CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
wtorek, 18 sierpnia 2009
Tęcze

Wróciłam. Chwilowo, na krótko, bez pewności, że zostanę.

Poszukiwanie Kiczu Sezonu na tegorocznym Jarmarku Dominikańskim skończyło się wynikiem zerowym. Przypominam, że kryteriami kwalifikującymi dany przedmiot do rozgrywek są: występujący u widza niekontrolowany wytrzeszcz oczu, chwilowy brak oddechu, konwulsje, samorzutne okrzyki zgrozy. W tym roku nic z tych rzeczy,  naćkany ozdóbkami emaliowany kotek nie wszedł nawet do półfinału. Różowy odtwarzacz CD z cekinkami, postaciami wróżek i różowym futerkiem wokół głośników pozostaje niezdetronizowany. Tuż za nim plasuje się różowy plastikowy zegar z kukułką, a na trzecim miejscu telefon z futerkiem (zgadnijcie jakiego koloru).

Według prasy przebojem tegorocznego jarmarku były kolorowe peruki. Istotnie, bylo tego ilości dzikie, już to na straganach, już to na głowach okolicznych dziewoj i dzieci. Natomiast moim prywatnym przebojem stały się szklane dyndadełka, na które w sumie wydałam bez mała ze 100 zł.

Najciekawszym rejonem jarmarku zawsze jest tzw. pchli targ, wcale niemały, bo lekko licząc zajmuje pół Straganiarskiej i kawał Świętojańskiej, nie licząc dodatkowych zaułków. No i pomiędzy tymi kramami, gdzie drewniane jelenie i plastikowe zabawki z epoki socrealizmu sąsiadują z secesyjnymi srebrnymi szczypcami do cukru, tudzież guzikami od niemieckich mundurów, oko me dojrzało stoisko z kryształowymi żyrandolami. Nie żebym gustowała w czymś takim, ale obok stały 4 skrzynki z tzw. złomem szklanym, czyli częściami, które zostały po renowacji przedwojennego towaru. Bezmyslnie wzięłam do ręki szklany sopelek, rżnięty fasetkowo i nagle spłynęło na mnie wspomnienie sprzed lat: Pollyanna! Kryształowe wisiorki z lampy, zawieszone w oknie na sznurku! Pokój pełen tęcz!

Jak na złość było pochmurno, ale kupiłam 2 wisiorki za niewygórowaną cenę 8 zł i po powrocie do domu natychmiast zawiesiłam w oknie sypialni. Słońce łaskawie wylazło i po chwili po ścianie i suficie łaziło kilka tęczowych plamek. Obecnie na moim oknie wisi jeden duży pryzmat i 3 małe, a tęcze rozmnożyły się do parudziesięciu. Drżącym kroczkiem spacerują po parapecie, ścianie, suficie, łożku, półkach z książkami i nawet po moim biurku. Dwie najodważniejsze postanowiły stawić czoła kotu. Ubawiłam się setnie, obserwując, jak Tori próbuje złapać tęczowe "zajączki" na dywanie. "Gdzie to? Gdzie się chowa? No jak to...? Fe, głupie te kolorowe muchy!" A "muchy" już siedzą na kosmatym kocim tyłku i naśmiewają się.

Stosik tęcz zaklętych w kawałkach szkła leży na razie w pudełku i czeka aż nimi obdaruję przyjaciół. Oczywiście tych najbliższych sercu. Nie każdemu w końcu daje się coś tak cudownego jak tęcza.