CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
wtorek, 29 stycznia 2013
Smoczysko

Tym razem autoreklama.

Nareszcie się zebrałam do kupy i dokończyłam witrażowego smoka. I naturalnie od razu wystawiłam na allegro, do towarzystwa innym drobiazgom książkowo-tardisowo-sherlockowym. Fajny, prawda?

niedziela, 27 stycznia 2013
Dziś o zwierzątkach i zwierzach

Dzisiejszy wpis sponsorują literki J jak jeż (oraz John), S jak sikorka (oraz Sherlock) i Z jak Zwierz.

Po pierwsze wykonałam myk, w wyniku którego zmieniam operatora sieci komórkowej, a ten nowy operator by tak miły, że dał mi smartfona z 1 zł. Nawet dostałam na tę złotówkę paragonik, a jak. Marzyłam o Apple, jaki miał Holmes, ale okazał się poza moim zasięgiem finansowym (obaj są poza moim zasięgiem - i iPhone, i detektyw), więc ostatecznie zdecydowałam się na LG, a ten z kolei jest o wiele większy od mojego starego Sony, zatem siłą rzeczy potrzebny był nowy futerał do kulturalnego przechowywania tego czegoś, co to się niewinnie nazywa telefonem, a jest tak naprawdę zakamuflowanym komputerem. Być może jest też małą Tardis zakamuflowaną na zakamuflowany komputerek, ale nie jestem pewna, czy chcę sprawdzać. Potrzeba futerału zaowocowała, a właściwie zajeżyła się prezentowanym poniżej wyrobem ręcznym, absolutnym przypadkiem podobnym do Johna Watsona bez sweterka.

Wszelkie podobieństwa do realnych osób są absolutnie przypadkowe.

Sikorka natomiast wydarzyła się na balkonie. Tradycyjnie każdej zimy dokarmiam ptaki słonecznikiem i zawsze w porach przedpołudniowych kręci się tam całe stado sikorek, wróbli, przylatuje też kos z krzywą łapką i ktoś podejrzany o bycie rudzikiem. Tori jest zachwycona.

Dlaczego jedna z sikorek pomyliła kierunki i z całego rozpędu przywaliła łepetyną w szybę, trudno się domyślić. Na szczęście natychmiast ją podniosłam, całkiem bezwładną i odchuchałam, aż się ocknęła. Potem posiedziała chwilę w kartoniku z dziurami dla wentylacji, żeby się rozgrzała i ostatecznie doszła do siebie, a potem została wypuszczona. Jeszcze mnie dziobnęła w palec skubana ;-)

I na koniec Zwierz Popkulturalny, którego bloga śledzę na bieżąco. Otóż Zwierz wystartował był w corocznym konkursie onetu na najlepszego bloga i można na Zwierza głosować za pomocą esemesa, co wyżej i niżej podpisana uczyniła, gdyż wpisy zwierzowe lubi i docenia. W tym celu należy wysłać kod E00001 na numer 7122, co kosztuje złotówkę z małym hakiem, a dochód pójdzie na biedne dzieci. Blog Zwierza znajduje się TUTAJ, a o konkursie można sobie poczytać TU i sprawdzić, czy może by się nie chciało zagłosować na jeszcze kogoś.

Nadal przyjmuję zamówienia na Tardisy.

piątek, 25 stycznia 2013
Świnki potrzebują pomocy

Stowarzyszenie Pomocy Świnkom Morskim zwraca się z apelem o pomoc w znajdowaniu domów tymczasowych (i stałych) dla ratowanych świnek morskich. W styczniu i w lutym 2013 mamy znów otrzymać w kilku partiach kilkadziesiąt młodych, mniej więcej dwumiesięcznych świnek ze zwierzętarni pewnego laboratorium w Warszawie. Zwierzęta są przekazywane legalnie, zgodnie z obowiązującymi dyrektywami Unii Europejskiej. Są zdrowe, nie stanowią żadnego zagrożenia epidemiologicznego, wymagają jedynie oswojenia, w nielicznych przypadkach wyleczenia niezbyt zaawansowanej grzybicy, na którą te zwierzęta potrafią zachorować ze stresu.
Potrzebujemy ludzi w całej Polsce, którzy mogliby zapewnić tym świnkom chwilowy dom, do czasu znalezienia im stałych opiekunów. Stowarzyszenie oferuje dla tymczasowych podopiecznych odpowiednią karmę, porady i bezpłatne leczenie weterynaryjne w zaprzyjaźnionych przychodniach lub zwrot kosztów za przesłaniem faktury za leczenie. Tam, gdzie to możliwe, oferujemy także klatki.
Warunkiem zostania domem tymczasowym (DT) jest pozytywne przejście wizyty kwalifikacyjnej przeprowadzanej przez wolontariuszy Stowarzyszenia, oraz podpisanie umowy o współpracy/wolontariacie ze Stowarzyszeniem. 
Zapraszamy do odwiedzenia naszej strony: www.swinkimorskie.eu  a szczególnie forum „Caviarnia”, gdzie zamieszczane są na bieżąco informacje o wszelkich akcjach Stowarzyszenia – świnki z laboratorium to jedynie ułamek naszej działalności.

Powyższy tekst został zamieszczony na moim blogu na prośbę mej koleżanki Kimery, wielkiej świnkofanki i świnkolożki.

czwartek, 24 stycznia 2013
Przeprowadzka

Fanfiki do tej pory publikowałam na Forum Mirriel, na Fanfiction.net, coś tam zawisło na Alchemii Słowa i czasem coś zawisało tutaj, na blogu. Niedawno wprowadziłam się także na portal AO3 i okazało się to strzałem w dziesiątkę, więc niniejszym AO3 będzie moim głównym miejscem publikacji. Jest bardzo przyjazne, ładne i proste w obsłudze. Mirriel, niestety, nie było nigdy miejscem z założenia przystosowanym do wywieszania form literackich. Zjada formatowanie i wklepywanie na piechotę wszystkich podkreśleń, kursyw i boldów do opowiadania jest straszną mordęgą. W dodatku przy ostatnich tekstach nie miałam nawet odzewu, że to ktokolwiek czyta, więc co się będę kopać z koniem? Mirriel niniejszym wykreślam, nowości tam już nie będzie.

Fanfiction.net również zjada formaty, ale tylko niektóre. (Uwielbia pożerać gwiazdki.) Poza tym lubi się zawieszać, nawigację ma pod zdechłym Azorkiem, ale sporo ludzi się do niego przyzwyczaiło, więc tam zostaję, aczkolwiek nie mam do niego za bardzo serca. Również dlatego, że się strasznie cenzuruje i nie daj Bór wstawić do tekstu słowo "fuck" - zostaniesz człeku potępiony jako roznosiciel pornografii.

Tak więc jeśli ktoś z zaglądających tutaj osób jest zainteresowane tym co piszę oraz tłumaczę, znajdzie mnie przede wszystkim tutaj:

http://archiveofourown.org/users/toroj

i tutaj:

http://www.fanfiction.net/~toroj

środa, 23 stycznia 2013
Opowiastka o sensie

Opowiastka o sensie

Dawno, dawno temu... Nie, to nie bajka, to historia. Może nawet prehistoria. W każdym razie dawno, dawno temu wydano mi pierwszą książkę i naturalnie byłam dumna jak paw, a moja macierz była dumna jak dwa pawie i robiła mi wszędzie reklamę. Cała bliższa i dalsza rodzina miała obowiązek się zapoznać z dziełem, oraz naturalnie wyrażać podziw – mamusia nie popuszczała. No i pewnego dnia w samym środku miasta wpadłam na pewnego mego kuzyna, który wpierw mi oświadczył, że z dziełem się zapoznał, po czym wyraził pogląd, że to bardzo trudna książka (ton nabożnej trwogi, a pamiętajmy, że chodzi o powieść właściwie dla młodzieży), a na koniec dołożył wisienkę na torcie. Zapytał mianowicie konfidencjonalnym półgłosem: „Powiedz tak naprawdę, kto ci to napisał?” Byłam tak bezgranicznie zdumiona, że nie zdobyłam się na żadną należycie miażdżącą uwagę, która by owego kuzyna spopieliła i rozwiała z wiatrem. Zresztą on by jej pewnie nie docenił, ani nawet nie zauważył, bo jest to ten typ, dla którego „ironia” to takie słowo na „i”. „Idiota” też jest na „i”. Natychmiast z tego miejsca dementuję podejrzenia, jakobym miała z tym kuzynem cokolwiek wspólnego genetycznie! Wyłącznie powinowactwo, bardzo nieszczęśliwe.

Powyższe przytoczyłam, gdyż ilustruje w sposób wybitnie jaskrawy umysłowość małego miasta. Mieściny. Małomiasteczkowość. Dziewczyny miały wówczas niewielki wybór: zostać nauczycielką, pielęgniarką, księgową, lekarką, fryzjerką itp. Wyjść za mąż, mieć dzieci. Ewentualnie zrobić studia, ale potem oczywiście wrócić do domu, wyjść za mąż i mieć dzieci. W sumie poglądy przetrwałe jeszcze z XIX wieku. To, że kobieta mogłaby zostać aktorką, piosenkarką, malarką czy artystką jakiegokolwiek rodzaju, podróżniczką, opłynąć świat, wleźć na Mount Everest, zrobić kurs szybowcowy, wyprawić się do Australii czy Bór gdzie zaszumi – tak, tak, ale to nie u nas, panie, to gdzieś we w tej Warszawie czy coś. Albo za granicą.

Idąc za tą myślą książki były przedmiotami, które leżą w księgarni albo w bibliotece. Proces ich powstawania od biurka pisarza do drukarni niby był znany (pani w podstawówce opowiadała) ale nie przesiąkał do świadomości społecznej. Pisarz to taki byt nieokreślony, istniejący być może gdzieś za górami za lasami, na pewno nie tu i teraz, w miasteczku, które ledwo ledwo się wówczas załapywało na prawa wojewódzkie, i na pewno nie może być nim ten pan z sąsiedniego domu, co wychodzi co rano z psem - i nie ta smarkula, co ledwie kilka lat temu zwisała głową w dół z trzepaka. O nie, nie. Podejrzana sprawa. Ktoś jej TO napisał!

Myślę czasem, co by ze mną było, gdybym poszła ustaloną drogą, jaką przewidywała dla mnie wiecznie zalękniona i nieufna matka: skończyć szkołę, zostać nauczycielką, iść do pracy, z pracy wracać grzecznie do domu, pomagać w gospodarstwie i robić przetwory... Wyjść za mąż (być może, ale niekoniecznie), mieć dzieci (bez zamążpójścia raczej się nie da, więc niech już będzie). Żyć skromnie, nie zwracając na siebie uwagi. Dociągnąć spokojnie, bezpiecznie i bez żadnych wstrząsów do emerytury. Na emeryturze robić dokładnie to co przedtem (poza chodzeniem do pracy) i w końcu cicho, niefatygująco umrzeć.

Szczerze mnie taka perspektywa przeraża. Bo mogła się spełnić. Mogłam uwierzyć, że jestem po prostu szarą, nic nie znaczącą jednostką, która nie może osiągnąć nic więcej poza wyznaczonym przedziałem „odtąd – dotąd”. Nie napisałbym ani jednego opowiadania, nie zrobiłabym ani jednej witrażowej lampy, nie zaprojektowałabym żadnego lustra, biżuterii, kolczyków. Nie zobaczyłabym kamieniczek Pragi, nie wlazłabym do górskiego potoku, nie piłabym wódki na moskiewskim dworcu. Nie zrobiłabym całego mnóstwa fajnych rzeczy, ograniczona z każdej strony „nie mogę”, „nie umiem”, „nie wypada”, „co ludzie powiedzą”. Nie pisałabym fanfików, nie sprawiłabym frajdy całej rzeszy ludzi, łącznie z MŻIK, która aktualnie lubuje się szklaną Tardis. Gdybym miała jutro zginąć pod kołami TIRa, dziś mogę się obejrzeć za siebie i stwierdzić, że pozostawiam po sobie jakiś ślad, jakiś sens. Coś więcej niż odbębnione godziny w biurze i wyprasowane skarpetki.

Czego sobie nadal życzę i wam również.



niedziela, 20 stycznia 2013
Wstydź się, kobieto!

Kobieto, wstydź się!

Do napisania tej notki zainspirowała mnie Minamoto, która na czacie pokazała nam link do pseudoartykułu, który okazał się tak debilny, że już po przeczytaniu pierwszego zdania spytałam retorycznie, czy to jakiś żart? Proszę bardzo "Kanon wieku średniego" dla kobiet. 30 książek, które musisz przeczytać przed 30. rokiem życia!

Autor zestawienia z zupełnie niezrozumiałego dla większości czytelniczek powodu przyjął, że wiek średni dla kobiety to lat 30. O_O Być może jest po prostu gimnazjalistą, dla którego wszystko powyżej dwudziestki to już zramolałe staruchy. „Powinnaś się wstydzić, jeśli nie zapoznasz się z nimi przed trzydziestką...” – to cytat. Siedziało nas w pokoju czatowym kilka. Wszystkie czytające. Z trzydziestu wymienionych pozycji każda z nas znała 3-4, o kilku innych słyszałyśmy, a resztę widziałyśmy pierwszy raz na oczy. I teraz zadam pytanie: dlaczego miałybyśmy się wstydzić? I dlaczego miałybyśmy czytać rzeczy, które nas kompletnie nie interesują? Któraś siedzi w fantastyce, inna woli kryminały, trzecia poważnie wpadła w powieści historyczne i romanse (też historyczne). Czy mam jakiś cholerny obowiązek zachwycania się „Duma i uprzedzeniem” oraz uznawania geniuszu autora „Lalki”? (Nienawidzę pozytywizmu.) „Też mogę sobie napisać własną listę i powiedzieć, że kto tych książek nie zna, ten głupi i nieoczytany, o!” – zauważyła słusznie Toperz.

Pomyślałam, że jako osoba podająca się za fantastkę mogłabym stworzyć listę książek, które wypada znać miłośnikowi fantastyki. Wypada znać, a nie czytać pod przymusem. I w sumie byłaby to lista wręcz ascetyczna: Władca Pierścieni, Diuna, Opowieści z Narnii, coś z Lema, coś z Sapkowskiego. Cała reszta na zasadzie pełnej dobrowolności, bo na miłość Bora Szumiącego, nie mogę nikogo zmuszać do czytania np. Olgi Gromyko, i vice versa chciałabym zobaczyć ryzykanta, który mi będzie wpychał prozę Dukaja, od której dostaję depresji.

No to drodzy państwo, miłej lektury w tym naszym wieku średnim, jaki by on nie był!



Exterminate!

Co jakiś czas w moim pokoju rozlega się przygłuszony okrzyk: EXTERMINATE!

Nie, nie zalągł mi się pod łóżkiem żaden Dalek. Po prostu Tori ostatnio upodobała sobie jako legowisko stosik plecaków na półce. Co jakiś czas naciska pewien tajemniczy dynks, a wówczas niebieski Dalek na wierzchu plecaka protestuje przeciwko przygnieceniu futrzastym ciężarem. Exterminate! Exterminate! Niestety, kocica ma exterminowanie w głębokim poważaniu i nawet uchem nie ruszy. Na cóż przyszło wielkiej grozie kosmosu! Ciemiężony przez kota!

sobota, 19 stycznia 2013
Szynka pieczona

Przepis na pieczoną świąteczną szynkę dostałam od Homoviatora, a on z kolei wyciągnął go od swojego życiowego partnera Cube’a. Nie widzę powodu, dla którego miałabym trzymać ten przepis zazdrośnie tylko dla siebie, zwłaszcza, że taka szynkę można robić niezależnie od świąt.

Należy się zaopatrzyć w następujące składniki:

Szynka surowa w jednym kawałku (w Biedronce są paczki po ½ kg za 16 zł)

1-2 cebule

Sól

Zioła prowansalskie

Cynamon

Pieprz ziołowy

Papryka słodka lub ostra (jak kto lubi)

Sok z pomarańczy (może być kartonikowy)

Olej

Mięso opłukać i natrzeć solidnie solą. Cebulę pokroić w krążki i ułożyć na dnie żaroodpornego naczynia. Położyć na niej szynkę. W miseczce połączyć: 1 dużą łyżkę oleju, 1 dużą łyżkę soku pomarańczowego, 1 łyżeczkę ziół prowansalskich, 1 łyżeczkę cynamonu i 1 pieprzu ziołowego. Otrzymaną zaprawą polać szynkę po wierzchu.

W tejże samej miseczce wymieszać 2 łyżki soku i 1-2 łyżeczki papryki (uwaga z tą papryką, ja wzięłam 1 łyżeczkę i jak na mój gust było mocno pikantne) i ten sosik wlać z boku na dno naczynia, żeby cebula nasiąkła. Teraz naczynie zakrywamy i wstawiamy do lodówki minimalnie na kilka godzin, ale najlepiej jak postoi 2 dni. Nie polecam natomiast wystawiania na balkon. Za pierwszym razem mięso mi zamarzło na kość i było to deczko kłopotliwe. Przyprawy powinny się wessać do szynki, a co ma się wsysać, jak jest w postaci stałej?

Następnie piecze się szyneczkę w piekarniku tak z godzinkę lub dwie, w temperaturze około 180 st. Tu już na wyczucie, bo każdy piekarnik inny, wiadomo. Po upieczeniu wystawiamy, odkrywamy i powoli studzimy do temperatury pokojowej – i dopiero wówczas mięso nacinamy. Inaczej soki z niego uciekną. Obłożyć mięso tą cebulą co była na spodzie i wuala.

Smocznego! – jak mawiał Smok Zygmunta.

Można to jeść na ciepło z ziemniakami, i na zimno do chleba. Osobiście preferuję na zimno, a z sosu ugotowałam rewelacyjną kartoflankę. Obecnie zamierzam na podstawie powyższego przepisu upiec szynkę w czosnku i imbirze.



wtorek, 15 stycznia 2013
Słowniczek początkującego czytelnika fanfików

Popatrzyłam sobie na te wszystkie tajemnicze słówka i literki w poprzedniej notce i pomyślałam, że niektóre osoby mogą się w tym pogubić. Dlatego spisałam:

Słowniczek początkującego czytelnika fanfików.

Fanfik, fanfiction – jak nazwa sugeruje „fikcja pisana przez fana”, twór literacki lub poetycki inspirowany fabułą i bohaterami zapożyczonymi od kogoś innego. Fanfiction może być tworzone na podstawie książek, filmów, seriali, a nawet gier. Podstawową regułą publikacji fanfików w Internecie jest to, że ich twórca nie czerpie z tego żadnych korzyści materialnych. Poza osobistą satysfakcją, ale ona nie jest materialna.

Fandom – książka, cykl, film itp. oryginalne uniwersum, osnowa, na której tworzy się fanfiction.

Kanon - podstawa, ogół wiedzy, fabuła, wszystko co stworzył autor i czego zwykle trzyma się fanfictionista. Np. kanonem absolutnym jest potężna muskulatura Conana, to, że Muminki są białe oraz szaliczek serialowego Sherlocka.

Fanon – elementy, które wymyślili i puścili w sieć fanfictioniści, a które tak się spodobały, że z czasem zostały uznane za rzecz oczywistą na równi z kanonem i są pożyczane (bezczelnie kopiowane) przez innych. Fanonem jest np. to, że John Watson nosi czerwone slipy.

Crossover – połączenie dwóch (lub więcej) fandomów, na przykład Sherlocka Holmesa z Doktorem Who, Pottera ze Światem Dysku, Gwiezdnych wojen z Wiedźminem... Nigdzie nie ma przepisu, że crossy zawsze mają być logiczne. Przeciwnie, czasami wychodzą z tego rzeczy ciekawe i zabawne.

Angst (z niem. lęk, strach, obawa) – fanfik, w którym dzieją się bardzo złe, straszne i dramatyczne rzeczy, bohaterowie cierpią, a nawet mogą umrzeć. Umarcie bohatera nie jest na szczęście obowiązkowe.

Hurt/comfort – krzywda/pocieszenie; jeden z bohaterów cierpi strasznie oraz okropnie, fizycznie lub psychicznie, a drugi go ratuje i pociesza.

Case-fic – fanfik z intrygą kryminalną jako wątkiem głównym.

OOC – „out of character” co oznacza, że bohater (jeden lub więcej) fanfika nie zachowuje się tak, jak to jest zakładane w utworze oryginalnym.

AU – alternatywne universum czyli sytuacja, kiedy bohaterowie z zachowanymi oryginalnymi cechami charakteru zostają osadzeni w innych realiach (nawet w innym świecie) albo w pewnym momencie fabuła z kanonicznej skręca w stronę „co by było gdyby”.

Slash – tekst opisujący miłość i (lub) seks między mężczyznami. Nazwa wzięła się od kreseczki oddzielającej osoby z tzw. pairingu. Na slash da się przerobić absolutnie wszystko, niezależnie co byłoby jego podstawą. Najlepszym dowodem jest istnienie slashu Muminek/Włóczykij.

Femmeslash – to samo co wyżej, tylko z dziewczynkami.

Pre-slash – historia niejako przygotowująca grunt pod pełnowymiarowy slash, mający się pojawić w planowanych dalszych częściach.

Pairing – zestawienie kochanków, np. Harry/Draco, Hermiona/Severus, Wierzba Bijąca/Wielka Kałamarnica (nie, nie żartuję).

PWP – skrót od wyrażenia „porn without plot” czyli „pornografia bez fabuły” (albo żartobliwego „plot, what plot?” – „fabuła, jaka fabuła?”); jak łatwo się domyślić takie fanfiki opisują ze wszystkimi szczegółami akty seksualne, a fabuła nie istnieje lub istnieje w formie szczątkowej, jedynie jako klej łączący kolejne sceny erotyczne.

Rape, non-con – jeśli zobaczymy takie oznaczenie w stopce fanfika, oznacza to, że w środku znajdziemy opisy różnorakiej przemocy, w tym także seksualnej.

BDSM – skrót od „Bondage, Domination, Sadism, Masochism”; fanfik oznaczony etykietką BDSM będzie zawierał sceny erotyczne z użyciem kajdanek, pejczy, obroży i tego rodzaju akcesoriów, oraz rozgrywający się romans bohatera uległego i bohatera dominującego. Niestety, czasem niedoświadczony fanfictionista myli BDSM z wulgarną przemocą i można natrafić na przykry tekst o pospolitym znęcaniu się.

Mpreg – skrót od „male pregnant” czyli męskiej ciąży. Dowód na to, że perwersyjna wyobraźnia fanfictionistów nie zna granic. W utworach fantasy usprawiedliwia się to magią, w SF - pozaziemskim pochodzeniem zaciążonego bohatera, albo jeszcze innymi przedziwnymi czynnikami, o których nie śniło się filozofom. Nawet starogreckim.

Gen (general) – oznaczenie tekstu, w którym nie występuje seks pod żadną postacią. Są takie opowiadania. Naprawdę!

Drabble – miniaturowy utwór literacki w pigułce; klasyczne drabble powinno liczyć dokładnie 100 słów, dopuszczalne jest też 50 (czyli dribble) lub 200 (droubble). Trudna sztuka, wymagająca zwięzłości i dokładnego przemyślenia treści. Powstało wiele drabblowych fanfików. Co ciekawe, na rosyjskich portalach słowem „drabble” określa się teksty znacznie dłuższe, liczące sobie nawet ponad tysiąc słów.

Bromance – słowo-walizka z brotherhood i romance. Określa się nim fanfik, w którym występują silne uczucia i „chemia” między bohaterami. Nieco więcej niż zwykła przyjaźń. Żadnych myzianek czy całusków, czasem nawet brak jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, ale w innych okolicznościach (i gdyby nie byli hetero) mogliby być parą. Bromance występuje w serialach Sherlock i Dr House. Bromancem jest także układ między Kamykiem a Pożeraczem Chmur ;-).

Fluff – fanfik z miłą i ciepłą atmosferą, ogólnie pluszowy i serdeczny. Nawet jeśli bohaterowie się pokłócą, to zwykle szybko godzą, zapewniają o wzajemnej miłości i razem piją herbatkę.

Omegaverse – stosunkowo niedawno powstały nurt, w którym postacie obdarza się cechami oraz instynktami zwierzęcymi, w tym również rują i stadną hierarchią. Wyewoluował około dekady temu z wątków wilkołaczo-wampirycznych.

OC – Original Character; postać stworzona od A do Z przez autora fanfika, będąca bohaterem pierwszoplanowym osadzonym w fandomowym universum, albo bohaterem drugoplanowym, towarzyszącym postaci głównej itp. Przykładem OC jest Sirith Lestrange ze Slytherinady, albo Nigel Duncan z „Chcesz być moim nieprzyjacielem?”.

 

Jak sobie jeszcze coś przypomnę, to dopiszę :-)



niedziela, 13 stycznia 2013
Lista Przebojów

Próbowałam sobie przypomnieć pierwszy fanfik, jaki przeczytałam do fandomu Sherlockowego i nie mogę, ginie w pomroce dziejów. Podejrzewam jednak, że mógł być to angstowy i bezczelnie szlochogenny wyciskacz łez pt. „Alone on the water” Mad Lori w przekładzie Jaminiory oraz „Drugie prawo dynamiki” by Entangled Now w przekładzie Daghmarre. Nie byłoby to odstępstwem od tradycji, gdyż poprzednio przygodę z fandomem potterowym zaczęłam od bezczelnie angstowego wyciskacza łez autorstwa Enahmy czyli „Szczęśliwych dni w piekle” oraz „Księgi Szlabanów” Dziewczyny Hagrida. Znaczy się tragedia i komedia dla równowagi.

Czym się różni fandom potterowy od sherlockowego? Głównie tym co poniżej.

 

 

Niebawem minie rok, od kiedy wgłębiłam się w głębiny (jakie fajne określenie) twórczości okołoholmesowej i właściwie czemu nie miałabym sobie ułożyć jakiegoś prywatnego rankingu ulubionych tekstów? Chociaż to pewnie będzie trudne. Z góry zaznaczam, że nie biorę pod uwagę własnych, gdyż wiadomo, że są genialne, wspaniałe i nie mogę robić konkurencji innym autorom - no nie? ;-)

  1. „Two two one Bravo Baker” Abundantyqueer – slash, casefic, universum alternatywne, gdzie Watson z Holmesem spotkali się na wojnie w Afganistanie (j. ang. ros.)
  2. seria „Paradoksy” Wordstrings – slash, wyjątkowa postać Sherlocka świra (j. ang. pol. ros.)
  3. „Bez ciebie” Homoviator – slash, casefic (j. pol.)
  4. „Kameleon” Velvet mace – slash, crossover z Sentinel, Watson-Przewodnik, Holmes-Strażnik (j. ang. ros.)
  5. „The Man No One Liked” shouldbeover – slash, casefic, AU, XIX wiek, Holmes urodził się w niskiej klasie społecznej i został... kamerdynerem (j. ang. ros.)
  6. „The Heart in Him” azriona – slash, casefic, omegaverse, męska ciąża (j. ang.)
  7. „Velociraptor caenaculi” kryptaria – AU, SH i JW jako raptorołaki, kupa śmiechu (j. ang. pol.)
  8.  „Performance in a leading role” Mad Lori – slash, AU, co by było, gdyby obaj panowie zostali aktorami w Hollywood? (j. ang. ros.)
  9. „House rules” Songlin – slash, dialog, komedia (j. ang. ros. pol.)
  10. „The Great Sex Olympics of 221B” XistentialAngst – slash, pwp, seks, seks, jeszcze więcej seksu (j. ang. ros.)
  11. „The Yearly Revolution” anarmydoctor – slash, romans, opowieść poetycka (j. ang. pol.)
  12. „To Light Another's Path” BeautifulFiction – casefic, hurt/comfort, slash, first time, Holmes łapie zapalenie płuc, a następnie mordercę, a potem dostaje w nagrodę księżniczkę czyli Johna (j. ang.)
  13. „Biełyj i puszystyj” Evangellelinn – pwp, BDSM itd. itp., komedia, najbardziej zwariowane i najśmieszniejsze opisy perwersyjnej erotyki, jakie zdarzyło mi się widzieć (j. ros.)
  14. „Electric pink hand grenade” BeautifulFiction – hurt/comfort, slash, wysoka nota za język i metafory (j. ang. ros.)
  15. „Wszyscy jesteśmy spokrewnieni” Homoviator – fretka imieniem Sherlock i tyle na temat (j. pol.)
  16. „An Avalanche Of Detour Signs” gyzym – historia Molly Hooper, nareszcie coś hetero (j. ang. pol.)
  17. „The Heart in the whole” Verityburns – slash, hurt/comfort, niewidomy Holmes (j. ang. ros.)
  18. „Hamish” Luna HS – o przyjaźni, miłości i o wiernym psie (j. ros.)
  19. „Kontrakt” robin puk – slash, AU, BDSM, wysoka nota za stworzenie logicznego universum (j. ros.)
  20. Właściwie nie wiem, co wstawić pod numer dwudziesty. Mimo zastrzeżeń wyżej mogłabym coś swojego, żeby mi się numerek nie marnował - tylko co? Wszystkie swoje teksty lubię.



 
1 , 2