CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Jaki jest koszt śmierci w Polsce?

Jaki jest koszt śmierci w Polsce?

W sobotę zmarła moja Babcia. Przeżyła dokładnie 99 lat i 1 miesiąc. Kobieta o silnym charakterze, który po niej odziedziczyłam, zdolna kucharka i dobra gospodyni. Przez ponad pół wieku – wdowa. Przeżyła męża i trzy ze swoich czterech córek. Ostatnie miesiące życia spędziła, niestety, w szpitalu i zakładzie opiekuńczo-leczniczym w Pasłęku – ciężka choroba nie pozwoliła jej na pozostanie w domu. Personel w pasłęckim ZOL-u był przemiły, panie z Urzędu Miejskiego również, natomiast schody rozpoczęły się wtedy, kiedy z mamą zaczęłyśmy załatwiać niezbędne sprawy w Elblągu. Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego firma pogrzebowa żąda ponad 600 zł za drewnianą urnę, która jest niczym innym, jak po prostu pomalowanym farbą pudełkiem? Dlaczego domaga się 300 zł za „przeniesienie ciała na noszach”? I drugie 300 za „uroczystą eksportację do miejsca pochówku” co oznacza tylko tyle, że pan w czerni bierze to pudełko w ręce i niesie kawałek po cmentarzu? Rachunek za naprawdę skromny pogrzeb w mieście, które bynajmniej nie jest metropolią, przekroczył wysokość zasiłku wypłacanego przez MOPS. Ale mniejsza z tym, wiadomo, że biznes jest biznes.

Potem przyszło najgorsze, czyli procedury kościelne.

Katolicy w naszym kraju mają to nieszczęście, że są przypisani do konkretnej parafii jak chłop pańszczyźniany. Zezwolenie na pochówek w innej parafii jest zależne od widzimisię proboszcza oraz wysokości haraczu, jaki mu się wręczy. Zapomnijcie o tradycyjnym „co łaska”. Proboszcz z parafii św. Wojciecha przy ul. Podgórnej ma ustalony cennik. Msza z trumną – 700 zł, msza bez trumny – 550 zł. Ceny nie podlegają negocjacji. Jednak „bez trumny” nie oznacza automatycznie „z urną”. Urnę z prochami mojej Babci proboszcz zabronił kategorycznie wnosić do kościoła, podniósł głos i grzmiał tak, jakby była to zbrodnia. Na nieśmiałą sugestię, że może w takim razie w innej parafii, w ogóle nas zakrzyczał. Wpisał w końcu dane do ksiąg, ustaliliśmy godziny mszy i wyprowadzenia prochów z przycmentarnej kaplicy. Zainkasował pieniądze, przeliczył i schował do kieszeni. Pokwitowania nie dostałyśmy, choć powinien takie wystawić, skoro nie był to datek dobrowolny a normalna opłata wg cennika. Na pytanie, czy ksiądz, który będzie odprawiał mszę, nie powinien wiedzieć cokolwiek o zmarłej, zostałam skarcona, że nie, bo oni mają swoje własne tematy misyjne. Po czym proboszcz wstał i bez słowa pożegnania podszedł do szafy z dokumentacją, dając do zrozumienia, że „audiencja” skończona. Moja mama nie doczekała się ani wyrazów współczucia, choćby zdawkowych, ani „z Panem Bogiem”. Bóg widocznie kancelarię tego kościoła starannie omija i raczej mu się nie dziwię.

Msza żałobna była ustalona na godzinę 13:00. O 13:12 księdza nadal nie było, pojawił się spóźniony o pół godziny. Młody i zakatarzony. Odbębnił tradycyjne formułki, co rusz siąkając nosem i mamrocząc tak, że z trudem rozumiałam, co mówi. Szast, prast, trzydzieści minut z zegarkiem w ręku. Tematu misyjnego nie zauważyłam. Za to odniosłam silne wrażenie bylejakości, olewactwa i lekceważenia wobec wiernych. Nie tylko ja zresztą.

Do kaplicy na szczęście zasmarkany młodziak się nie spóźnił, za to mylił się, zacinał i mamrotał tak, że miałam ochotę nim potrząsnąć. A już nad otwartym grobem – przysięgam, że to prawda - wytarł nos rękawem. Skończył, grabarze nałożyli płytę i zaczęli układać kwiaty, a ksiądz po prostu się odwrócił i poszedł. Ani „zostańcie z Panem Bogiem”, ani „do widzenia”, ani „pocałujta w dupę wójta”. Widocznie w św. Wojciechu jest to całkiem normalne zachowanie kapłanów. Przykład idzie z góry, a w tym wypadku góra jest chamska.

To był ostatni kontakt mojej mamy z kościołem katolickim. Żadnych mszy, żadnego dawania na tacę, żadnej kolędy. Na swoim pogrzebie też sobie nikogo z KK nie życzy. Myślę, że do Boga drogę znajdziemy prędzej same, bez takich „przewodników”.



czwartek, 10 kwietnia 2014, toroj

Polecane wpisy

  • Rekin drugiej świeżości

    Proszę Szanownych Państwa, jest sobie pewna restauracja. W tej restauracji klient płaci za jedzenie z góry, a nie po spożyciu posiłku. Byłoby to normalne, gdyby

  • Szydełkowanie miarą wartości człowieka

    Niedawno na twarzoksiążce ktoś napisał notkę o tym, że taki jeden nieprzyjemny pan twierdzi, jakoby kobieta w glanach powinna się powiesić, a ktoś inny, iż dzie

  • Wniosek

    Jeśli jesteś ciągle tak zmęczony, że nie jesteś w stanie czytać książek, to tym bardziej jesteś zmęczony na robienie czegokolwiek innego. Innymi słowy: jesteś z

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: aga.654, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/04/11 22:36:05
Przykro mi bardzo.
A to co napisałaś jest tym bardziej wk...wiające, że jest prawdziwe... Tym mocniej się upewniam w moim rozdzieleniu Kościoła od wiary. Koscioła, który przecież teoretycznie istnieje dla swoich wiernych. Ponoć kapłaństwo jest służbą...
-
Gość: Aszura, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/04/12 16:08:49
Zachowanie duchowieństwa jest po prostu skandaliczne. Niedługo na uczestniczenie w jakichkolwiwek obrzędach będzie stać jedynie ludzi bardzo zamożnych, jeśli nie bogatych. Zawsze mi się wydawało, że jest to sprzeczne z naukami Jezusa, ale co ja tam mogę wiedzieć... Przykro mi, że w tak smutnym czasie została Pani wraz z rodziną narażona na tego rodzaju nieprzyjemności.
-
Gość: Dziwożona, *.dynamic.gprs.plus.pl
2014/04/12 16:46:22
Słowo: "ksiądz" pochodzi od: "książę". Od niepamiętnych czasów kapłani nazywani byli książętami kościoła. Dlatego nie rozumiem Twojego zdziwienia: zachował się jak prawdziwy pan i władca.
Niech mi Bóg wybaczy, nienawidzę tej czarnej mafii.
-
2014/04/27 00:54:38
Współczuję. Serdecznie współczuję, bo wiem, jak straszliwie boli takie podejście do człowieka. Szczególnie, gdy straciło się bliską osobę, gdy człowiek w żałobie tak naprawdę nie myśli, a jedynie próbuje przetrwać.
I nie, nie ma znaczenia czy to babcia, która dożyła pięknego wieku, czy matka, która odeszła pośrodku drogi. Żałoba jest ta sama, a użeranie się z księdzem, by łaskawie raczył... koszmar.