CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Kot z dźwiękiem

Kot z dźwiękiem

Na blogu Mirmiłowo natknęłam się na notkę, w której wystraszony osobnik płci męskiej podejrzewał kota o ciężką chorobę gardła, gdyż kot wydawał podejrzane dźwięki - jak to chrobotanie, rzężenie, czy ki diabeł...? Mocno mnie to rozśmieszyło, a równocześnie przypomniało wizytę Mithiany, która o poranku zwierzyła się, że malutka jeszcze wtedy Torinka wlazła jej do łóżka i wydawała dźwięki.  Przy czym były one dziwne oraz podejrzane. Rozumiem, że można nie mieć kota, można z kotem się nie stykać, można się kotami nie interesować, ale żeby kogoś ominęła informacja tak prosta i podstawowa, że koty MRUCZĄ? Generalnie dokoła kotów jest tyle mitów co w Grecji. Zwłaszcza jak wziąć pod lupę aksjomaty, że koty to i tamto, a tego i owego to nie.

Koty żywią się mlekiem i myszami. Owszem, poza tymi kotami, które nie lubią mleka, a myszy nie widziały nigdy w życiu. I kotami, które przepadają za świeżym ogórkiem (fakt autentyczny). Psy liżą pana, a koty nie – poza tymi kotami, które owszem, wylizują swoich państwa z wielką przyjemnością. Pies gryzie, a kot drapie – owszem, poza Rudim, który właśnie gryzie. Koty polują na ptaki – jasne, poza tymi sytuacjami kiedy jest odwrotnie i ptak poluje na kota. Moja teściowa całkiem niedawno zaobserwowała dwie bojowe sroki, które popędziły kotu kota, aż musiał się salwować sromotną ucieczką z ogrodu. I tak dalej... Zresztą nawet różnice indywidualne między poszczególnymi kocimi osobami są czasami naprawdę ogromne. Z rozmysłem piszę „osobami” gdyż wieloletnie obcowanie z Rudim i Torką już bardzo dawno mnie wyleczyło z poglądu, że zwierzę to taka biologiczna maszynka z otworem do wciągania paliwa z jednej strony i dziurą do odprowadzania odpadków z drugiej. Już samo rozpatrywanie gustów i guścików tej dwójki daje do myślenia.

Rudi jest chudym introwertykiem ze zdiagnozowaną agorafobią. Tori przypomina ekstrawertyczną piłkę na nóżkach. Co dziwne, Rudi jest większym łakomczuchem niż ona i je zdecydowanie więcej. Rudi uwielbia wszystko co miękkie i najszczęśliwszy się czuje umoszczony na puchowej kołderce lub na poduszce w swoim pudełku sypialnym. Tori preferuje twardą podłogę, a próby wymoszczenia jej pudełka czymś miękkim powodowały, że się wyprowadzała. Przez pewien czas sypiała na kawałku styropianu obleczonym w starą powłoczkę. Tori pije wodę z miski, Rudi domaga się puszczania wody z kranu i nigdy nie napije się z miseczki w naszej obecności, choć podejrzewam, że jednak się łamie kiedy wyjeżdżamy, inaczej by się zliofilizował. Mleka nie cierpią oboje, za to owszem, nie odmówią owocowego jogurciku. Rudi od czasu do czasu pozwala się kąpać, aczkolwiek cierpiętniczo. Tori w wannie dostaje regularnej histerii. Rudi uwielbia szczotkowanie, Tori nieszczególnie. Tori w przypływie uczuć liże nas po twarzy i po rękach, Rudiemu to nie zdarzyło się nigdy. Rudi nie ma nic przeciwko braniu na ręce, Tori nie lubi i woli myzianki przypodłogowe. Rudi uwielbia smyranie po brzuszku, u Tori brzuch jest strefą zakazaną. Rudi miauczy w rozmaitych tonacjach, Tori najczęśniej wydaje znaczące odgłosy – ni to pomrukiwanie, ni to popiskiwanie. Rudi bierze przekąski z ręki, Tori woli jak jej kłaść na podłogę. Rudi cichcem oblizuje taśmy klejące, Tori liże te paskudne czarne worki na śmieci, śmierdzące chemią – mam koty narkomanów. Rudi uwielbia oliwki, Tori zachowuje wobec nich rezerwę. Rudi nie znosi ryb w oleju tak żywiołowo, że ucieka na sam widok, otrząsając się z obrzydzenia, Tori nie ma oporów przed zjedzeniem sardynki z puszki. Tori potrafi otwierać drzwi (niestety, także te od szafy), Rudi jak ta sierota siedzi przed nimi i czeka aż się otworzą „same”. Rudi pije wodę z wanny, Tori nie robi tego nigdy. Poza tym oboje gadają, wydając całą gamę dźwięków, zwykle ponaglających – przed lodówką „daj coś dobrego” lub w łazience „puść wodę z kranu”, wdzięczne wygibasy znaczą „pogłaszcz”, trykanie głową w kolano podczas obiadu (Rudi) „podziel się”, gardłowe mgggggrrrggg połączone ze stroszeniem futra wyraża irytację, zwykle z powodu hałasu gdzieś na zewnątrz mieszkania, a ruszanie wąsami przy jednoczesnym khkhkhhkkk bez pudła znaczy „ptaszki!” i wszystko co lata, w tym ćmy oraz zielone pasikoniki. Nadal nie rozszyfrowałam, co oznacza dzikie miauczenie Torki, kiedy niesie w pysku swoją zabawkę w postaci małego pluszowego koteczka, ale podejrzewam, że „babcia, zajmij się wnukiem!”.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Śmiech to zdrowie – nie ja to wymyśliłam, nie ja ponoszę odpowiedzialność. W ramach przerwy od pracy zrobiłam sobie rachunek sumienia jeśli chodzi o komedie. Tego barachła się w życiu obejrzało tyle, że ojezusiemaryjo, części naturalnie nie pamięta się w 2 dni po obejrzeniu (a części już po godzinie), natomiast są takie, które wbijają się w pamięć jak gwóźdź i nie dają się usunąć. Mam takie, które mogę oglądać nawet 10 razy i nie będę miała dość, i będę zawsze rechotać już z minutowym wyprzedzeniem przed TĄ sceną.

 

Aktorskie:

Jak rozpętałem II wojnę światową

Sami swoi

Seksmisja

Poszukiwany, poszukiwana

Akademia wojskowa

Monty Python i Święty Graal

Życie Briana

But Manitou

Zemsta świrów

Ostrza chwały

Top secret

Kosmiczne jaja

Dzień świstaka

Legalna blondynka

Rzeczpospolita babska

Rodzina Addamsów 1 i 2

 

Animowane:

Piorun (życiowa rola chomika Atylli)

Shrek

Wallace i Gromit (seeeer!)

Uciekające kurczaki

Zaplątani (mordercza patelnia rulez)

Madagaskar


Tym razem w gości przybył jakiś medyk z odchyłem na psychiatrię (zalinkowany) i Galeria Papieru. Nadal: WTF?

sobota, 22 stycznia 2011
Odwiedziny
Od czasu do czasu włażę w bebechy bloga i sprawdzam, kto mnie odwiedza. Klikam w linki i zaglądam. Czasem w ten sposób uzyskuję nowe ciekawe miejsca do zaglądania częstszego, albo też stwierdzam z przyjemnością, że mnie odwiedzają tacy blogoznajomi jak np. Gofer (siemka!) chociaż nie zostawiają komentarzy. A tu raptem w statystykach zaczęły mi się pojawiać odnośniki do blogów poświęconych szydełkowaniu, dzierganiu, szyciu patchworków itp. w dodatku obcojęzyczne! Ten ostatni był francuski. WTF? Czy ktoś mi jest w stanie wyjaśnić ten fenomen? Co francuska szwaczka robi na moim blogu, który wszak nie jest poświęcony szmatom, tylko marudzeniom, egzystencjalizmom i ogólnie chrzanieniu o głupotach w języku Mickiewicza i Makuszyńskiego? Mnie logika zastrajkowała. 
czwartek, 20 stycznia 2011
Błękitny ptak

Błękitny ptak

Śniło mi się, że przy moim oknie trzepocze się ptak, zaczepiony skrzydłem o jakąś drzazgę w futrynie – była to jaskółka z czerwonym gardłem. Uwolniłam biedaczkę, rozłożyłam jedno skrzydło, potem drugie, sprawdzając czy nie jest ranna. A wtedy jaskółka przemieniła się w moich rękach, zalśniła przepięknymi odcieniami błękitu i skądś wiedziałam, że trzymam właśnie ptaka szczęścia. Jeszcze zwlekałam, jeszcze przytuliłam go do twarzy, a potem powoli rozwarłam palce. Posiedział chwilę na moich dłoniach złożonych w miseczkę, czułam na skórze miękkość piór i zimne ptasie łapki, a potem nagle odfrunął i choć go wypatrywałam za oknem, nigdzie nie było go widać. 

Nie wiem, jak zinterpretować ten sen. Czy tak, że spotkało mnie coś wspaniałego? Czy może nieostrożnie pozwoliłam szczęściu odlecieć bezpowrotnie? Może powinnam zatrzymać błękitnego ptaka dla siebie? Ale mam przeczucie, że wówczas by się obraził i znów zamienił w czarną jaskółkę z czerwonym gardłem.

piątek, 14 stycznia 2011
Czarna sukienka

Czarna sukienka

Odłożyłam w takie jedno miejsce na półce czarną sukienkę i czarną, wyszywaną wstążkami kamizelkę. Pokażę je Smokowi, powiem gdzie są czarne pantofle. Tak na wszelki wypadek. Ostatnio moje myśli krążą w pobliżu spraw ostatecznych. Do tego, by odejść z tego świata, nie jest wymagane zaświadczenie od lekarza, że ma się 80 lat, cukrzycę i początki Alzheimera. Jesteśmy tak niewiarygodnie krusi, ulotni i tymczasowi… Można mieć lat 40, iść na chwilę do domu po jakąś zapomnianą rzecz i już nigdy nie zejść na parking do oczekującego męża. Można mieć lat 21, nagle stracić przytomność i już nigdy jej nie odzyskać. Tak jak Paprotka. Chórzystka, społecznica, harcerka, drużynowa, opiekunka zuchów, a także bardzo młoda matka. Sądząc z tłumów, przybyłych na pogrzeb, bardzo lubiana, a nawet kochana przez wielu ludzi.

Tym większym zgrzytem zabrzmiała mowa pogrzebowa proboszcza, który już w pierwszym zdaniu oznajmił, że wszyscy wszak jesteśmy grzeszni, dlatego więc módlmy się za naszą siostrę, aby Bóg jej w swym miłosierdziu wybaczył wszystkie przewiny i przyjął do Królestwa Niebieskiego. Popatrzyłam boczkiem na szpaler poważnych, wyprężonych w swych zielonych pelerynach harcerzy, na wieniec ze wstęgą z napisem CZUWAJ, i na ławki wypełnione niemal w stu procentach, a zęby mi się zacisnęły prawie bez udziału woli. W tym momencie przyrzekłam sobie, że nie – nie, nie będę się modlić za to, by jej cokolwiek odpuszczono, bo tym samym uznam, że w ogóle coś miała na sumieniu. A nie sądzę, by coś miała. W moim pojęciu życie z kimś bez ślubu grzechem nie jest. Cudzołóstwo nie jest sypianiem z kimś bez stosownej pieczątki, ale zdradą męża/żony/partnerki/partnera czyli generalnie towarzysza życia. A do jakiej, u licha, zdrady może dojść, jeżeli jest się temuż partnerowi wiernym?! Kościół katolicki w obliczu radykalnych przemian kulturowych nadal pozostaje daleko, daleko w tyle, kompletnie nie nadążając za rzeczywistością. Dlatego też dochodzi do tak żenujących sytuacji, jak ta, o której tutaj piszę. Przypomniałam sobie błyskawicznie, dlaczego już od dawna zerwałam z kościołem. Dlatego, że jak pijany płotu, katolicyzm trzyma się kompleksu winy, kary, grzechu i pokuty zamiast mówić o miłości i o tym, że na tę miłość zasługujemy. Zasługujemy na nią, lub staramy się zasłużyć, a nie dostajemy z jakiejś nieokreślonej i niechętnej łaski niebios, gdyż w domyśle jesteśmy obrzydliwi i od samego poczęcia skażeni grzechem pierworodnym.

Zasługuję na tę miłość, a w każdym razie się staram. I wy też, mam nadzieję.

piątek, 07 stycznia 2011
Tron Dziedzictwo czyli Dialogi przeszkadzają

Tron Dziedzictwo czyli Dialogi przeszkadzają

Obejrzeliśmy ze Smokiem „Tron: Dziedzictwo”. Czekało się na ten film cały rok, uprzyjemniając sobie ten czas nadzieją, że będzie to coś na miarę Avatara, albo przynajmniej tylko półkę niżej. I co? I nic. Obiecanki cacanki a głupiemu stoi, jak to mówią.

Po półgodzinie, kiedy bezskutecznie oczekiwaliśmy, że teledysk nareszcie przemieni się w prawdziwy film, rzekłam z urazą: „To-jest-nudne”. A Smok się zgodził natychmiast i w całej rozciągłości. Bo cóż tam było? Pościgi na świecących motocyklach – a czy my nie widzieliśmy świecących motocykli? W jedynce też były. Rzucanie świecącym frisby – w jedynce też było. I tak dalej… Było, było, było… tyle, że teraz szybsze i bardziej świecące. Co było w Tronie numer jeden, a czego zabrakło w kontynuacji? Poczucia humoru. W Tron Legacy niemal wszystko jest rozpaczliwie poważne, smętne i dęte. Zawadiaka i dowcipniś Flynn przemieniony w jakieś buddyjskie widmo, stylizowane ni to na Obi-wana Kenobiego, ni to na Yodę - podświadomie czekałam, kiedy mu wyrosną zielone spiczaste uszy. Naliczyłam w tym filmie 3 (słownie trzy) dowcipy sytuacyjne, przy czym trzeci z łatwością może zostać przeoczony przez widza. A/ jazda na dachu taksówki i wypowiedź taksówkarza B/ Quorra pyta o Juliusza Verne’a C/ jeden ze „złych” programów otwiera książkę i trzyma ją tak, jak się trzyma netbooka. W głębiach przesłania tej historii nawet wróbel nie zamoczyłby łapek, a jedyne odrobinę głębsze miejsce znajduje się tam, gdzie CLU z rozżaleniem mówi do Flynna seniora, że przecież miał stworzyć świat doskonały i zrobił wszystko w tej kwestii (w domyśle: czemu mnie nie pochwaliłeś, dupku, i czemu wolałeś te denne ISO-sy?). Odniesienie do Boga i obrażonego Lucyfera waliło po oczach, ale nie mam pojęcia ile osób to zauważyło, przytłoczonych fajerwerkami przed i po. Zresztą nawet jeśli scenarzysta próbował coś przemycić, to został bezlitośnie rozwalcowany przez te wszystkie święcące, migające, skaczące i latające gadżety. Wątek miłości ojcowsko-synowskiej pomińmy litościwym milczeniem.

Że co? Że ja spojleruję fabułę? Kiedy naprawdę nie ma tam żadnej fabuły. Ot, dwóch facetów wlazło do komputera, a potem usiłowali wyjść i nie bardzo mogli.

Tyle było narzekania na „Avatara”, że wtórny, że Pocahontas w kosmosie, że intryga prosta jak kij od szczotki… Ale jednak „Avatara” obejrzałam już 2 razy i bez bólu obejrzę trzeci, choćby dla sceny, kiedy Neytiri mówi: „Jake, mój Jake…?” natomiast na Trona 2 mnie wołami nie zaciągną. Gdzieś tam, chyba na Filmwebie, wspomniano, że Tron Legacy jest pewnym kandydatem do Oscara w kategorii efektów. Litości, w XXI wieku, kiedy tak zwane efekty wsadza się nawet do reklam szamponu, o reklamach telefonii komórkowej nie wspominając, nie jest to żadna zachęta do oglądania. Chyba że wywali się z tego filmu wszystkie dialogi i zostawi tylko te kawałki, gdzie tak fajnie miga, lata, skacze i napieprza dyskami. Będzie i krócej, i bardziej rozrywkowo, bo dialogi akurat w tym wypadku nic nie wnoszą, a wręcz przeszkadzają.

Pójdę sobie na Narnię, przynajmniej mam pewność, że tam JEST fabuła.

poniedziałek, 03 stycznia 2011
Podsumowanie

Skończył się rok 2010, jest 3 stycznia – rocznica urodzin Tolkiena, więc dzień nawet odpowiedni na podsumowanie całorocznych wysiłków czytelniczych. W stosunku do 2009 (ponad 100 pozycji) w 2010 zaobserwowałam wyraźny spadek: tylko 70 przeczytanych książek, co daje średni wynik jednej książki co 5,21 dnia. Żałosne, muszę poprawić ten wynik w 2011. Prawdopodobnie powodem było to, że mnóstwo pozycji „ponadgryzałam” i z różnych powodów nie doczytałam, a według umówionych z koleżankami reguł liczą się tylko książki doczytane lub dosłuchane do końca w formie audiobooka. Tak więc mam rozgrzebany Palimpsest; Dobrego, złego i nieumarłego; Niespokojnego człowieka; Gildię magów; Krutyje nasliedniczki; Cyfrowego; Statek i jeszcze z dziesięć innych powieści. O Historii prostytucji nie wspominając. Rok 2010 był dziwnie chaotyczny.

 Poniżej lista.

  1. Artystka wędrowna, Monika Szwaja
  2. Azazel, Akunin
  3. Baśnie dla Antosia, Monika Rakusa
  4. Chłopiec, który spał pod pierzyną ze śniegu, Mankell
  5. Ci dziwni dorośli, Minczkowski
  6. Cienie rosną o zmierzchu, Mankell
  7. Ciężko być najmłodszym, Basztowa, Iwanowa
  8. Cukiernia „Pod pierożkiem z wiśniami”, Compton
  9. Diament z Drury Lane
  10. Diamentowe dziewczyny, Jacqueline Wilson
  11. Dom na klifie, Monika Szwaja
  12. Dożywocie, Marta Kisiel
  13. Druga klasa w Mallory Towers, Enid Blyton
  14. Dziewczyna, która igrała z ogniem, Larsson
  15. Felix, Net i Nika oraz Trzecia Kuzynka, Rafał Kosik
  16. Fiolet, Magda Kozak
  17. Flossia Naren – mag niezależny, Kira Izmajłowa
  18. Generał, Muchamore
  19. Głębia oceanu, Jacquelyn Mitchard
  20. Gone: Faza I – Niepokój, Michael Grant
  21. Grobowa tajemnica, Charlaine Harris
  22. Groszka. Piesek, który chciał mieć dziewczynkę.
  23. Gryź mała gryź, Christopher Moore
  24. Kot, który czytał wspak, Braun
  25. Lodowy grób, Harris
  26. Lunatyk, Muchamore
  27. Magia kąsa, Ilona Andrews
  28. Magia parzy, Ilona Andrews
  29. Magia uderza, Ilona Andrews
  30. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, Larsson
  31. Morderca bez twarzy, Mankell
  32. Nefrytowy różaniec, Akunin
  33. Niewidoczni akademicy, Terry Pratchett
  34. Niewolni, William Nicholson
  35. Niezwykły rok bliźniaczek, Enid Blyton
  36. Opowieść żony, Lori Lansens
  37. Ostatni ork, Silvana de Mari
  38. Ostatni smok, Silvana de Mari
  39. Pacjenci, Thorvald Jurgen
  40. Pan Lodowego Ogrodu 3, Jarosław Grzędowicz
  41. Pandemonium, Ugriumowowie
  42. Pierwszy semestr w Mallory Towers, Enid Blyton
  43. Pieśniarz Wiatru, Nicholson
  44. Pieśń Ognia, Nicholson
  45. Pięciowidmowy hotel, Pierdomenico Baccalario
  46. Plus na minus, Olga Gromyko, Andriej Ułanow
  47. Podatek, Milena Wójtowicz
  48. Podróż na koniec świata, Mankell
  49. Przekraczając granice, Oksana Pankiejewa
  50. Przynieście mi głowę wiedźmy, Kim Harrison
  51. Psy z Rygi, Mankell
  52. Romans na receptę, Szwaja
  53. Stulecie chirurgów, Thorvald Jurgen
  54. Szkoła strachu, Daneshvari
  55. Tae ekkejr, Ratkiewicz
  56. Tryumf chirurgów, Thorvald Jurgen
  57. Uciekinierzy, Robert Muchamore
  58. Wiedźma opiekunka, Olga Gromyko t.1
  59. Wiedźma opiekunka, Olga Gromyko t.2
  60. Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny, Anna Brzezińska
  61. Wieża z klocków, Katarzyna Kotowska
  62. Wstrząsająca rodzinka, Pierdomenico Baccalario
  63. Wszystko tylko nie mięta, Ewa Nowak
  64. Wyższa magia, Kira Izmajłowa
  65. Z miłości do prawdy, Piankowa
  66. Zaginiona miniatura, Erich Kastner
  67. Zaginiony symbol, Dan Brown
  68. Zakochana zjawa
  69. Zupa z ryby fugu, Monika Szwaja
  70. Dzień Orła, Robert Muchamore

sobota, 01 stycznia 2011
WOŚP
Smok jest w stanie doprowadzić mnie do stanu pt. "ręce, nogi i cycki opadają". Tuż przed sylwestrem wrócił rano z parkingu, grobowym głosem zawiadamiając, że audik znów "się popsuł". Spadł pasek rozrządu. Pękł? Nie, nie pękł, spadł. Byłam półprzytomna, nadal przed kawą, a bez kawy nie działam. Później sprawdziłam, co to jest ów pasek rozrządu i co może zrobić z silnikiem jak "się popsuje". Zamajaczyła w perspektywie wymiana całego silnika. Następnie zadzwoniłam do Smoka w całkiem innej sprawie i dowiedziałam się, że nie pasek rozrządu tylko pasek klinowy. Co prawda później się okazało, że wredny pasek urwał/wygiął/popsował jakiś dynks obok, ale zdążyło mi opaść wszystko, bo kto ma samochód, ten wie, że obie rzeczy mają wspólne tylko to, że się nazywają "pasek". Poza tym wyglądają i pełnią całkiem inne funkcje.
Tak czy siak, trzeba zostawić w warsztacie 700 zł, co poniekąd powoduje, że w tym roku nie wspomagam wośp-u gotówkowo tylko rzeczowo, wystawiając na Allegro różne rzeczy. Na razie książki i "kota w worku".
Zainteresowanych zapraszam TU