CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
czwartek, 22 marca 2012
PYRKON

Jakby ktoś chciał ujrzeć na własne oczy me piękne oblicze, tudzież dostać autograf na biuście, to w dniach 23-25 marca przebywam na konwencie Pyrkon w Poznaniu.

piątek 21:00 - uczestniczę jako współprowadząca w panelu o tym jak pisać dla bachorów, żeby czytały i dały swoim starym spokój

piątek 22:00 - opowiadam o tym jak się zapakować na cały trzydniowy konwent do damskiej torebki

sobota 15:00 - daję autografy na biustach, pośladkach i ewentualnie na swoich książkach

sobota 19:00 - opowiadam pogibane rzeczy o dwugłowych ludziach i takie różne

PYRKON 2012

A poza tym bez zmian:

Instrukcja obsługi (edycja druga) ciąg dalszy
Ciąg dalszy poprawionej wersji "Instrukcji obsługi".
Instrukcja obsługi (edycja druga)
Zgodnie z sugestiami komentatorek i moich nieocenionych dwóch bet, to fanfiction zostało poprawione i przerobione w formie zapisków Johna w „bardzo tajnym pamiętniczku”, jak to zamierzałam pierwotnie. Niestety, dokładne datowanie notek, z przyczyn obiektywnych (to wina Moffata) okazało się niemożliwe.
poniedziałek, 19 marca 2012
Instrukcja obsługi
Nie wiem skąd biorę energię na te wszystkie fanfiki, pracować i jeszcze żeby pozmywać podłogę w łazience. Najwyraźniej z tego, że spalam zapasy tłuszczu, co jest DOBREM, oraz z tego, że sypiam 5 godzin na dobę. "Instrukcja obsługi" jest znów nieco ostrzejszym slashem. Miejsce w linii czasowej: między "Żołnierzem" a "Świadkiem". Oto słowo moje, bierzcie i czytajcie z niego wszyscy.
niedziela, 18 marca 2012
Świadek

Świadek

Autor: Toroj

Betowała: Serathe

Fandom: Sherlock BBC

Opowieść z perspektywy Sally Donovan. Czas: niedługo po „Mój piękny żołnierz".

Liczę na komentarze :-)



środa, 14 marca 2012
Mój piękny żołnierz

No i stało się. Napisałam erotyk. A nawet gorzej, napisałam slasha! Pierwszego w życiu. Pairing Sherlock/Watson. Czuję, że znów mi z pół kilo ubyło.

Dla niezorientowanych: slash to jest wiecie, taki erotyk tylko męsko-męski.

Kto nie jest homofobem, niech se poczyta, zapraszam tutaj: MÓJ PIĘKNY ŻOŁNIERZ.

Apdejt:

Dziękuję serdecznie za komentarz. Napisanie dobrego slasha jest sztuką cholernie trudną, o czym się dziś naocznie i naręcznie przekonałam. Zwłaszcza kiedy ma się jako tak zwany materiał naukowy (hue-hue) pornosy na red-tubie, obrazki wydepilowanych gładyszy oraz slashe typu PWP czyli "Fabuła? Jaka fabuła?" Łatwo było zrobić z Johna rozhisteryzowaną panienkę (i właściwie się o to otarłam) albo z Sherlocka demona seksu (co byłoby już zupełnie bez sensu). A to przecież nie tak. Odnoszę wrażenie, że hetero, którzy piszą o seksie homo są bardzo często zatrzaśnięci w schemacie myślenia właśnie heteroseksualnym. Zawsze jeden pan musi być "seme" - ten silniejszy i agresywniejszy, a drugi "uke" - słabszy, uległy, kobiecy. Jeden wypina pupę, a drugi go z przeproszeniem dyma jak wściekły króliczek. Halo! Przepraszam, ale czym to się różni od seksu hetero? Jedynie brakiem cycków i innym otworem. Pardon za mój francuski. Cały czas musiałam się pilnować i utrzymywać w głowie myśl, że to jest dwóch mężczyzn. Dwóch facetów. Nie jeden paker i jedna kwikliwa panienka z penisem. Obaj mają męskie libido i swoje prywatne chyzie. Jeden jest wystraszony sytuacją i sobą samym, drugi jest też wystraszony tylko dużo bardziej bezczelny. Obaj robią to pierwszy raz, więc jak niby to ma wyglądać? Huzia, natychmiast wpychamy sobie różne rzeczy w rozmaite dziurki, jedziemy z tym koksem niezwykle profesjonalnie i odczuwamy nieziemskom roskosz? No nie sądzę.

A gdybym się jednak myliła, to żałość i trwoga. I wewnętrzne fuj.



wtorek, 13 marca 2012
Przedmioty

Przedmioty

Fandom: Sherlock BBC

Autor: Toroj

Beta: Minamoto

 

- Zaniosę to Molly do prosektorium – mówię, zamykając torbę termiczną. – Zutylizuje to jakoś. Nie możemy wyrzucić ludzkich szczątków na śmietnik. Jeśli je ktoś znajdzie, zrobi się afera.

Mój głos brzmi spokojnie i rozsądnie. Słucham go tak, jak słucha się audycji radiowej.

Pani Hudson kiwa głową, zamykając lodówkę. Jej wzrok zatrzymuje się na wielkim harpunie, który stoi w kącie.

- Dobry Boże... – wzdycha. – Skąd on wziął to potworne narzędzie? Co my mamy zrobić z tym wszystkim?

Nie wiem.

Wiem. Schemat czynności jest ustalony. Należy zebrać przedmioty należące do zmarłego. Posegregować. Pozwolić zabrać pamiątki rodzinie. Resztę oddać organizacjom charytatywnym. Resztę reszty – wyrzucić na śmietnik.

Nie chcę tego wiedzieć. Dlaczego pod Bart’s wjechał na mnie tylko rower, a nie samochód? Leżałbym teraz w szpitalu, otumaniony morfiną, albo nawet pod respiratorem, błogosławiony nieświadomością.

Pani Hudson idzie do salonu, zaczyna zbierać z biurka papiery i wkładać je do kartonowego pudła.

- Weźmiesz jego książki, John?

- Część – odpowiada spiker moim głosem.

Biorę inny karton i idę do sypialni Sherlocka. Czy Mycroft będzie chciał zatrzymać coś z jego rzeczy na pamiątkę?

O dziwo, w sypialni czuję odrobinę ulgi. Paradoksalnie, osobowość Sherlocka odcisnęła tutaj słabsze piętno. Jest bardziej uporządkowana, mniej holmesowska. To salon był jego dominium, tutaj jedynie sypiał.

Sherlock...

Byłem z nim wtedy, gdy przypominał zimny posąg na Mount Evereście intelektu, i wówczas, gdy się „nudził” a jego szczupłe ciało trzęsło się w fazie maniakalnej. Widywałem go nad kolejnymi zwłokami i nad kubkiem kawy, w gonitwie po londyńskich ulicach i na wrzosowiskach Dartmoor... I w piżamie, rozczochranego, z maszynką do golenia w ręku... Byłem przy nim w momentach wielkich olśnień i kompletnego wariactwa. Kiedy się śmiał i kiedy ogarniał go smutek. Zostałem dopuszczony do stref najbardziej prywatnych, do tych sekretnych szufladek, kryjących rzeczy straszne, wstydliwe i niewinne śmiesznostki. Pokazywał mi, jako jedynemu chyba na świecie, swoją ludzką stronę. Byłem z nim na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. W minutach największej chwały i największego upadku... Dlaczego więc wybrał drogę w Ciemność? Dlaczego wybrał śmierć, a nie... mnie?

Kiedy otwieram drzwi garderoby, widzę wiszące na wieszakach w idealnym porządku spodnie, marynarki i koszule, na półce kilka T-shirtów, które tak rzadko nosił, szary dres... Żadnej z tych rzeczy już nie włoży. Mycroft kazał wystroić ciało brata do trumny w garnitur – jak przypuszczam, za niewyobrażalne dla mnie pieniądze. I jeszcze w krawat... Sherlock nienawidził krawatów. Nie mam siły dotknąć niczego, co stykało się bezpośrednio z jego skórą. To zbyt osobiste. To za bardzo boli. Lepiej niech pani Hudson zapakuje te rzeczy sama, później. Nie chcę być w tej chwili opanowanym lekarzem, ani zimnokrwistym żołnierzem. Chciałbym upaść na podłogę, płakać i wyć.

A jednak nadal stoję i patrzę na to, co pozostało po moim przyjacielu. Te wszystkie przedmioty, które w jednej chwili straciły sens istnienia. Zdają się również patrzeć na mnie i czekać w napiętym milczeniu na moją decyzję odnośnie ich dalszego losu. Dopiero po dłuższej chwili dostrzegam po wewnętrznej stronie drzwi przyklejoną żółtą karteczkę. Są na niej tylko cyfry.

07.7

Zero siedem. Kropka. Siedem. Dwie siódemki, zero, kropka. Czy to jakiś szyfr? Po co to tutaj umieścił? Dlaczego w szafie...?

- Siedem, siedem... – szepczę. Mózg, oczadziały od antydepresantów stawia opór, niczym zardzewiała maszyneria. – Siedem, siedem...

Karteczka ma zawinięty róg - wisi tu chyba już jakiś czas. Sherlock musiał widzieć ją każdego ranka, kiedy wyjmował świeże ubranie. Zapisał coś, co było chyba bardzo ważne. Coś, czego nie chciał powierzyć jedynie salom w Pałacu Umysłu. Coś, czego nie chciał zapomnieć.

Ostrożnie zamykam drzwi garderoby, jakbym nie chciał budzić ich skrzypieniem kogoś śpiącego. Wychodzę, nie mam siły, nie mogę...

Siedem, kropka, siedem. Siódmy, siódmy.

Zatrzymuję się, już z ręką na klamce.

Siódmy lipca.

Moje urodziny.



Najwyższe wyróżnienie

Najwyższe wyróżnienie

Tej nocy niespodzianie otrzymałam wielki dar, zostałam odznaczona czymś w rodzaju czytelniczego krzyża Virtuti Militari, czy może dostałam Nobla bez tej całej komercyjnej otoczki... cholera wie, jak to nazwać, w każdym razie wyświadczono mi wielki honor. Siedzę tu sobie w chińkim szlafroczku z haftowanym smokiem, każdy włos w inną stronę, kapcie, kawa w kubku z kotkiem od Margot i nadal, nawet po przebudzeniu, czuję się bardzo wzruszona.

„znajdujesz mi drogę do tego, jak i którędy czuję różne rzeczy [...] dostrzegasz jak trudno
jest nie utopić się w uczuciach Wyciągnęłaś łapę, dotknęłaś, zrozumiałaś,
wzruszyłaś [...] Czuję szacunek do tego, jak tworzysz postać Sherlocka - Albowiem Jest On Prawdziwy - i jako asperger to mówię” – list, jaki przysłała mi M. jest długi i bardzo osobisty, więc nawet zamieszczenie tego szczątkowego cytatu budzi moje wyrzuty sumienia, ale po prostu mnie roznosi. DOSTAŁAM PIEPRZONEGO NOBLA!!! Potrafiłam, nie będąc osobą z Aspergerem, napisać Aspergera i co więcej, dotrzeć do osoby z Aspergerem, sprawić, że popatrzyła na mojego Sherlocka i powiedziała sobie: „to jestem ja”! Mogę już do końca życia nie dostać żadnej zwykłej nagrody czytelniczej, bo tę największą już dostałam. W czwartek 13 marca 2012 o godzinie 00:41 tuż po północy. Dziękuję, M. wyświadczyłaś mi wielki, najwyższy dla pisarza zaszczyt. (ukłon)

A jak jeszcze Minamoto niecnie zapodała nam na czacie poniższy teledysk, to już w ogóle totalna rozklejka i psychiczne skórowanie. Chyba sobie melisy zaparzę.



niedziela, 11 marca 2012
Dyptyk

Mam nadzieję, że obsesja trochę mi się jednak uspokoi. Stan przyjemny, wybuchy adrenalinki, euforyczne zużycie energii i chudnięcie w zachwycającym tempie (weszłam w stare spodnie). Entuzjastyczne kwiczenie nad klatą Sherlocka i rozmiziwanie się nad pusiatym żołnierzykiem Watsonem zaowocowało kolejnym tekstem, a nawet dwoma. Link tutaj: Dyptyk John & Sherlock   I proszę o długie, w miarę możności pozytywne komentarze!!!

Tyle tylko, że jestem jedynym żywicielem rodziny, a przez zasherlockowanie haniebnie odpuściłam sobie ostatnio pracę zawodową. Czy było warto...?

JASNE, ŻE TAK!!!



czwartek, 08 marca 2012
Siła sugestii

Wieści z placu boju: obsesja ma się świetnie, kwitnie, wypuszcza odnóżki, wylewa mi się uszami. W ciągu jednej doby napisałam kolejny fanfik na 10 stronic, pt. „Zaraza na Baker Street” ale że jest za długi, by go zamieszczać tutaj, daję tylko link do forum http://forum.mirriel.net/viewtopic.php?f=15&t=17547 W tym czasie zjadłam z przymusem jakieś mikroskopijne ilości tego i owego, a potem jeszcze czytałam kilkanaście razy poprawiany gotowy tekst, szlifując wersję ostateczną. W wyniku tego dziś rano z trudem wmusiłam w siebie niewielką porcję musli otrębowego z jogurtem jagodowym, a w południe 3 łyżki serka wiejskiego light. Mdli mnie nadal. Nie można bezkarnie faszerować się przez X godzin detektywem chorym na grypę żołądkową. Niezbity dowód na siłę sugestii. O tyle dobrze, że ta sugestia zabrała mi kolejny kilogram. Spodnie zaczynają na mnie przyjemnie zwisać. Jak tak dalej pójdzie, to z końcem marca wejdę w tę kieckę z Zary.

Wnioski: chcesz utyć, czytaj coś, gdzie bohaterowie na okrągło żrą; chcesz schudnąć – czytaj utwór, w którym ciągle rzygają.

O Boru, powinnam ugotować dziś jakiś obiad, nie wiem jak to przeżyję...



 
1 , 2