CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Szydełkowanie miarą wartości człowieka

Niedawno na twarzoksiążce ktoś napisał notkę o tym, że taki jeden nieprzyjemny pan twierdzi, jakoby kobieta w glanach powinna się powiesić, a ktoś inny, iż dziewczyna bez sukienki to babochłop itd. Z twarzoksiążką jest ten kłopot, że notki się gubią i źródła nie podam, ale w każdym (bądź) razie dało mi to do myślenia i spowodowało ciąg skojarzeniowo-myślowo-wspomnieniowy.

Dawno temu, kiedy jeszcze miałam na koncie jakieś skromne opowiadanka wydrukowane w ś.p. Fenixie, darzyło mi się biesiadować przy jednym stole z pisarzem Eugeniuszem D. i dyskusja chyba zeszła na kobiety piszące czy też kobiety w ogóle (po latach pamięć zawodzi). Jednakowoż odezwał się on do skromnej debiutantki w te słowy (cytat niedokładny): „A gotować umiesz?” Zdziwiona, odparłam, że tak, bo co to w końcu za filozofia zrobić ogórkową? „A ciasto upiec?” – indagował dalej. „Umiem” – odrzekłam, bo umiałam, może nie na poziomie zawodowego cukiernika, ale keks, jabłecznik i murzynek nie przekraczały moich możliwości. Robiło się coraz zdziwniej, bo autor „Flashbacka” dopytywał się o moje możliwości w zakresie szydełkowania, haftu krzyżykowego, szycia, robienia na drutach i ogólnie rzeczy uznawanych tradycyjnie za zajęcia kobiece. (Wszystko to miałam jakoś tam opanowane.) W końcu wygłosił patetycznie: „W takim razie możesz zajmować się pisaniem”. Byłam młoda i (jeszcze) dobrze wychowana, więc powiedziałam tylko kwaśno: „Serdecznie dziękuję”. Dziś pewnie zapytałabym zwrotnie czy pan D. potrafi naprawić czołg, albo zaproponowałabym, żeby spadał na bambus i wychędożył się czubkiem. Wiek mi wpłynął bardzo dodatnio na rozwój asertywności.

Kontynuując temat: dawno temu, kiedy jeszcze w ogóle oglądałam telewizję, zdarzyło mi się natrafić na Twoim Stylu program o tytule bodaj czy nie „Damą być”. Nie była to w każdym razie Perfekcyjna Pani Domu. Z zafascynowaniem obejrzałam całość, chwilami zbierając szczękę z podłogi. Założenie było proste: wziąć parę dziewczyn typu „imprezowiczka” i zamknąć je na parę tygodni w oboz… to znaczy w angielskiej rezydencji i poddać tresu… nauczyć być damą. Uff… Nagrodą miał być bardzo piękny, bardzo drogi i czerwony, jak sny kurwy weneckiej, samochód. Znaczy dla tej dziewoi, co się da najlepiej wytresować, tfu, wyszkolić na damę. Z jednej strony kilka wesołych i bardzo kolorowo ubranych dziewczyn, a z drugiej trzy czy cztery panie w identycznych granatowych garsonkach i czółenkach, wystylizowanych na najbardziej ponure angielskie biurwy, jakie święta ziemia nosiła. No i pajechali z tym koksem. W czym się te biedne dziewuszki edukowały? Ano jak chodzić, jak siadać, jak używać miliona pińćset sztućców i jak jeść homara. Jak mówić i jak patrzeć, i nie robić min. Bardzo ważna okazała się umiejętność składania serwetek, upieczenia ciasta cytrynowego, a już kluczowa - wybudowania wieży Babel z miniaturowych bez. Oczywiście obserwowano dziewczyny na każdym kroku, co chwila któraś odpadała z konkursu, a to z powodu zawalenia się stosu ciastek na paterze, a to z powodu tego, że któraś wyrwała się na wieczór do pubu i ośmieliła się tam tańczyć oraz pić piwo. Cały czas miałam nadzieję, że pojawi się tam ktoś z obsady Monty Pythona i potwierdzi moje podejrzenia, że to wszystko jest gigantycznym dowcipem, ale tak się niestety nie stało. Jedna z odrzuconych dziewczyn pokazała paniom kuratorkom gołą dupę przez okno odjeżdżającego samochodu, co było najlepszym momentem programu. O ile pamiętam, nikogo tam nie obchodziło, czy te dziewczyny posiadają umiejętności w rodzaju jazdy na rowerze, tańca dyskotekowego, łowienia ryb albo szycia maskotek. Nikt nie pytał o gusta filmowe, ani o to co lubią. (Założono z góry,  że lubiły latać po pubach i się puszczać). Nareszcie została tylko jedna zwyciężczyni, odebrała zasłużony czerwony kabriolet i odjechała w siną dal, nie oglądając się za siebie. Tyłka nie pokazała, ale idę o zakład, że miała na to wielką ochotę. Podziwiam jej hart ducha, że wytrzymała do końca, zdobyła co chciała i nie wymordowała tych zadufanych kretynek w żakiecikach.

Nikt nie ma prawa wyceniać waszej wartości na podstawie tego, czy umiecie szydełkować. Nikt nie ma prawa gardzić wami z powodu nieumiejętności ustawienia konstrukcji z bez. Nikt nie ma prawa szydzić z was dlatego, że nosicie glany. Niech nikt się nie ośmieli kwestionować waszej wartości jako człowieka tylko dlatego, że nie wiecie, jak się kroi homara albo piecze kruche ciasteczka. A jeśli tak się zdarzy, pokażcie mu dupę i każcie się pocałować.



piątek, 27 czerwca 2014, toroj

Polecane wpisy

  • Ten krępujący moment…

    Ten krępujący moment… Czy ktoś czytał autobiografię Joanny Chmielewskiej i pamięta historię o tym, jak po całej Warszawie poszukiwała kolegi swego syna, n

  • Czytanie w biegu

    Całkiem często podczas rozmów ze znajomymi pada fraza „nie mam czasu na czytanie”. Praca, obowiązki domowe, dziecko, wieczorem człowiek już pada ze

  • Jaki jest koszt śmierci w Polsce?

    Jaki jest koszt śmierci w Polsce? W sobotę zmarła moja Babcia. Przeżyła dokładnie 99 lat i 1 miesiąc. Kobieta o silnym charakterze, który po niej odziedziczyłam

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zoo-zanka
2014/06/27 21:23:49
Amen to that. Nie umiem szydełkować, ale i tak jestem świetna.
-
Gość: rose, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/06/27 22:38:19
Popieram!
Ja nie ogarniam prawie niczego z kuchennych obowiązków, nie potrafię szydełkować, robić na drutach ani wydoić krowy...

Bardzo mnie denerwują komentarze typu "ale pedał bo nosi rurki" co to kogo obchodzi co nosi. Nie robi tego dla mojej przyjemności tylko swojej.
-
2014/06/28 13:53:52
Od razu mi sie przypomina Code Name Nina z Jane Fonda. Byla narkomanke przerabiaja na super agentke i miedzy innymi ma zajecia z dobrych manier. Fantastyczna Anne Bancroft w roli nauczycielki. No i pierwsza lekcja, kiedy widac jak ta mloda patrzy lekcewazaco na kobiete w eleganckiej sukience bo czegoz taka biurwa moze nauczyc dziewczyne z ulicy, ja to przeszlam twarda szkole zycia i potrafilabym ci tylek skopac bez mrugniecia. Co ty mi mozesz pokazac, jak odchylac piaty palec pijac herbatke u ambasadora? Anne prosi wiec te dziewczyne, zeby cos zrobila, a ona tylko patrzy ironicznie. I wtedy Anne Bancroft robi cos fantastycznego. Rzuca tylko "DO IT" ale takim tonem, ze dziewczyna nie ma watpliwosci, ze inaczej zostanie (elegancko, a jakze) rozmazana na scianie. Za pomoca szpilek, jesli trzeba. Ach ten stereotyp, ze jesli sie umie nosic garsonke i szpilki i wie, jak jesc homara, to jest sie od razu biurwa bez charakteru, ze na luzie to tylko kobiety w glanach i latajace po imprezach, a jak juz nie daj Bog pracujesz w jakiejs korporacji, albo o zgrozo umiesz szydelkowac to twoj charakter ulega automatycznemu wypraniu. Dlaczego tradycyjnie kobiece zajecia i ubior postrzega sie jako stereotyp, a tradycyjnie meskie jako jego przelamanie, po prostu nie rozumiem.
-
Gość: Agnieszka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/06/30 21:38:02
"O ile pamiętam, nikogo tam nie obchodziło, czy te dziewczyny posiadają umiejętności w rodzaju jazdy na rowerze, tańca dyskotekowego, łowienia ryb albo szycia maskotek. Nikt nie pytał o gusta filmowe, ani o to co lubią."

No bo nie o tym był ten program, prawda?
-
Gość: Agnieszka D., *.gvt.pl
2014/07/02 10:59:35
Oczywiście, że moja wartość jako człowieka nie zależy od tego, czy jestem lepsza w hafcie krzyżykowym czy w prowadzeniu samochodu. I czy noszę szpilki czy glany. (I oczywiście, że Szanowny Autor "może" pisać powieści dopiero po zdaniu egzaminu z naprawy motocykli, rąbania drewna i lania w mordę, łaskawie zezwalam.)
Ale... w telewizji jest taki mityczny stwór jak oglądalność i najwyraźniej nie tylko ktoś produkuje takie programy, ale i ktoś ogląda. I to tak dużo ktosiów, że opłaca się to wyprodukować, jakim by gniotem się nam (nieoglądającym) to nie wydawało. I program stoi kontrastem między "imprezowiczkami" a "biurwami/damulkami" (stąd nie jest ważne, czy "imprezowiczka" umie liczyć całki a "damulka" ma czarny pas), dramatycznymi momentami ("Suflet mi opadł! Co robić?!") i zwrotami akcji ("Mogła być w finale, ale wybrała prymitywną rozrywkę w klubie zamiast ćwiczyć polerowanie sreber!!!"), bo to najwidoczniej "się ogląda". A uczestniczki nie były "z łapanki", wiedziały, że będą musiały przecierpieć mniej bądź bardziej idiotyczne/upokarzające/nudne zadania i zgodziły się na to (a raczej same się zgłosiły), dla samochodu, pokazania się w TV, sprawdzenia się czy czego tam jeszcze. Zatem nie irytuje mnie sam opisany program (dzięki, Toroj, nawet nie miałam świadomości, że takie coś istnieje!), raczej przeraża mnie, że ludzie to i rozmaite inne "reality" chcą oglądać i głosują za tym pilotami.
-
Gość: R, *.dynamic.chello.pl
2014/08/01 03:26:45
Taka stara, a taka naiwna...
Oczywiscie nie chodzi o szydelkowanie i pieczenie ciast, ale jezeli chcesz koniecznie byc soba i innym od szablonow, to musisz byc w pierwszej kolejnosci bardzo boagaty, zeby sobie na to pozwolic.
W innym przypadku, to nie tylko czerwonego autka nie dostaniesz, ale najmarniejszej roboty za 1k miesiecznie na umowe zlecenie.
Tych co cie zatrudniaja, naprawde nie interesuje jakie bogate masz wnetrze, ekstrawaganckie pomysly, bujna, kolorowa osobowosc i umiesz jezdzic na wrotkach i motocyklu.
Ja szybko przestalam pisac w CV, ze w ramach hobby strzelam z luku.
Masz byc do wykonywania polecen, byc niewidzialna, nieslyszalna, nie sprawiac klopotow, nie byc roszczeniowa, a najbardziej to nie byc aspoleczna, czyli nie pokazywac jak bardzo nie cierpisz pitolenia o dzieciach, roslinkach, imieninach, ciuszkach, torebeczkach. Jezeli zaczniesz opowiadac o ulubionych filmach, serialach itp. w gronie takich dziumdzio-mamus albo newsach z konwentow i internetu innego niz pudelek, szybko dorobisz sie etykietki nienormalnej i dziecinnej.
I nie wierze, ze tamta dzouchaa miala ochote pokazac dupe, raczej dotarlo do niej, ze jezeli nie chce byc na marginesie, to niestety musi byc taka jak ja wytresowano.
A co do puszczalstwa, to sadze, ze twoj optymizm w tej materii jest tylko czystym zabiegiem stylistycznym, zeby fajnie w notce wygladalo... tak bratnio, tak ladnie felietonistycznie... Bo realia, sa jednak takie wlasnie - mlode, tepe dzidy, pijace, palace, puszczajace sie. Z wtornym analfabetyzmem i nagla choroba narzadu sluchu, ktory nie odroznia ą od om itp.
-
Gość: R, *.dynamic.chello.pl
2014/08/01 04:00:33
I moze ten test meski, dot. raczej tego, czy kobieta nie siada do pisania, bo nic innego jej w zyciu nie wychodzi, wiec stwierdza, ze ma talent, wielkom pisarkom bedzie, a dom lezy odlogiem i nikt jej powaznie z pisaniem brac nie bedzie. W momencie jak okazuje sie, ze pisanie, to nie substytut, a kobieta robi swoje i jeszcze umie pisac, no to wytracone zostaja argumenty, ze jest nieudacznica zyciowa, ktora ucieka w opowiadania... W koncu nic sie nie zmienilo, kobiety piszace w XIX w i wczesniej tak samo byly oceniane. Pisza, biora sie za meska rzecz, znaczy sie cos im musi nie wychodzic w zyciu, domu...
Nie wiem czemu przecietny facet mialby umiec naprawic czolg... Mi wystarczy jak umie wbic gwozdz, przydzwigac ciezkie siaty, wymienic zarowke, naprawic zamek.
Oczywiscie, ze ja te potrafie to zrobic, tak samo jak facet nauczyc isep iec ciasto i robic obiad, tylko bardzo dobrze jak moge czesc takich rzeczy scedowac na faceta i nie martwic sie, ze jak cos dobrze zrobic to samej. W zamian chetnie zrobie mu obiad i kanapki, on niech pozmywa :)