CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Czytanie w biegu

Całkiem często podczas rozmów ze znajomymi pada fraza „nie mam czasu na czytanie”. Praca, obowiązki domowe, dziecko, wieczorem człowiek już pada ze zmęczenia i chce tylko spać. Mogę zrozumieć, że na posiedzenie z książką istotnie tę godzinkę trudno wykroić. Ale z drugiej strony czy nie jest to zwykłe usprawiedliwianie niechciejstwa? Widuję przecież ludzi czytających w tramwajach i autobusach. Najczęściej pokonywana przeze mnie trasa liczy sobie około 30 minut, czyli jest to pół godziny czytania – książki papierowej, ebooka na czytniku lub słuchania audiobooka. Jeśli liczyć z drogą powrotną, godzina jak obszył. Wcale niemało. Kiedy jednak o tym wspominam, znów słyszę kontrargument: „Kiedy ja się nie mogę w takich warunkach skupić”. Na Bora Szumiącego, oczywiście, że ideałem jest wygodna kanapa, kocyk, kubek kawy i święty spokój przy lekturze, ale warunki idealne występują mniej więcej tak często, jak białe nosorożce. Jeśli chce się czytać (w ogóle, albo więcej, niż teraz), trzeba się nauczyć chwytania okazji i odporności na bodźce zakłócające oraz podzielności uwagi (żeby nie przegapić swojego przystanku). Przy czym na przegapienie przystanku szanse są minimalne. W ciągu kilku lat dojeżdżania do pracy zdarzyło mi się to dosłownie raz. Jeżeli przez 5 dni w tygodniu codziennie pokonujesz jakąś określoną trasę w ustalonym czasie, to organizm po prostu całkiem szybko utrwala sobie coś w rodzaju wewnętrznego budzika.

Osobiście czytam w środkach komunikacji miejskiej ZAWSZE. Pięć minut można poświęcić na poobserwowanie współpasażerów, gapienie się na krajobraz za oknem znajomy do bólu sensu nie ma za grosz, lepiej ten czas wykorzystać z pożytkiem.

Kiedy pogorszył mi się wzrok, znacznie więcej korzystam z audiobooków, a tych można słuchać wszędzie. I robię to naprawdę wszędzie i w warunkach, jakie inni uznaliby za dziwne: w tramwaju, na ulicy, na spacerze, przy zbieraniu poziomek/grzybów/ziół, przy sprzątaniu i praniu, przy zmywaniu naczyń, na zakupach… Wyłączam na chwilę lektora jedynie wtedy, kiedy muszę się skupić na przeczytaniu etykietki lub już podchodzę do kasy. I nie jest to jakiś niesłychany magiczny talent, właściwy jedynie mnie jednej, tylko umiejętność wyćwiczona. Zaczęło się od tego, że przez całe lata pracowałam rękami jako witrażystka i w tej pracy były etapy nazywane przez nas „robota głupiego”. Po rozrysowaniu szablonu, wycięciu wszystkich szklanych elementów (to wymagało pewnego skupienia), następowało szlifowanie (godzina, dwie przy głośnej maszynie i monotonne ruchy), po czym następowała stuprocentowa „robota głupiego” czyli stos powiedzmy 600 (albo więcej) kawałków szkła, a każdy należało owinąć po krawędzi samoprzylepną taśmą miedzianą. Mniej więcej 5-8 sekund na jeden element – ponad godzina wykonywania niemal identycznych ruchów i patrzenia w jeden punkt. Bliżej autohipnozy nie byłam nigdy w życiu. Właśnie wówczas nauczyłam się jednoczesnego słuchania audycji, a potem nawet oglądania filmów (z lektorem). Czy na początku gubiłam wątki? Oczywiście, lecz alternatywą była śmiertelna nuda. Pamiętacie może stary film z Chaplinem, który dzień za dniem, rok za rokiem przykręcał śruby w fabryce, aż w końcu mu odbiło? No właśnie. A mózg naprawdę jest doskonale przystosowany do wykonywania kilku czynności na raz, inaczej nie potrafilibyśmy jednocześnie iść i mówić. Żaden z moich rozmówców nie przyznał się do tego, że do rozmowy przez komórkę musi zasiąść w dźwiękoszczelnej kabinie bez dopływu bodźców zewnętrznych, inaczej się rozproszy. A jak przychodziło do kwestii słuchania czytającego lektora po drodze do „Biedronki” to już był wielki problem. Zaprawdę powiadam wam, słuchanie Sapkowskiego to nie msza online, można przy tym zmywać naczynia. Serio.



piątek, 30 maja 2014, toroj

Polecane wpisy

  • Rekin drugiej świeżości

    Proszę Szanownych Państwa, jest sobie pewna restauracja. W tej restauracji klient płaci za jedzenie z góry, a nie po spożyciu posiłku. Byłoby to normalne, gdyby

  • Szydełkowanie miarą wartości człowieka

    Niedawno na twarzoksiążce ktoś napisał notkę o tym, że taki jeden nieprzyjemny pan twierdzi, jakoby kobieta w glanach powinna się powiesić, a ktoś inny, iż dzie

  • Wniosek

    Jeśli jesteś ciągle tak zmęczony, że nie jesteś w stanie czytać książek, to tym bardziej jesteś zmęczony na robienie czegokolwiek innego. Innymi słowy: jesteś z

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: aga564, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/05/30 15:24:52
Mam tak samo! Z tym, że audiobooków słucham w samochodzie, przy gotowaniu i pieleniu, bo ileż mozna słuchać radia... Czytam najczęściej przy jedzeniu, niestety. I nie zdarzyło mi się jeszcze poplamić książki pomidorówką czy umazać masłem. A, nie, czytam jeszcze dotrzymując towarzystwa Małżowi podczas oglądania wieczorem telewizji. To znaczy on ogląda, ja uważam, ze nie na co. Da się! A książki przerabiam w ilościach liczonych w kilogramach!
Pozdrawiam. A
-
zoo-zanka
2014/05/30 17:56:28
Audiobooki świetnie wchodzą w samochodzie, zwłaszcza jak się stoi w korku. I, absurdalnie, u mnie znacznie przyspieszył przerób książek za sprawą czytnika (zawsze pod ręką, kończę jedną, mogę zacząć drugą bez szukania, a dodatkowo mogę czytać po ciemku, bo mam podświetlany).
-
2014/05/31 12:43:35
IMHO jak ktoś mówi, że nie ma czasu na czytanie, to znaczy, że NIE LUBI CZYTAĆ. Że traktuje to jako obowiązek, a nie przyjemność i relaks.
I jakkolwiek intuicyjnie chciałabym uznać "nieczytaczy" za jakiś gorszy podgatunek ludzi ;-) to jednak włączam rozum i toleruję ich prawo do bycia innymi. Wkurza mnie tylko takie okłamywanie otoczenia.
-
Gość: Agnieszka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/05/31 22:50:12
A jeżeli "nie mam czasu" oznacza tak naprawdę, że uchetany pracą zawodową człowiek nie ma SIŁY na czytanie? Nie wyobrażam sobie nauczycielki, która po paru godzinach z wrzeszczącymi bachorami jeszcze ma ochotę na jakiekolwiek dźwięki ze słuchawek napier****** prosto w uszy.
-
2014/05/31 23:14:30
Wybrałaś dość nieszczęśliwy przykład. Każdy człowiek ma jakieś wolne weekendy i niekoniecznie je musi spędzać je w całości na gapieniu się w TV. A nauczyciel, podkreślam NAUCZYCIEL, który nie czyta książek, jest dla mnie automatycznie skreślony jako pedagog. Absolutnie sobie nie wyobrażam, żeby moje (hipotetyczne) dziecko czy jakiekolwiek inne kształtował człowiek o ciasnych horyzontach, nie wykazujący zainteresowania literaturą. Jakąkolwiek, niech to będą choćby kryminały. Wyobrażasz sobie polonistkę, która nie czyta, bo jest zmęczona? Historyka, nie sięgającego po książki historyczne? Bibliotekarkę, nie wiedzącą, co ma na półkach? Przepracowałam pięć lat z dziećmi, w hałasie i młynie, jakoś mi się ilość lektur nie zmniejszyła.
-
Gość: Agnieszka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/06/01 14:28:48
Ewa, jak Ty pracowałaś z dziećmi, to miałaś dwadzieścia parę lat, a nie np. czterdzieści. Ja jak miałam dwadzieścia parę lat, to czytałam po dwie-trzy książki tygodniowo i robiłam masę innych rzeczy, wliczając w to imprezy do białego rana. Teraz przesiedzeniu 8 godzin w biurze w trzyosobowym pokoju przechodnim z przymusowo włączonym radiem czasami nie mam siły na nic w ogóle, wliczając w to np. pójście do kina (telewizji nie lubię). Więc rozumiem inne osoby, które też mogą nie mieć.
pozdrawiam
Achika
-
2014/06/01 15:27:30
Jak to ujela krolowa brytyjska u Alana Benneta w Czytelniczce znakomitej gdy szofer jej stwierdzil, ze nie ma czasu na czytanie - trzeba znalezc ten czas (One must MAKE the time).
I to jest kwestia priorytetow po prostu. Czas na czytanie jest zawsze czasem kradzionym. Zawsze mozna znalezc jakis inny obowiazek do odbebnienia. Jako matka dwojki dzieci w wieku przed/wczesnoszkolnym o godzinie z ksiazka i kubkiem herbaty dlugo moglam tylko marzyc. Czytnik bardzo mi ulatwil zycie przy karmieniu na przyklad. Potrzebujesz tylko jednego palca do odwracania stron i nie ma szans ze sie zamknie znienacka. Natomiast do audiobookow zupelnie nie moge sie przekonac, moim zdaniem zawodowi aktorzy najczesciej przesadzaja z interpretacja. (Nie mowie tu o sluchowiskach, kiedy jest to de facto sztuka w wersji audio, tylko o przeczytaniu komus ksiazki. Mozliwe ze jestem uprzedzona bo sama od wielu lat czytam na glos rodzinie i nie potrafie sie przestawic :)
-
kurt.wagner
2014/06/01 15:57:15
O to to! Mnie od audiobooków zawsze odrzuca interpretacja. Natomiast na audio notorycznie słucham ścieżek dźwiękowych filmów/seriali w języku language odkąd odkryłam jak to zrobić.
Czytam od zawsze wszędzie w każdych warunkach, więc trudno mi się wypowiadać na temat braku czasu, bo go nigdy nie odczuwałam. Ale może na przykład brak możliwości czytania przy maksymalnym zmęczeniu wynika z tego, że niektórzy muszą się przy czytaniu skupić i nie są w stanie osiągnąć relaksu? Ja tak mam z grą w szachy, która podobno niektórych relaksuje, a mnie męczy niemożebnie.
A odnośnie czytnika - właśnie się złamałam i zamierzam kupić. Z prostej przyczyny: po polsku na nim czytać nie będę, bo ślimacze tempo mnie zabije, ale odkryłam, że przecież mogę na nim czytać w języku language. I to jest to.
-
2014/06/05 10:31:31
Czytanie podczas jazdy jest super, o ile się samemu nie prowadzi. Audiobooki zaś do samochodu są również super - ale w trasę, bo na mieście, kiedy stajesz, wyprzedzasz, zmieniasz pasy, parkujesz tyłem, klniesz na palanta, co ci zajechał drogę, wysiadasz na chwilę - już nie takie bardzo.
A w domu, zwłaszcza jak się ma małe dziecko - też różnie z tym bywa.
Dlatego uważam, że to wszystko wcale nie jest takie proste. Sposoby kradzenia sobie czasu na czytanie trzeba ciągle udoskonalać i rozwijać, same się nie wynajdą.
-
Gość: rose, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/06/08 22:49:12
Rozumiem ludzi nie mających siły na czytanie. Czasem sama wracam zbyt nieprzytomna na myślenie po 12 godzinach na uczelni. 12 godzinach wysiłku intelektualnego. Jasne można słuchać gdziekolwiek. Ja na przykład nie cierpię słuchać jak ktoś czyta na głos. Nie ważne kto. Nawet te osławione audiobooki Sapkowskiego, które są świetnie zrobione mnie w jakiś sposób drażnią tym, że nie odpowiadają temu jak ja sobie świat przedstawiony wyobrażam. Wiem, ze nie można mieć wszystkiego :). Usiłowałam kiedyś słuchać Ojca Chrzestnego - moim zdaniem genialna proza, ale lektor mówił tak monotonnym głosem jakby odprawiał pogrzeb. W moim przypadku audiobook to ostateczność. Jeśli komuś odpowiada taka forma może słuchać książek praktycznie bez przerwy. Sądzę, że jeśli ktoś lubi czytać zawsze znajdzie chwilę na książkę. Ja książkę mam przy sobie zawsze już od liceum. Czytałam i czytam na przerwach, w tramwajach, w autobusach... Da się :)
-
Gość: rose, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/06/08 22:49:27
Rozumiem ludzi nie mających siły na czytanie. Czasem sama wracam zbyt nieprzytomna na myślenie po 12 godzinach na uczelni. 12 godzinach wysiłku intelektualnego. Jasne można słuchać gdziekolwiek. Ja na przykład nie cierpię słuchać jak ktoś czyta na głos. Nie ważne kto. Nawet te osławione audiobooki Sapkowskiego, które są świetnie zrobione mnie w jakiś sposób drażnią tym, że nie odpowiadają temu jak ja sobie świat przedstawiony wyobrażam. Wiem, ze nie można mieć wszystkiego :). Usiłowałam kiedyś słuchać Ojca Chrzestnego - moim zdaniem genialna proza, ale lektor mówił tak monotonnym głosem jakby odprawiał pogrzeb. W moim przypadku audiobook to ostateczność. Jeśli komuś odpowiada taka forma może słuchać książek praktycznie bez przerwy. Sądzę, że jeśli ktoś lubi czytać zawsze znajdzie chwilę na książkę. Ja książkę mam przy sobie zawsze już od liceum. Czytałam i czytam na przerwach, w tramwajach, w autobusach... Da się :)
-
Gość: R, *.dynamic.chello.pl
2014/06/15 05:23:16
No ciesze sie bardzo, ze odkrywasz uroki audiobookow, ale nie kazdy moze z tego korzystac, tak jak nie kazdy moze czytac w busie. Ja osobiscie mam juz dosc ludzi naokolo ze sluchawkami, rozkreconymi w busie tak, ze wlasnych mysli nie slysze. Zapewne oni nawet sobie nie zdaja sprawy jakie to meczace i upierdliwe oraz kompletnie zapomnieli o tym, ze te cholerne sluchawki wymyslono po to, zeby innym nie przeszkadzac. Na razie pogorszyl ci sie wzrok, od sluchania za glosnego, pogorszy ci sie sluch. I Zeby tylko gluchota, o nie, nie, nie ma tak dobrze, bedziesz przeklinac w zywy kamien efekt uboczny sluchawek pt. szumy uszne.
Tak, kiedys mozna bylo czytac w komunikacji, bo ta komunikacja byla mniej szarpiaca, mniej zatloczona, mniej halasliwa, wygodniejsza do schowania sie pod oknem w katku a ludzie mniej padali na ryj, po pracowaniu 12-14 godzin na dobre. A moze to my, bylismy mlodsi, jeszcze nie wsadzeni w kierat doroslych i moglismy tak inaczej funkcjonowac. Uwierz mi, ze mimo checi poczytania czegos, dowiedzenia sie dalszego ciagu historii, jak tylko otwieralam ksiazke w busie - o ile mialam w ogole taka mozliwosc, bo swiatlo wlaczone i mialam gdzie dupe posadzic - to po 5 minutach nie wiedzialam co wlasnie przeczytalam, a po 10, zdawalam sobie sprawe, ze mi sie kimnelo ze ZMECZENIA.
Obecnie ludzie chicacy czytac, maja wybor - olewac prace, obowiazki i czytac podczas nich nielegalnie, albo wlasnie nie dawac rady czytac, mimo checi.
Ja tez zabieram wszedzie ksiazki ze soba, ale w pratyce czytac sie daje w klolejkach na poczcie i u lekarza. Trudno zeby przecietna osoba spedzala w takim miejscach wiekszosc czasu. Cieszysz sie, ze tak powiem, zawodem wolnym, obcy jest ci wiec obecnie zachrzan w korporacji, a to wyciaga z czlowieka mozg i energie. Poza tym pociagi... pociagi dawaly zawsze mozliwosc czytania, dzis ja nie moge z nich korzystac wiec odpada, poza tym podejrzewam, ze tam tez jest zalew jednokomorkowocow, laptopowcow i mp3trojkowiczow...
Staram sie czytac teraz glownie na komputerze, ale to tez jest kosztem robienia czegos innego na nim. Nie wiem, chyba te czasy nie sprzyjaja fizycznie czytaniu. Jednoczesnie owszem, stwierdzam, ze ludzie chca czytac i to robia w busach, ale takie czytanie strasznie rwie fabule ksiazki...
A do czytania zniecheca mnie jeszcze poziom dziel, ktore wypacaja inni oraz beznadziejna edycja, jakby w ogole tych ksiazek, np. popularnonaukowych nie sprawdzali. Stare rzeczy czyta sie dobrze, te coraz nowsze wydania, to i gabaryty niewygodne i wlasnie poziom jakis watpliwy.
A moze ludzie maja depresje i stad ta niechec do czytania tez? Jak sie nic nie chce, to i tego sie nie chce.
No dobra, ja ostatnio probuje z obowiazku dokonczyc Achaje nowa, sadzisz, ze to jest warte mojego czasu, nie mowiac juz o pieniadzach? A ile takich rozczarowan mnie czeka? Sapkowski akurat nie we wszystkim sie sprawdzil do czytania, a Brzezinskiej nie wyobrazam sobie sluchac jako audibooka, bo wiem, ze u niej mozna sie zatopic w samym brzmieniu slow i tyle z koncentracji nad fabula :P
A kasa na te ksiazki... Sa biblioteki, prawda. I znajomi, tez prawda. Ale taki jeden, pewnie wiesz kto, to uwaza, ze biblioteki powinny byc platne, a znajomi chyba karani czerownym zelazem, ze ksiazki pozyczaja...
Po prostu chcilalabym zeby ludzie byli dzis mniej zmeczeni, mniej zdolowani i mniej przekonani, ze nic nie ma sensu, wtedy pewnie i te ksiazki by chetniej czytali. Z drugiej strony, jezeli na topie jest od lat ten Martin psychopata, to czy warto to czytac... Ja od ok 10 lat czuje sie raczej rozczarowana fanatastyka i tym co u nas sie wydaje.
I bardziej teraz sie garne do ksiazek... historycznych, jezykowych, tlumaczen.
-
Gość: R, *.dynamic.chello.pl
2014/06/15 05:34:34
Agnieszka, ciarki mnie przeszly... Jakbym siebie czytala, ale ja to przeciez nie ty, a ty, to nie ja, prawda? to nie ja?
Tak to wyglada. dokladnie tak jak opisalas, stad sie bierze umieranie czytania i zdawanie sobie sprawy, ze jeszcze te 20 lat temu tak nie bylo, ze mialo sie czas, marzenia, checi...
A z tym radiem, to przybij piatke, nienawidze radia w miejscu pracy, nie pozwala sie skupic, po kilkunastu godzinach, praktycznie sotaje drgawek na kolejna dzwieki, ktore mnie otaczaja. A weekend? Toroj, znasz to uczucie, kiedy wcale nie interesuje cie grajace pudlo, tylko chcesz sie WYSPAC?
-
2014/06/17 10:14:02
"Każdy człowiek ma jakieś wolne weekendy i niekoniecznie je musi spędzać je w całości na gapieniu się w TV. " - oj, uważałabym z określeniem "KAŻDY", bo jednakowoż NIE KAŻDY ma wolne weekendy, np. rodzice małych dzieci nie mają ich w ogóle. A nawet ci, którzy mają, mogą woleć pójść na spacer, obejrzeć film z rodziną (bo to działalność wspólna, a czytanie nie) i niech sobie każdy robi co chce.

Czy słuchanie audiobooków na ulicy nie jest potencjalnie jeszcze bardziej niebezpieczne i odcinające od "tu i teraz" niż cicha muzyka? Ja rozmawiam często na ulicy przez telefon na słuchawkach, bo to jedyna okazja na spokojną rozmowę, ale mnie to męczy, bo mam świadomość, że nie reaguję z odpowiednim refleksem na to, co się wokół dzieje.

Ja akurat zawsze mam jakąś zaczętą książkę, którą czytam (nawet jak akurat nie czytam), ale wychodzę z założenia, że każdemu wobec potrzeb jego. Jeden biega, drugi czyta, trzeci szydełkuje, a czwarty pada na pysk i odsypia pilne zlecenie splecione w czasie z rzygającym dzieckiem (dzieci zazwyczaj rzygają wtedy kiedy najbardziej nie powinny).

cranberry
-
Gość: Agnieszka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/06/17 20:22:57
Podsumowując:
1) jeżeli ktoś mówi, że nie ma czasu czytać książek, ale okazuje się, że ma czas oglądać "M jak miłość" albo godzinami tłuc na kompie w WoW-a, to znaczy, że po prostu nie chce mu się czytać i już. Może nigdy nie lubił.

2) jeżeli ktoś mówi, że nie ma czasu czytać książek, ale nie ma też czasu na kino, TV, koncerty, spotkania ze znajomymi czy cokolwiek innego powszechnie uznawanego za przyjemności, to znaczy że faktycznie nie ma czasu (bo np. biega w amoku między zleceniem z pracy, ząbkującym dzieckiem i babcią w szpitalu), lub:

3) mówi, że nie ma czasu, a tak naprawdę nie ma siły, tylko z jakichś przyczyn nie chce się publicznie do tego przyznawać.
-
Gość: Chomik, *.toya.net.pl
2014/06/17 23:26:47
Ja mam 42 lata,pracuję i cały czas czytam książki.Można.Jak się chce.Naprawdę zdumiewa mnie,że komuś się chce jęczęć w komentarzach..A w tym czasie można by wiersz przeczytać.
"Polskie drogi" "No..podalibyśmy ,ale Niemcy pilnują""Taa?A życie za ojczyznę by pan oddał ,tylko zdrówko nie pozwala!"