezydowała sobie wysoko na półce i Ryżyk nie zwracał na nią uwagi, dopóki nie pojawiła się na dole, w całej swej potwornej materiałowej okazałości.



sobota, 12 października 2013
Czas leci, rosną dzieci

Kiedy Ryżyk się wprowadził, był mniej więcej wielkości mojego adidasa.

W tej chwili przerósł glana. Ma 42 cm od nosa do nasady ogona. Ogona nie mogłam zmierzyć, bo się za bardzo ruszał.

Po drodze oboje, Ryżyk i Tori, zaliczyli koci katar. Ryżątko musiało przywlec ze sobą – i co z początku wydawało się niezbyt groźną infekcją oka, rozkwitło w całej okazałości po paru tygodniach. Ryżyk wizyty u weterynarza i lekarstwa przyjął z pogodą ducha: życie jest zbyt interesujące, żeby się koncentrować na jego mniej przyjemnych stronach. W tej chwili jest już praktycznie zdrowy i roznosi dom na czynniki pierwsze. Podawanie tabletek kotu w wykonaniu Ryżyka: bierze się tabletkę, kładzie się na miseczce, woła się kota, kot przychodzi i zjada tabletkę. Kurtyna.

Za to Torka… Spróbujcie, mili państwo, wywlekać cztery razy dziennie spod łóżka i podawać leki kotu, który Sobie Nie Życzy. Ostatecznie stanęło na zastrzykach co drugi dzień, bo łatwiej jest złapać kota i wepchnąć go do kontenerka, niż wtykać mu coś do paszczęki.

A oto Ryżyk w całej okazałości, z czytnikiem obok, dla porównania wielkości. I ten kot nadal rośnie…



niedziela, 01 września 2013
Grzybiarz i inne niebezpieczeństwa łona natury

Podczas przebywania na tzw. łonie natury możemy się natknąć na stworzenia niebezpieczne.

Na przykład na jeża. Na jeżu nie należy siadać, gdyż a/ kole b/ jeż plaskaty jest nieestetyczny.

Źmija. Jeśli spotkamy źmiję to znaczy, że: a/ jest martwa b/ głucha i nie słyszała, jak nadchodzimy (i może z zaskoczenia paść na serce – czyli pacz punkt a) c/ przed nami źmija napotkała urzędnika skarbówki, jest cholernie wściekła i chce uźreć. W ostatnim wypadku należy szybko się rozejrzeć gdzie jest urzędnik i uciekać w kierunku przeciwnym, nawet jeśli jest tam źmija.

Dzik. Dzik się rzuca, ale w przeciwieństwie do przedstawiciela US i źmiji jest zwierzakiem nocnym i o ile nie szwendamy się po lesie po zmroku, nie mamy szans żeby się rzucił akurat na nas. Chyba że wliziemy w najgłębsze chaszcze i spadniemy dzikowi na łeb, budząc go. Budzenie dzika jest niewskazane, bo nikt nie lubi być budzony, a dzik może do tego się wnerwić. I się rzucić. Za dnia z dzika zaobserwować można ślady rycia. Ślady rycia nie są niebezpieczne i się nie rzucają, więc można nawet po nich chodzić.

I ostatnie, najważniejsze stworzenie: grzybiarz pospolity.

Stwór ten jest wyjątkowo drażliwy i niebezpieczny, w dodatku żeruje za dnia, często w godzinach przedpołudniowych. Grzybiarza nietrudno rozpoznać po kaloszkach na kończynach dolnych i pojemniku grzybnym w kończynie górnej. Porusza się powoli i z głową spuszczoną ku ziemi – ale jest to zwodnicze, gdyż podrażniony grzybiarz może poruszać się błyskawicznie podczas ataku. Zwierzę owo prowadzi samotniczy tryb życia, rzadko tworząc pary. Mniejsze stada liczące kilka osobników są spotykane wyjątkowo rzadko. Grzybiarz jest wyjątkowo terytorialny i każdego obcego na swoim terenie traktuje jak groźnego intruza. W żadnym wypadku nie należy się zbliżać do grzybiarza, gdyż zawsze jest on uzbrojony w narzędzie tnące. W przypadku, kiedy jednak nieszczęśliwym trafem natkniemy się na grzybiarza, powinniśmy podjąć czynności kamuflujące: przybieramy gamoniowaty wyraz twarzy i udajemy krótkowzroczność, ewentualnie rozglądamy się po koronach drzew, symulując obserwowanie ptaszków i wiewiórek. Grzybiarz, uspokojony, że nie stanowimy konkurencji do jego żerowiska, powinien dać nam spokój. Samica grzybiarza z małymi, wbrew spodziewaniom, jest o wiele mniej niebezpieczna. Zajęta zaganianiem rozłażącego się przychówku, ignoruje otoczenie i można jej nawet podebrać (ostrożnie) jakiegoś grzyba. Aczkolwiek nie zalecamy aż takiego ryzyka.

sobota, 31 sierpnia 2013
Klęska urodzaju

Ostatnio skandalicznie zaniedbałam bloga, fakt bezsporny. Lecz a/ nie mam jakoś pomysłów na wielce mądre i odkrywcze notki z działu Marudzenia i egzystencjalizmy b/ wyjazduję się c/ tonę w przetworach

Natomiast w obrębie rodziny dzieją się takie rzeczy, że mogłabym na ich podstawie napisać scenariusz serialu i jeszcze by mi ktoś zarzucił, że nie trzymam się realiów, bo normalnym ludziom takie rzeczy się nie przytrafiają. To jednak nie jest temat na blog publiczny.

Końcówka lata jest czasem obfitości. Obfituje na ten przykład obłąkaną ilością jabłek, które przerabiam na soki i dżemy, śliwek (przerabianych, a jakże, na dżemy), gruszek (w zalewę słodko-kwaśną), malin i jeżyn (soki i dżem). Mój wyjazd do Joanny-Od-Kotów był jak zawsze pełen wrażeń, głównie za sprawą dwunastu kocich osobowości, przemieszczających się po obszernym wiejskim domu. Nawet pod koniec nauczyłam się je rozpoznawać, choć nadal mylili mi się Kartezjusz, Salcia i Emilia (łaciate rodzeństwo). W porządku alfabetycznym:

Agatka – czarno-biała nieśmiała panienka

Elmirka – siostra Salci, Kartezjusza i Makbeta

Filip – kot gołębiego serca o aparycji wykidajły

Julian – biały kocur z czarnym nosem i jednym wystającym kłem, przez co wygląda jak szczerbaty wampir, uroczy przymiluch

Kartezjusz zwany Kajtusiem, czarno-biały pogromca myszy

Makbet, znany na co dzień jako Makbęcek – humorzasty łaciatek, kocha swoją pańcię bez pamięci

Nora – czarna starsza pani w świetnej kondycji

Ryszard czyli Rychu – koci mężczyzna życia Joanny, konkurent Makbeta do serca pani, duży buras

Salomea czyli Salcia

Tosia – nerwowa biało-beżowa piękność

Ziuta – drugi bury kot w domu

Zuzanna – nieśmiała trikolorka

Plus do tego dwa duże i rozhukane psy berneńczyki. Generalnie nie jest to dom dla „perfekcyjnych pań domu”, przeczulonych na koty wylegujące się na stole, na ekspresie do kawy, na biurku, na routerze, na łóżku, na kredensie… albo przynoszące dumnie do domu upolowane myszy i nornice. Ale za to ta nieskazitelna cisza dokoła i wschody słońca otulone mgłą, kiedy świat dokoła wydaje się dziwnie nierzeczywisty…

W pobliżu jest ptasi rezerwat na jeziorze Drużno, więc poza (upolowaną) nornicą widziałam też łabędzie i urozmaicone drobniejsze ptactwo wodne. A prócz tego żurawie żerujące na pobliskim polu, jeże i sarny, umiarkowanie zainteresowane samochodem przejeżdżającym dosłownie 2 metry obok.

Pomogłam Joannie pozbyć się części klęski urodzaju malin (ale kolejne owoce już dojrzewają, chichocąc złośliwie). Pojechałyśmy też na grzyby, o godzinie kiedy normalny grzybiarz już kończy, więc nie spodziewałam się obfitości, ale jednak wiadereczko się uzbierało, więc grzybów starczyło nie tylko na 2 rewelacyjne pizze (chwała kulinariom Joanny) ale też jako dodatek do kurczęcego risotta i na mrożenie. Nie, zdecydowanie na wsi człowiek nie da rady się odchudzać, wszystko jest zbyt smaczne, żeby rezygnować z jedzenia.

*

Wielkimi krokami zbliża się też moja Wyprawa, czyli wyjazd do Londynu, Cardiff i na Maltę (a w drodze powrotnej zaczepiam o Kraków i Katowice). Wraz z koleżanką Serathe mamy zamiar pozwiedzać stolicę UK pod kątem ulubionych seriali, czyli Sherlocka i Doktora Who, oraz wybieramy się do Cardiff na wystawę Doctor Who Experience. No i pod „ścianę Ianto Jonesa” oczywiście. Ostatnie przygotowania, odprawa online, bilety, przeglądanie listy bagażu – spakowanie się na 3 tygodnie i dwa klimaty w jeden niewielki plecaczek (ograniczenia wagowe i objętościowe do samolotu) tak, żeby zmieścić w nim jeszcze ogórki kiszone i kiełbasę to SZTUKA. Zastanawiam się, czy uda mi się sklecić jakąś notkę z tej wyprawy, czy znowu, przytłoczona nadmiarem wrażeń, nie odpuszczę sobie sprawozdania. Zobaczymy…

*

Czy wiecie, czym jest kicik? Otóż kicik to miara długości równająca się kotu wyciągniętego na całą kociość. Obecnie rudy kicik w moim domu równa się 62 cm. A do tego Ryżyk coraz bardziej z twarzy przypomina księcia Harry’ego Windsora. (Z charakteru też.)



środa, 07 sierpnia 2013
Doctor Drag Queen

Dobra, odwołuję to, że Peter Capaldi nie ma iskry boskiego szaleństwa. Prawdopodobnie spiknęli się z Moffatem na tej samej imprezie, gdzie obaj puszczali gumowe kaczuszki w wazie z ponczem.

(Ale nadal jest stary :P)

niedziela, 14 lipca 2013
Rzeczy, które są większe w środku

Rzeczy, które są większe w środku, niż na zewnątrz:

  1. dywanikowa torba Mary Poppins
  2. torebka Hermiony Granger
  3. torebka Mamusi Muminka (prawdopodobne, acz niedowiedzione)
  4. torebka Kim Basinger w filmie „Moja macocha jest kosmitką”
  5. …co rodzi podejrzenia, że każda damska torebka jest trochę większa w środku
  6. namiot, wypożyczony przez pana Weasleya na międzynarodowe rozgrywki quidditcha
  7. TARDIS
  8. szafa prowadząca do Narnii (w pewnym sensie)
  9. wieża czarodzieja w „Wiedźminie”
  10. dowolna lampa zawierająca dżinna
  11. dowolna książka – na kilkuset stronach potrafi pomieścić od jednego mieszkania do kilku wszechświatów
  12. Internet
  13. Obelix
  14. dwumiesięczny kociak przy misce z jedzeniem

Kociak ostatecznie został Ryżykiem. Imię Rudi nijak nie chciało się przylepić.

piątek, 05 lipca 2013
Chcę to mieć na koszulce.

Chcę to mieć na koszulce.

niedziela, 07 kwietnia 2013
Logistyka

Zamówiona duża Tardis, mała Tardis, w jednym pudełku stosik aniołków w kawałkach, w drugim motylki w kawałkach, w trzecim koliberki i kwiatki (tak, zgadliście, w kawałkach). Coś wymaga taśmy samoprzylepnej miedzianej czarnej typu 5/32, coś 11/64 jasnej, a inny coś na zmianę 11/64 i 3/16. W pudełku resztki, zakupy przewidziane na środę. Będę się musiała wspiąć na szczyty swych talentów logistycznych, niemalże w stylu rozmnażania chleba i ryb. A jedna klientka przeszła na ciemną stronę Mocy. Mamy ciasteczka!



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6