CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
czwartek, 26 stycznia 2012
Jestem wielbłądem

Jestem wielbłądem

Niedawno otrzymałam następującą wiadomość chomikową pocztą:

„Naruszenie praw autorskich. Witamy, otrzymaliśmy wiarygodną informację, iż na Pani/Pana koncie znajdują się pliki...” i tu następowała bardzo długa lista książek wydanych przez wydawnictwo (Wy)Zysk i S-ka. Tytułów i nazwisk kompletnie z niczym mi się nie kojarzących, poza Kalicińską i Ziemkiewiczem, którego nie czytuję i na pewno nie zbieram. A Kalicińską mam w zahasłowanym folderze i użyczam wyłącznie znajomym. WTF? Dostałam omyłkowo priva przeznaczonego dla całkiem innej osoby? I dopiero jedna z koleżanek uświadomiła mnie, że wszystkie te pozycje mam w folderze zatytułowanym „Fragmenty książek REKLAMOWE”, który kiedyś uznałam za dobry pomysł i hurtem przechomikowałam z czyjegoś konta. Każdy z takich plików zawiera skan okładki, informacje o wydawcy i fragment tekstu z bardzo wyraźnym ogłoszeniem na początku, że jest to wyłącznie kawałek na spróbowanie. No ale według murzyna, którego wynajął (Wy)Zysk i S-ka jestem wielbłądem, bo się temu komuś nie chciało zajrzeć do choćby jednego pliku (możliwość podglądu przecież istnieje) ani nawet przeczytać tytułu folderu, bo po co? Podobnie rzecz się miała, kiedy już jakiś czas temu zbaraniałym wzrokiem odczytałam, że winna jestem kradzieży i niecnego rozpowszechniania ebooka Olega Diwowa pt. „Nocny obserwator”, a kancelaria Pro Bono wyceniła szkody moralne i finansowe Fabryki Słów na około 450 zł. Oczywiście zignorowałam te żądania i jak się okazało, słusznie. Gdyby szpiegowi z Pro Bono zachciało się zajrzeć do tego pliku, zobaczyłby równe rządki cyrylicy, a plik nosił nazwę „Diwow_Nocny_obserwator_RU”. Do głowy by mi nie przyszło, że ktoś mógłby się przyczepić o książkę, której nikt w oryginale do polski nie sprowadza, nie obraca nią, a przeczytać ją mogą nieliczne osoby władające językiem rosyjskim w stopniu zaawansowanym. Pozwać mogłoby mnie co najwyżej wydawnictwo Eksmo z Moskwy, ale nie sądzę, by im się chciało. Zatrudniony do grzebania w chomiczych spiżarniach pracownik w zakresie obowiązków najwyraźniej miał tylko umiejętność czytania, a czytanie ze zrozumieniem już nie. W związku z czym założyłam również hasło na wszystkie pliki rosyjskie, bo co się będę kopać z koniem?

Tak właśnie wyobrażam sobie sytuację, kiedy podpisane dziś ACTA zacznie obowiązywać. Że zostanę zaocznie skazana za to, że na puszce zawierającej herbatę miałam napis „Marihuana”.

A na deser twórczość Ilonki, póki jeszcze mogę linkować.



wtorek, 24 stycznia 2012
NIE DLA ACTA

NIE DLA ACTA

Właściwie miałam napisać o cmentarzach dla zwierząt, ale ten temat odłożę na nieco później. W tej chwili bardziej actualne jest ACTA. Jestem pisarką, żyję z tego, że ludzie kupują moje książki i w zasadzie powinnam sikać z radości, że jacyś dobrzy wujaszkowie postanowili, alleluja-alleluja, zadbać o moje interesy. Gdyż albowiem po podpisaniu ACTA moje dochody wzrosną niebotycznie i kupię sobie willę, mercedesa oraz rasowego chomika. A jednak mówię: NIE DLA ACTA. Dlaczego? Bo jest oczywiście piramidalną bzdurą i prawniczym bublem. Kto miał chęć nabyć i przeczytać moje dzieła, nabył i przeczytał, kto nie chciał, to i tak ich nie kupi, choćby kosztowały 1 złoty, 20 groszy polskich, a za piractwo osadzano dożywotnio w Alcatraz. Jestem osobą od dawna dorosłą i świadomą, a jednak wujkowie w rządzie uznali, że nie wiem co dla mnie dobre, więc mnie uszczęśliwią na siłę, tak jakbym miała 4 latka i się uparła, że nie włożę rajstopek, bo nie i już. „Piractwo jest złe, proszę pani. Pani jako literat powinna to wiedzieć. My chcemy pani dobra!” To ja może lepiej schowam to swoje dobro głębiej, żeby go nie znaleźli... Tak, owszem, piractwo jest złe. I gdybym odkryła, że ktoś nielegalnie kseruje, kopiuje i sprzedaje moje książki, to bym mu łeb upitoliła przy samym odbycie. Natomiast jeśli ktoś bierze dla siebie, czy też rozdaje darmo/pożycza, to mogę tylko odwołać się do jego sumienia. Mam na utrzymaniu dwa koty, kredyt mieszkaniowy do spłacenia, benzyna też kosztuje, nie mówiąc o tym, że nie jestem bytem wirtualnym i muszę coś jeść oraz się w coś ubrać, więc dajcie mi zarobić. Wbrew obiegowym wyobrażeniom literat nie otrzymuje z ceny okładkowej połowy, tylko 10%. Łatwo policzyć, że z 30 zł ceny książki pisarz dostaje 3 zł. Dołożę 40 groszy i kupię sobie bilet na autobus. Wracając do nieszczęsnej sprawy ACTA, teoretycznie powinnam ją albo poprzeć, albo mieć głęboko w d..., uznając, że w żaden sposób nie zmieni mojej sytuacji – ani na plus, ani na minus. I tu pozwolę sobie na jeszcze jedną dygresję: dawno temu chciałam, by zmieniono moje zdjęcie na wikipedii, gdyż nie dość, że było grubo nieaktualne, to jeszcze wyglądam na nim jak nietrzeźwa albo naćpana. Dostarczyłam aktualną fotografię zrobioną przez małżonka – powisiała chwilę i została zdjęta przez moderatora jako naruszająca czyjeś dobra. Nie wiem czyje, bo moje na pewno nie. Przepychanki trwały jakiś czas, a do mózgownicy moda nie docierało nijak, że osoba, której dotyczy hasło w wikipedii, życzy sobie innej fotki, ta druga fotka niczego nikomu nie narusza i jest zgodna z dyrektywami UE oraz doktrynami pastafarianizmu. Zero zrozumienia. Starej fotki też nie dało się zdjąć, nadal wiszę tam jako ofiara niefotogeniczności. No i teraz wyobraźcie sobie tę sytuację pomnożoną razy tysiąc. Ten wielki, wszechogarniający bajzel, kiedy każdy będzie podejrzewał każdego, autorom własnych fotografii, notatek i tekstów będzie się grozić sądem i więzieniem, bo nie będą potrafili udowodnić z całą pewnością, że to są naprawdę ich rzeczy. (W tym momencie przypomniał mi się mój daleki kuzyn, jak przed laty, po wydaniu „Tkacza Iluzji” nachylił się do mnie i spytał konfidencjonalnym szeptem: „Ale powiedz tak naprawdę... kto ci to napisał?”. Kurtyna.) A służby będą hurtowo zamykać strony i całe portale, tak na wszelki wypadek. „Zabijmy wszystkich, Bóg rozpozna swoich”. A w jaki sposób ACTA może zaszkodzić mnie osobiście? Bo owszem, może. Jako pisarz i redaktor potrzebuję bardzo obszernej biblioteki danych, za którą w tej chwili robi Internet. Jeśli chcę sprawdzić jakiś cytat, prawidłową pisownię prawdziwego nazwiska Marka Twaina czy potrzebuję znać rok, w którym wprowadzono do obiegu samopowtarzalne pistolety (owszem, potrzebowałam tego przy pracy nad książką Marka Hoddera o Skaczącym Jacku), otwieram google i mam odpowiedź w ciągu pięciu-dziesięciu minut. A już zamieszczane w sieci zdjęcia są wręcz bezcenne. W momencie kiedy to źródło wiedzy zostanie okrojone, wszyscy ludzie zajmujący się słowem pisanym cofają się jakieś 30 lat wstecz. Legalna Polska Biblioteka Internetowa, która tak się szumnie zapowiadała, obecnie pod „opieką” Biblioteki Narodowej, jest kupą wirtualnej makulatury, gdzie szukanie czegokolwiek wymaga niemalże takiego samego wysiłku jak poszukiwania w bibliotece realnej. (Wyszukiwarka haseł w tekście nie działa, sprawdziłam.) Jaka jest alternatywa? Z wypisanymi na karteczce hasłami do sprawdzenia jeździmy do bibliotek (o ile jest jakaś w pobliżu), połowy potrzebnych książek oczywiście tam nie ma, bo to jest Polska i tu się stawia pomniki, a nie dba o księgozbiory. Dla mnie osobiście taka wyprawa do biblioteki wojewódzkiej to minimum 3 godziny. Już widzę tę szaloną radość wydawcy, któremu termin merytorycznej redakcji książki z 3 tygodni zmienia się w 3 miesiące i do tego praca będzie gorszej jakości.

Co poza tym? Koniec z całą reklamą w drugim obiegu. Nie dowiem się o istnieniu 99 procent muzyków i śpiewaków, gdyż nie trafię na żadnym z czytanych blogów na żadną ich fotografię, ani na kawałek wykonywanej przez nich muzyki w formacie mp3. Nie zapoznam się z większością książek, które mogliby reklamować moi sieciowi znajomi i nieznajomi, wklejając na zachętę okładki i fragmenty tekstów. A więc i ja jako autor nie załapię się na całą tę szeptaną reklamę, czyli stracę potencjalnych klientów. Co więcej, gdybym sama osobiście na własnym blogu zamieściła własne, osobiste opowiadanie, jakiś nadgorliwiec mógłby mi go zamknąć, a ja bym wylądowała na policji, tłumacząc się, że nie jestem wielbłądem. Interpretacja przepisów ACTA pozwala też na szarpanie wszystkich autorów fanfików (wtedy idę siedzieć podwójnie), a także osoby, które te fanfiki na zasadach non protit publication udostępniały na swoich blogach, stronach i forach (tu już mam dożywocie jak nic). Tak więc owszem, powtarzam jeszcze raz: porozumienie ACTA zaszkodzi mi jako pisarzowi, choć niby powinno mnie chronić. Moje rozczarowanie działaniami PO ze zwyczajnego przemieniło się w bardzo głębokie i w następnych wyborach platforma już może na mnie nie liczyć. Panie Tusk, jestem już dużą dziewczynką i moje rajstopki proszę zostawić w spokoju.



Tagi: ACTA
16:02, toroj , NIUFSY
Link Komentarze (32) »
piątek, 13 stycznia 2012
Zawiła sztuka gotowania zupy

Parę dni temu jakimś niepojętym cudem udało mi się wyprać cały wkład jasnych rzeczy razem z dywanikiem łazienkowym. To znaczy pojętym cudem, ale pojętym za późno. Włożyłam ów dywanik do bębna celem wyprania późniejszego, a potem bez patrzenia dopchałam pralkę bielizną. Całe szczęście, że dywanik nie został tym razem zasikany przez kotę (spryciara się kamufluje i grzeszy cichaczem, ale wonne ślady zostają) – jednak mój biały stanik już chyba nigdy nie będzie tak biały jak kiedyś. Dzisiaj zaś poczyniłam różne skomplikowane czynności celem ugotowania zupy ogórkowej na rosole drobiowym. W końcu spróbowałam gotowego produktu i zadumałam się srodze, gdyż zupa jakoś nie przystawała do standardów ogórkowatości, do jakich przywykłam. Dumałam dobre 2 minuty nad garnkiem, nim odkryłam w czym rzecz. Tak, pani w czerwonym sweterku wygrywa toster! NIE DODAŁAM OGÓRKÓW! Na drzwiach wyjściowych wisi już sugestywna karteczka z napisem: Weź komórkę! Może powinnam też przykleić drugą: Przed wyjściem sprawdź czy włożyłaś spodnie i buty! Kto wie do jakiego stopnia dojdzie moje roztargnienie?

*

Apdejt:

Przywykliśmy burze z piorunami ściśle wiązać z wiosną i latem, tymczasem istnieją też burze zimowe z całkiem regularnymi błyskawicami i grzmotami. Na Syberii podobno zjawisko całkiem pospolite, jednak w Polsce zdarza się bardzo rzadko. Tymczasem to rzadkie zjawisko zaobserwowałam już dwukrotnie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Raz w grudniu, i drugi raz dzisiaj - niemalże w połowie stycznia - podczas całkiem solidnej śnieżycy, kiedy śnieg walił ostry i twardy, całkiem jakby tam na górze ktoś rozpruł gigantyczny wór styropianowych kulek. Śnieg, pioruny i grzmoty. Tak, tak, klimat zdecydowanie się zmienia.



środa, 11 stycznia 2012
Urlopik

Skończyłam nareszcie tłumaczyć "Lare-i-t'ae" Eleonory Ratkiewicz, sczytałam jeszcze raz, poprawiłam literówki i wysłałam gotowy plik do wydawnictwa. Fanki Lermetta i Enneariego pewnie w tej chwili podskakują z radości. Mam czas na chwilę oddechu, doczytanie książki, obejrzenie paru zaległych serialowych odcinków. Taki urlopik pomiędzy i nic po rosyjsku, już sobie to obiecałam, bo po dwóch miesiącach nieustannego gapienia się w cyrylicę już nawet sny miałam z ruskim dubbingiem. Piękny język, nie da się zaprzeczyć, ale należy zachować jakiś zdrowy umiar. No, może tylko "Maszę i niedźwiedzia" sobie obejrzę, postacie tam niewiele mówią.

czwartek, 05 stycznia 2012
Kronika Przyjemności

Kronika Przyjemności

Podsumowanie roku 2011 dało mi do myślenia. Generalnie był to rok parszywy, ale czy na pewno? Może tylko go tak postrzegałam z powodu Ducha Teoretycznej Katastrofy? Miałam przecież mnóstwo drobnych przyjemnostek, miłych niespodzianek, albo wywalczonych niewielkich sukcesów. Z tego myślenia narodził się pomysł Kroniki Przyjemności (nie, nie chodzi o liczenie orgazmów). Mianowicie tak jak liczę przeczytane książki, postanowiłam zliczać i zapisywać to, co mnie codziennie spotkało miłego. W ten sposób skupię się na tych lepszych kawałkach egzystencji, zamiast babrać się w gorszych. A w grudniu 2012 policzę i przejrzę je wszystkie, i prawdopodobnie będę zaskoczona, ile fajności mi przyniosło życie. czwartek, 5 stycznia 2012 – kupiłam w biedronce piękne kubki z kwiatami, dostałam do czytania przedpremierowo „Złodzieja dusz” Jest przyjemność? Jest. Zliczania nieprzyjemności nie polecam, gdyż to na pewno prowadzi prościutko do depresji, cięcia się nożem do masła itd.

Z tego miejsca pragnę pozdrowić Chaotyczną (z Myszą) i podziękować za miłe życzenia. Aniach66 – gratuluję ptaszków-zombiaszków. I całej reszcie blogerów też hej-hej!



wtorek, 03 stycznia 2012
WOŚP

Za chwilę finał Wielkiej Orkiestry, więc tradycyjnie wystawiam to i owo na aukcje Allegro WOŚP.

W tym roku mam taki zachrzan z tłumaczeniem kolejnego tomu pani Ratkiewicz, że (jak to mówi Nunda) "ino z dupy mie sie kurzy". Powinnam więc chyba zostawiać za sobą taką smugę kondensacyjną jak odrzutowiec. W każdym razie nie mam głowy na "koty w worku" oraz "pudełka z tajemniczą zawartością", daję książki i cześć. 

Aukcje obejrzeć można TU

niedziela, 01 stycznia 2012
Podsumowania

Pierwszy dzień nowego roku. Doszłam do logicznego wniosku, że nie powinnyśmy sobie wzajemnie życzyć „szczęśliwego Nowego Roku”, bo los bierze to dosłownie. Mamy więc w miarę przyjemny Nowy Rok w sensie święta i dnia wolnego, a potem wszystko idzie seksualnie – czyli zaczyna się pieprzyć. Jeżeli 2012 zacznie mi coś odwalać, to jak Bór miły, mordę obiję. Zmuszę drania, żeby był pomyślny! 2011 rozpoczął mi się pogrzebem w rodzinie, potem zaliczałam nawracające zapalenie ucha oraz jedno (za to spektakularne) uczulenie na antybiotyk, u mojej ulubionej ciotki zdiagnozowano raka i cała wiosna upłynęła pod znakiem szpitala oraz dołów mojej matki. A swoje też dokładała wiekowa babcia. Na to nakładał się permanentny niedostatek i okresy, kiedy żywiliśmy się ze Smokiem chlebem ze smalcem, bo ser był już za drogi, o mięsie nie wspominając. I nieustanna harówka, łapanie najdziwniejszych zleceń za grosze, i wykłócanie się ze zleceniodawcą, byle tylko zapłacić rachunki – bo odcięcie prądu i Internetu spowodowałoby również odcięcie możliwości zarobkowania, błędne koło. Najgorszą pułapką, w jaką człowiek się może wpędzić to nieopłacenie czynszu tylko jeden, jedyny raz – z usprawiedliwieniem, że za miesiąc spłaci zadłużenie. Miesiąc to tylko cztery tygodnie i w dziewięciu przypadkach na dziesięć kasa nie sfrunie z niebios, za to do zapłaty zamiast 400 zł będzie już 800. Zaliczyłam też poważny kryzys małżeński i dziką awanturę o podział obowiązków domowych. A jesienią trzy osoby definitywnie zakończyły ze mną znajomość zarówno na płaszczyźnie zawodowej, jak i prywatnej. Allach z nimi. A w dodatku znów przytyłam.

Naturalnie były też aspekty przyjemne roku 2011, jak np. majowa wycieczka do Katowic i Krakowa, zwizytowanie czołówki polskiej fantasy w postaci Mai z Jeremiaszem, zwiedzanie Wieliczki, grill u kociej cioci Joanny w Siedlisku pod Lipami w podelbląskiej dżungli, nasturcje, hamak i osy na balkonie, doskonale zorganizowany Polcon, wycieczki nad pobliskie morze... ale nad tym wszystkim unosił się duch Teoretycznie Możliwej Katastrofy, paskudząc całokształt. Nie lubiłam tego roku. W październiku, szczerząc się złośliwie kalendarzem, zafundował kolejny pogrzeb mojej mamie, a mnie duszności nerwicowe i dopiero wtedy chyba się trochę opamiętał, bo zaczął na swój sposób przepraszać. A to troszkę sypnął groszem, a to znów mniej policzył za naprawę linki hamulcowej, a to podrzucił tani i całkiem niebrzydki płaszczyk w szmateksie oraz oszałamiająco cudne buty w stylu „krasnoludzka modelka” i pozwolił nam finansowo na zakup choinki (w końcu, chyba po trzech latach).

Wigilia jak zawsze banalna i dużo za dużo jedzenia – w dodatku w tym roku obskakiwaliśmy dwie. Moja mama przynajmniej puściła jakieś kolędy w tle i całkiem przyjemnie sobie pogadaliśmy, ale u teściowej nie znaleźliśmy w TV nic bardziej świątecznego od „Kevina w Nowym Jorku”. Serio, wigilijny wieczór na żadnym kanale nie mogliśmy złapać nawet jednej złamanej pastorałki. W drugi dzień świąt był kolejny spęd rodzinny, z którego urwałam się bardzo stanowczo po dwóch godzinach. O ile do swojego dawnego domu jeżdżę nawet dość chętnie, to rodzinnych posiadówek smokowatej części nie trawię. W każde urodziny, imieniny, święta, nawet przy stole z opłatkiem i z Matką Boską na ścianie mam gwarancję, że ktoś z kimś się pożre, powie coś przykrego, zaczną sobie wbijać szpile i przepychać jak w podstawówce „bo ty, a nie, bo właśnie ty...!” Tylko nigdy nie wiadomo kto podpali lont. Milczę, udaję głuchą, bo wtrącenie się tylko zaostrzy i wydłuży konflikt, a w trakcie marzę, żeby wstać i wyjść. Jeszcze jeden powód, dla których nie cierpię świąt.

Sylwestra za to mieliśmy idealnego. Domowa pizza, piwo, oliwki, drinki i orzeszki, maraton filmowy, o północy musujące wino, oglądanie z okna fajerwerków, a jak się zmęczyliśmy to poszliśmy spać i już. W dodatku Tori raptem uznała, że w ciągu 2011 za mało mi okazywała uczucia, pół wieczoru spędziła na moim brzuchu (i biuście, gdyż Tori jest sporym koteczkiem) robiąc koci masaż, mrucząc, myziając, wylizując i wszelkimi siłami pokazując, że mnie kocha. Strzelanina za oknami zbulwersowała ją nieco, ale była to wyraźnie irytacja, a nie strach, natomiast Rudi miał na wszystko wy...tentegowane i interesowała go głównie zawartość naszych talerzy.

Poza tym w 2011 roku: zrobiłam 1 witraż, przetłumaczyłam 2 książki, zredagowałam 8, przeczytałam zaś jakimś cudem 89, i 8 opowiadań, napisałam 37 recenzji i 1 felieton. Obejrzałam 55 filmów i niepoliczalną liczbę odcinków rozmaitych seriali. Definitywnie pożegnałam się z dr Gregorym Housem na etapie 3 odcinka aktualnego sezonu, stwierdziwszy, że mogłam znieść jego chamstwo i absolutną niereformowalność, kiedy poza tymi rzeczami w serialu było coś jeszcze. Teraz nie ma, więc „żegnam pana”. Obejrzę ewentualnie ostatni odcinek, żeby sprawdzić, czy go w końcu ktoś litościwy zabił, czy będzie się męczył kolejny sezon, a widzowie z nim.

Być może robiłam coś jeszcze, ale tego nie pamiętam.

 

KSIĄŻKI PRZECZYTANE 2011 

(- marne, *niezłe, **dobre, ***bardzo dobre, ****rewelacyjne)

 

  1. Zamek z piasku, który runął, Larsson (audiobook) ***
  2. Wampir z M 3, Pilipiuk **
  3. Niespokojny człowiek, Mankell *
  4. Brat co ma siedem lat, Krapiwin *
  5. Tae ekkejr!, Eleonora Ratkiewicz ***
  6. Kruchy dom duszy, Thorvald Jurgen (audiobook) **
  7. Lare-i-ta’e, Eleonora Ratkiewicz ***
  8. Płomykowe kroniki *
  9. Paradoksy Młodszego Patriarchy, Eleonora Ratkiewicz ****
  10. Tajemniczy opiekun, Jean Webster (audiobook) ***
  11. Kochany wrogu, Jean Webster (audiobook) ***
  12. P – jak przestępstwo, Sue Grafton (audiobook) *
  13. Czarna niedziela, Thomas Harris (audiobook) *
  14. Bzyk, Mary Roach **
  15. Moja żona wiedźma, Andriej Bielanin *
  16. Wielka Księga Fantastycznego Humoru t.1 *
  17. Wielka Księga Fantastycznego Humoru t.2 *
  18. Coś z Nightside, Simon Green *
  19. Przesyłka dla kameleona, Daria Doncowa *
  20. Panna Billy, Eleanor H. Porter -
  21. Felix, Net i Nika oraz bunt maszyn **
  22. Słodki padalec, Daria Doncowa *
  23. Wasiek Trubaczow i jego koledzy t.1 Walentyna Osiejewa *
  24. Cherub: Bandyci, Robert Muchamore ***
  25. Dzielny giermek Kaszka, Władysław Krapiwin **
  26. Pan Popper i jego pingwiny, Atwater Florence, Atwater Richard *
  27. Ale kosmos!, Mary Roach **
  28. Wnuczuś, Barbara Wiza -
  29. (Nie)Umarli: Jonas, Eden Maguire -
  30. Mag niezależny Flossia Naren t.2, Kira Izmajłowa ***
  31. Jak poślubić wampira milionera, Kerrelyn Sparks *
  32. Jutro, John Marsden ***
  33. W roli głównej Tracy Beaker, Jacqueline Wilson **
  34. Szamanka od umarlaków, Martyna Raduchowska **
  35. Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie, Terry Pratchett ****
  36. Wolni Ciut Ludzie, Terry Pratchett ****
  37. W północ się odzieję, Terry Pratchett ****
  38. Nie dla mięczaków, Monika Szwaja *
  39. Paranormalność, Kiersten White *
  40. Fikołki na trzepaku, Małgorzata Kalicińska **
  41. Brylantowy miecz, drewniany miecz, Nik Pierumow *
  42. Wybór, Aleksandra Ruda **
  43. Granice, Aleksandra Ruda **
  44. Duch, Mary Roach *
  45. Basniobór, Brandon Mull *
  46. Gra o tron, George Martin ****
  47. Klementyna lubi kolor czerwony, Krystyna Boglar *
  48. Starcie królów, George Martin ***
  49. Widok z mojego okna, Kalicińska ***
  50. Nawałnica mieczy: Stal i śnieg, George Martin ***
  51. Nawałnica mieczy: Krew i złoto, George Martin ***
  52. Wielka Księga Siusiaków **
  53. Uczta dla wron: Cienie śmierci, George Martin ***
  54. Uczta dla wron: Sieć spisków, George Martin ***
  55. Księżniczka z lodu, Camilla Lackberg **
  56. Kaznodzieja, Camilla Lackberg **
  57. Kamieniarz, Camilla Lackberg ***
  58. Ofiara losu, Camilla Lackberg **
  59. Niemiecki bękart, Camilla Lackberg **
  60. Nieumarła i niezamężna, Mary Janice Davidson *
  61. Nieumarła i bezrobotna, Mary Janice Davidson *
  62. Na krawędzi, Ilona Andrews **
  63. Sztylet rodowy, Aleksandra Ruda *
  64. Lily Bard: Czysta jak łza, Charlaine Harris *
  65. Zwierzyniec państwa Sztenglów, Vera Ferra-Mikura *
  66. Naczelna wiedźma, Olga Gromyko **
  67. W królestwie słońca t.1, Brian D’Amato ***
  68. Grillbar Galaktyka, Maja Kossakowska ****
  69. Lily Bard: Czyste szaleństwo, Charlaine Harris *
  70. Żywoty zdań swawolnych, Ludwik Stomma *
  71. Buba, Barbara Kosmowska **
  72. W królestwie słońca t.2, Brian D’Amato ***
  73. Czarna msza, Andriej Bielanin *
  74. Magia krwawi, Ilona Andrews ***
  75. Dziwna sprawa Skaczącego Jacka, Mark Hodder ***
  76. Błękitny zamek, L. M. Montgomery ****
  77. Clarity, Kim Harrington *
  78. Ciepłe ciała, Isaac Marion ****
  79. Artemis Fowl: Kompleks Atlantydy, Eoin Colfer -
  80. Radleyowie, Matt Haig *
  81. Bezduszna, Gail Carriger **
  82. Fala, Robert Muchamore **
  83. Bezzmienna, Gail Carriger **
  84. Bezgrzeszna, Gail Carriger **
  85. Zombie survival, Max Brooks **
  86. Agenci Hendersona: Sekretna armia, Robert Muchamore **
  87. Cukiernia „Pod Pierożkiem z Wiśniami”, Clare Compton **
  88. Tsatsiki i mamuśka, Moni Nilsson *
  89. Po pierwsze, dla pieniędzy, Janet Evanovich *
  90. Biedny, biedny Kościej, Gromyko (opowiadanie)
  91. Źle się dzieje w państwie mawek, Gromyko (opowiadanie)
  92. One się zawsze spełniają, Kira Izmajłowa (opowiadanie)
  93. Bohater dla smoka, Kira Izmajłowa (opowiadanie)
  94. Dziecko z Marsa, David Gerrold (opowiadanie)
  95. Grace of small magics, Ilona Andrews (opowiadanie)
  96. Duchy w maszynach, Anna Kańtoch (opowiadanie)
  97. Zombie Cinderella, Nancy Holzner (opowiadanie)

Opowiadań nie podejmuje się oceniać, gdyż generalnie za tą formą nie przepadam i nie jestem obiektywna.

 

FILMY 2011

(oceny jak wyżej)

  1. TRON Dziedzictwo – (świecąca nędza)
  2. Megamocny **
  3. Zaplątani ****
  4. Chłopiec z Marsa *
  5. Dust factory *
  6. Wasiek Trubaczow i jego koledzy ** (o ile ktoś lubi sowiecki realizm)
  7. Oddział Trubaczowa walczy **
  8. Nowe szaty króla -
  9. Skyline -
  10. Ocean’s eleven *
  11. Łatwa dziewczyna **
  12. Mulan 2 – (mega-rozczarowanie)
  13. Zaczarowana *
  14. Przesyłka dla kameleona *
  15. Sprytne spadkobierczynie *
  16. Hui Buh -
  17. Podróż „Wędrowca Do Świtu” **
  18. Jak ukraść księżyc **
  19. Bitwa o Los Angeles (nie wiem jak to ocenić)
  20. Rio – (niestety)
  21. Jutro, kiedy zaczęła się wojna **
  22. Gnomeo i Julia – (parę niezłych momentów, a poza tym klapa)
  23. Mości książę (to się nie mieści w żadnych kategoriach)
  24. Matki w mackach Marsa -
  25. Super 8 **
  26. Toy Story 2 **** ( no ba!)
  27. Toy Story 3 ****
  28. Terry Pratchett: Choosing to die **
  29. Obiad u ludojada *
  30. Balsamista *
  31. Czuk i Hek *
  32. Czarcik nr 13 *
  33. Kiwaczek i krokodyl Giena ***
  34. Staruszek Hottabycz *
  35. Harry Potter i Insygnia Śmierci cz.2 **
  36. Złotowłosa i trzy misie -
  37. Naznaczony -
  38. Kod nieśmiertelności ***
  39. Avatar special edition ****
  40. Pożyczalska Arietta *
  41. Bułeczka *
  42. Moje sztuczne dziecko *
  43. Chiny – kraj jedynaków *
  44. Fright Night **
  45. Porwanie – (apetyczna klata Lautnera nie wystarczy)
  46. Jak się pije w Rosji *
  47. Nie zadzieraj z fryzjerem *
  48. Coś 2011 *
  49. Coś 1982 ***
  50. Mały światek don Camillo ****
  51. Powrót don Camilla ****
  52. Obcy 1 ***
  53. Obcy 2 ****
  54. Ja, robot – (o czym to właściwie było?)
  55. Terminator 4 *

 

I to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o podsumowania.