CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Przyjemność czekania

Niedawno Zwierz zamieściła trzyczęściową notkę poświęconą technicznej stronie wyjazdu do Londynu. W notce TUTAJ napisała „Jadę do Londynu! Jeśli chcecie spędzić wakacje w Londynie (albo gdziekolwiek na świecie) powinniście myśleć w trybie first minute czyli okrzyk który właśnie wydaliście powinien paść kiedy na ulicach leży śnieg”. I jest to jak najbardziej słuszne. Za mniej więcej trzy miesiące wyjeżdżamy z Serathe ponownie do Londynu i mamy zamiar zwizytować również Dublin za jednym zamachem. Planować zaś zaczęłyśmy… w styczniu. Znaczna część przyjemności pochodzi właśnie z planowania, no i co tu ściemniać, człowiek o skromnych dochodach nie zafunduje sobie takiej wycieczki z jednej (czy dwóch) pensji. To jest jak oczekiwanie na Gwiazdkę (tę prawdziwą, nieskomercjalizowaną). Ważenie w ręku coraz cięższej skarbonki, suwanie palcem po mapie, nanoszenie na listę coraz to nowych punktów, które chce się zobaczyć, sprawdzanie cen, negocjacje i ustalanie noclegów. Niebawem zacznie się polowanie na promocyjne bilety. Kiedy jest się człowiekiem wolnego zawodu (to taki eufemizm na „prawie bezrobotny”) znacznie łatwiej zgrać terminy lotów z urlopem, który można wziąć praktycznie w każdej chwili. Obracanie w myślach takiego marzenia cieszy znacznie dłużej, niż wtedy, gdy po prostu pakuje się walizkę, jedzie na lotnisko i po prostu pakuje do latającego blaszanego pudełka.

Osobną przyjemnością jest lista bagażu. Ustalanie, co i ile się bierze, ile to zajmie miejsca i jak zapakować bagaż podręczny, by nie przekraczał przepisowych wymiarów i wagi. Penetrowanie sklepów, bez pośpiechu i nerwówki, w poszukiwaniu rzeczy najwygodniejszych, najlżejszych i przy tym najtańszych. Wyszukiwanie odpowiednich drobiazgów prezentowych, jeśli się nocuje u znajomych i wypada coś im zawieźć.

Generalnie mamy z Serathe twardą zasadę „jak najwięcej za jak najmniejsze pieniądze”. Co to oznacza w praktyce?

  • zakupienie Oystercard, która daje znaczące zniżki przy przemieszczaniu się po mieście
  • CHODZENIE – spalamy kalorie, zobaczymy więcej niż z okna autobusu, chodzenie jest za darmo
  • wyszukiwanie miejsc, gdzie wstęp jest za free (jest ich całkiem sporo)
  • zabranie kompaktowego i niepsującego się jedzenia z Polski; jeśli jadamy w lokalach to tam, gdzie konkretna porcja kosztuje najwyżej 5 funtów

 

Warunki irlandzkie nie są nam jeszcze znane, ale zapewne większość zasad da się zastosować również tam. Już się nie mogę doczekać.



wtorek, 29 kwietnia 2014, toroj
Tagi: Londyn

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/04/29 15:49:08
Warunki irlandzkie zostaną opisane i dostarczone, przywitam Was chlebem i kaczką, ok? Sól jest niezdrowa a kaczka jest kaczka, wiadomo.
;-))
-
2014/04/29 21:28:58
Wybieram się do Londynu w maju, i to Toroj jest w znacznej części odpowiedzialna za moją decyzję wakacyjną ;-)
-
Gość: qd, *.szczecin.mm.pl
2014/05/06 10:32:48































































































































































































































Podpisuje sie wszystkimi czterema pod powyzszym. Wlasnie wrocilam z dluuuugiego weekendu w Paryżu. Polecam wynajem mieszkania - bylismy w 6 osob - bardzo bardzo opłacalne. W razie służę adresem, 200 m od stacji metra, tylez od spozywczaka Monoprix.
Planowanie zaczęte w listopadzie:)
-
Gość: R, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/05/16 11:08:32
Nie, wybacz, ale nerwowke pt. "czy starczy, czy sie zalapiemy, nie tego nie kupie, nie zjem, za drogie", z checia zamienie na takie wlasnie normlane wsiadniecie z buta do blaszanego pudelka, dzien czy dwa dni po krzyknieciu Jade!
To jest ta roznica niestety miedzy "nasza" Europa, a "ich". U nich dorosli mam wrazenie, ze jak klasa srednia, wyksztalcona, nawet wolnozawodowa, to nie musza na pol roku przed sie szczypac.
Hmm, jeszcze dwa lata temu taki wyjazd, mnie by kosztowal a i owszem 2 pensje. Tyle, ze nie ma jak wziac urlopu. bo nawet w swieta sie pracowalo, a potem czlowiek tak zmeczony, ze wszelkie wycieczki ma gdzies. Dzis z kolei czas jest, urlop mozna wziac, ale kasy brak i priorytety wydatkowe inne, tym sposobem pewnie bede podrozowac tylko palcem po... internecie.
A w Irl;andii nasluchalam sie, ze nie maja tam zadnego normalnego pieczywa, tylko jakies nadmuchane gabki i plesnieje w 5 minut, bo wilgoc wszedzie, maslo tylko solone.
Ale to i tak Europa, gorzej jakbys sie wybierala do Chin :)