CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Sherlock Holmes i pusty karawan

UWAGA SPOJLERY

Właściwie powinnam poczekać z tym wpisem, aż obejrzę „Sherlock: Empty Hearse” po raz drugi, bo na razie mam w głowie za duży groch z kapustą, żeby napisać rasową pełnowymiarową recenzję. Poza tym znacznie lepiej zrobiła to już Zwierz TUTAJ. Postaram się jednak przynajmniej odnieść do czegoś, na co czekałam tak długo. Czytałam już opinie w rodzaju: "mam mieszane uczucia, to jednak nie to, jestem lekko rozczarowana…" Ja nie jestem rozczarowana. Przede wszystkim jakimś cudem nie zrobiłam tego błędu, by się nastawiać z góry na konkretne rzeczy, mieć oczekiwania i wymagania, bo jak świat światem „jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził” (i nie dotyczy to bynajmniej seksualnych maratonów). Owszem, byłam zaciekawiona, spekulowałam razem z całym fandomem, śledziłam newsy i kwiczałam nad wąsami Watsona, ale nie miałam nastawienia, że coś być MUSI – i w ostatecznym rozrachunku na tym wygrałam.

Kiedy zobaczyłam na ekranie akcję z ciągnięciem trupa i walizeczką, moje wewnętrzne zwierzątko pisarsko-redakcyjne odezwało się: „Rili??? Przecież to kompletnie nie ma sensu…” WTF trwał podczas sceny z bungee, ale już po sekundzie zwierzątko stwierdziło, że tego nie kupuje i miało rację. Dalsze rewelacje odnośnie sposobów ocalenia Sherlocka przyjmowaliśmy ze zwierzątkiem tak jak należy, czyli jako dowcipy. Przechichotaliśmy niemalże cały odcinek, bawiąc się wręcz szampańsko. Jedynie podczas tego kawałka z ogniskiem przejęłam się na serio, chociaż doskonale wiedziałam, że musi nastąpić happy end, gdyż śmierci głównego bohatera scenariusz na pewno nie przewidywał. Gatiss, pisząc go, co chwila kłaniał się w stronę fandomu, nie robiąc właściwie nic szczególnie prekursorskiego (patrz serial „Supernatural”) ale za to z wdziękiem i przyjaźnie. Ostatecznie nie da się pominąć milczeniem, nie można nie zauważyć tej całej otoczki, jaką serial obrósł: plakatów i napisów „I believe in Sherlock Holmes” albo „Moriarty is real”, karteczek wieszanych na budce telefonicznej koło Barts Hospital, setek tysięcy fanfików i fanartów. Zresztą to przedłużenie ponad stuletniej tradycji fanowstwa, od kiedy czytelnicy Doyle’a nosili żałobę po detektywie uśmierconym w wodospadzie. Podsumowując: nie drażniło mnie to mruganie do fandomu, a wręcz przeciwnie, uważam je za bardziej urocze elementy odcinka. Podobno ktoś gdzieś się odezwał, że scenariusz nosi cechy homofobiczne. Odpowiadam: niech się ta osoba puknie w rozumek. Scenariusz razem z tymi cechami napisał ujawniony gej, od dawna w zalegalizowanym związku z mężczyzną. Kogo on ma potępiać? Siebie?

Mary – kupiłam ją w całości, od szaliczka po podeszwy butów. Przesympatyczna, ciepła postać. Czuje się, że będzie stanowić element dopełniający duet Holmes-Watson, a nie przeszkodę. Aż szkoda, że w oryginale autor ją utłukł. No ale może w serialu ocaleje.

Dialożki na cztery nożki między braciszkami Holmes są po prostu miodne, a grę w „Operację” muszę sobie ukraść do jakiegoś fanfika.

Poczułam się lekko zirytowana w momencie, kiedy pojawili się rodzice Sherlocka, bo u mnie oboje nie żyją. Nie ma jednak przepisu, że Moffat z Gatissem mają się dostosowywać do mojego pisania.

Podobał mi się Holmes, kiedy przepraszał Johna w wagonie metra. Taki nagle chudy, biedny i młodszy o kilkanaście lat. O, ta glizda puszysta jest doskonałym aktorem, choć na pewno nie wszystko w tej scenie było udawane. Naprawdę mu zależało. Za to nie kupuję rozwiązania z wyłącznikiem bomby. Zapętlił się bidny Mark w scenariuszu i użył brzytwy Ockhama, co mu nie za bardzo wyszło.

Struktura odcinka była dość chaotyczna, ale było to raczej bezbolesne aż do momentu, kiedy ni z gruszki ni z pietruszki w sam środek kawałka o podziemnych tunelach wetknięto następną historię skoku z dachu, całkiem jak mysz w tort. I właściwie tylko do tego mam poważne zastrzeżenie, bo efekt był taki, jakby montażysta pomylił kolejność scen. Co do całej reszty: nie żałuję, warto było czekać, choćby dla zobaczenia Sherlocka, przyciskającego chustkę do rozkwaszonego nosa, z miną „ale właściwie o co chodzi?”. Cały Holmes…



sobota, 04 stycznia 2014, toroj

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Mąka, *.dynamic.chello.pl
2014/01/05 00:11:48
Ha! Czekałam na recenzję i oto jest :)
A homofobiczne jest niby to, że ucięto scenę pocałunku na dachu, a pocałunek hetero pokazano w pełnym wymiarze. Aha.
-
2014/01/05 00:20:52
Phi, też coś... Nawet przy całym swoim poparciu dla slashy nie wymagałabym tego od aktorów. Magic trick mi wystarczy.
-
Gość: Hisa, *.dynamic.chello.pl
2014/01/05 22:28:11
Hm, ja za nieco homofobiczną uznałabym raczej ~obowiązkową~ scenę queerbaitingu aka Johna Mówiącego Że Nie Jest Gejem. To było śmieszne raz, potem się zrobiło męczące i przychamskawe trochę.
-
Gość: Madlen, *.skarzysko.vectranet.pl
2014/01/06 00:16:04
Wreszcie głos rozsądku. Cieszę się, że ktoś podchodzi do tego odcinka tak jak ja - do tej pory spotkałam się z wieloma opiniami wedle których twórcy wyśmiewają fanów (nie czuję się wyśmiana), że odcinek homofobiczny i że nie było tego, tego i tego, a powinno być.... Miło, że nie jestem osamotniona.
-
Gość: Mąka, *.dynamic.chello.pl
2014/01/06 10:40:57
Madlen, nie jesteś.
Powiem Ci, Toroj, że po dwóch odcinkach mam silne uczucie, że oglądam ekranizację Twoich fanfików ;)
-
2014/01/06 11:34:28
Po serwetkach też miałam takie wrażenie.