CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
piątek, 10 maja 2013
Pesymistyczna Łączka Kłapouchego

Po długiej przerwie Kłapouchy wznawia działalność. Nowa notka TU.

poniedziałek, 06 maja 2013
Syrop z podbiału

Wiosna próbuje w tempie przyspieszonym wynagrodzić spóźnienie, a Kot Niekanapowy zaczyna trochę wojażować. Nieco ponad tydzień temu wybrałam się z towarzystwem kajakowym do leśniczówki. Z dostępnych atrakcji był naturalnie las, jeziora i dużo chaszczy. Zaliczyliśmy dwunastokilometrowy spacer, na którym stwierdzono, że kwitną już kaczeńce, przylaszczki i całe dywany zawilców. W lesie zaś natrafiliśmy na dwie, niezbyt nami przejęte, sarny. Zaś w mijanym gospodarstwie trafił się indyk – gigantyczny, nastroszony i gulgocący. Był to pierwszy indyk, jakiego widziałam w stanie że tak powiem niegarmażeryjnym, poza supermarketem, i zrobił na mnie wielkie wrażenie.

W rodzimych chaszczach natrafiam co rusz na sroki, widziałam też dwie kuropatwy i sarnę (całkiem z bliska). Opóźniona wegetacja i niejaka przezroczystość zarośli pozwala na łatwiejszą obserwację. Szkoda, że na razie nie mogę jeszcze kupić sobie lornetki. Dziki są tu także, ale o tym świadczą tylko ślady rycia, bo świniaki za dnia siedzą zaszyte gdzieś w zaroślach i zapewne wychodzą na żer w nocy i o świcie. Jako że dla mnie świt to ósma rano, nie ma szans na kontakt bezpośredni. W sumie dobrze.

Akurat jest sezon na podbiał (a za chwilę zaczną na całego kwitnąć mniszki), więc nazbierałam dwa woreczki kwiecia i zrobiłam z niego syrop na przeziębienia. Przepis trochę z internetu, a trochę z głowy.

Surowce: kwiaty podbiału (dużo), cukier, woda.

Podbiał rośnie byle gdzie, jest rośliną ruderalną, nie potrzebuje specjalnych warunków, ale lubi słońce. Zbierać na łąkach, a nie przy drogach – chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego. W miarę możliwości otrząsnąć kwiatki z czarnych żuczków, przelać wrzątkiem na sicie, układać warstwami w słoju i przesypywać cukrem, ugniatając. Odstawić na dwa dni, żeby puściły sok. Zlać sok do jakiegoś naczynia, kwiaty włożyć do garnczka i zalać wodą (tylko tyle, żeby były przykryte), pogotować trochę na niedużym ogniu. Odcedzić na gęstym sitku, wygniatając starannie masę roślinną. Cały płyn, łącznie z tym, który się odcedziło wcześniej, teraz należy gotować, żeby trochę odparował. Powinien mieć kolor ciemnego bursztynu czy też esencji herbacianej. Podobno niektórzy gotują tak długo, że sok robi się gęsty jak płynny miód, ale moim zdaniem szkoda gazu. Przygotować niewielkie butelki, wlewać gorący syrop, natychmiast mocno zakręcać i przewracać butelkę do góry dnem w jakimś wysokim naczyniu (koszyk, wiaderko…). W ten sposób powinien się dobrze zakonserwować. Przechowywać w ciemnym miejscu. Dlaczego? Nie wiem. Może, żeby nie straciło koloru, a może żeby wrogowie nie znaleźli i nie ukradli.