CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Przyjdzie zombie i cię wrąbie…

Przyjdzie zombie i cię wrąbie…

Dość często moje czynności odbywają się tzw. fazami, czyli ustala mi się pewna określona tematyka. Jak kryminał to 5 tomów pod rząd, jak space opera to od razu trylogia, jak marmolada to 10 słoików. Tym razem jest to etap zombie, utrzymujący się już od pewnego czasu w dolnej warstwie aktywności i od czasu do czasu przechodzący w fazę czynną. Zaczęło się przed dwoma laty od przeczytania „Zombie survival” Maxa Brooksa - moją pełną aprobatę zyskała logika i pragmatyzm autora. Następnie za ciosem poszły „Ciepłe ciała”, kiedy do kin weszła ekranizacja, z powodów marketingowych przemianowane w Polsce na „Wiecznie żywy” - nie wiem czy słusznie, ale może tytuł oryginalny za bardzo się kojarzył z eskimoskim pornolem. Natychmiast też, jeszcze przed zobaczeniem filmu, stwierdziłam, że książki tej nie można traktować ani jak post-apokaliptycznego SF, ani też magicznego fantasy – jest to opowieść alegoryczna, symboliczna, raczej trudna w odbiorze i wymagająca rozplątywania symboliki. Niemniej polecam. Nie bez kozery, kiedy brakuje nam energii i chęci do życia, mówimy, że czujemy się jak zombie.

 Na chwilę zainteresowałam się przeróbkami arcydzieł literatury na zombiczne, ale uczucie mi natychmiast wychłódło, kiedy w moje ręce trafił ebook „Przedwiośnie żywych trupów”. Nie, Żeromskiego naprawdę nie jestem w stanie czytać nawet w takiej formie. Ani „Opowieści zombilijnej”, ani „Dumy, uprzedzenia i zombi”, ani „Alicji z krainie zombi”. Może rozpoczęłam od złej pozycji (pozytywizm!), a może moje wewnętrzne zwierzątko uznało, że czytanie o zombi z książki, która sama w sobie jest zombi, to jakby już trochę przesada.

„Lamentowi zombie” bliżej do „Ciepłych ciał” niż do survivalu, ale powieść jest zbyt ponura i na razie ją odłożyłam do przeczytania później. Serial „Walkind Dead” oglądałam z początku ze sporym zainteresowaniem, lecz gdzieś na etapie osiedlenia bohaterów w stanowym więźniu odpadłam, bo fabuła zdawała się prowadzić donikąd. W każdym razie nauczyłam się z tego serialu bardzo ważnej rzeczy: zombi da się zabić cicho, wydajnie i bardzo oszczędnościowo za pomocą ciosu zadanego przez oko do mózgu – najlepiej za pomocą zaostrzonego pręta. (Oczywiście w starciu jeden na jeden.) Postanowiłam się zaopatrzyć w takie narzędzie w najbliższym Obi, Juli albo Praktikerze. Sądzę, że na skinów i kolędników też zadziała.

Nie mogę nie wspomnieć o doskonałej serii „Przegląd Końca Świata”, która zaczyna się sceną dziabania zombi patykiem, ale potem bardzo szybko zmienia się w świetny thriller społeczno-polityczny z niezwykle dobrze zarysowanym tłem, realiami świata i psychologią postaci. Autorka nie zapomniała o takim drobnym szczególe, jak to, że na logikę zwierzęta też powinny się zombifikować i bardzo zgrabnie rozwiązała tę kwestię. Żywa (czasami „nieżywa”) akcja też robi swoje. Nie wykluczam, że kiedyś sobie powtórzę lekturę, zwłaszcza że teraz czekam aż wydawnictwo łaskawie wypuści tom trzeci.

Obecnie jestem w trakcie 2 tomu „Apokalipsy Z” i choć moim zdaniem nie dorównuje „Przeglądowi”, autor dobrze sobie radzi z kreacją świata i psychologią bohaterów, chociaż parę razy użył tzw. boskiej interwencji, ale na szczęście niezbyt rażąco.

Gdzieś po drodze obejrzałam „War World Z” z Bradem Pittem i czoło mi się spłaszczyło od facepalmów oraz headdesców. Wiadomo, każda opowieść jest inna, czasami wymaga od odbiorcy zawieszenia niewiary, czasami ustala sobie swoje własne prawa, ale generalnie od każdej wymagam logiki. Tu natomiast z pełną świadomością reżyser na spółkę ze scenarzystą próbowali mi wcisnąć kit na każdym kroku. Sama nie wiem, jak dotrwałam do końca, nie wyrzucając monitora za okno. Infekcja, która po ugryzieniu rozwija się w ciągu 11 (słownie: jedenastu sekund). Nie godzin, nie minut, sekund. Żeby się przed nią uchronić, należy sobie odrąbać np. rączkę nim te 11 sekund minie. Jeśli jest się izraelską żołnierką, to nie przeżywa się po tym szoku bólowego, nie słabnie z upływu krwi, nie dostaje się też posocznicy. Zjadanie podków i sranie gwoździami w zestawie. Nosicielstwo uśpionej formy wirusa powoduje niewidzialność – znaczy zombi cię nie widzą. I tyle. Dlaczego – nie wiadomo. Poza tym zombi z WWZ są silne jak woły i szybkie jak lamparty, a jak podskoczą to umią ściągnąć z nieba śmigłowiec. Są też bardzo dobre w robieniu piramidy i przeskakiwaniu samochodów, co jest niezłym atutem gdyby któryś chciał się zatrudnić w cyrku. No ale nie chcą bo wolą gryźć ciepłych. Pitt jest bardzo smutnym naukowcem, bo jego córka ma astmę, a on się pokłócił ze swoim fryzjerem i do tego zombi mu zjadły samochód. Dzień zdecydowanie źle się zaczął a potem jest jeszcze gorzej. Potem pan naukowiec musi jechać z jednoręką Żydówką do jednego zazombionego laboratorium, żeby sobie wstrzyknąć cudowne lekarstwo na zombizm, co jest naturalnie Bardzo Ryzykowne (i Bardzo Debilne). Oczywiście lekarstwo działa, bo Brad Pitt jest Dobrą Postacią i musi wrócić do żony, która go kocha mimo fatalnych włosów. Kurtyna, napisy końcowe, dno w butelce z wódką. Hollywood jest ZUEM.

Na szczęście los się ulitował i zesłał kolegę, który mi powiedział, że książka jest trochę inna i stanowi raczej zbiór reportaży, więc zdecydowałam się dać jej szansę. Po czym zarwałam dwie noce, nie mogąc się oderwać. Dlaczego Brooks nie pozwał filmowców za powiązanie jego nazwiska z tym kinowym gniotem? Książka trochę inna? Mało powiedziane. CAŁKOWICIE inna. Film z „pierwowzorem” łączy jedynie tytuł i słowo „zombi”. Tak niesamowicie trzyma w napięciu, że parę razy musiałam sobie przypominać: „To zbiór wywiadów. Skoro dziennikarz robi z tymi ludźmi wywiady, to oni przeżyli, uspokój się.” Narracja pierwszoosobowa, pełna rozpiętość płci, wieku, profesji, pochodzenia bohaterów. Łączy ich jedno: przeżyli piekło. Niektórzy nadal w nim pozostają. Chyba największe wrażenie zrobiła na mnie opowieść japońskiego otaku, który w czasie apokalipsy był nastolatkiem i koniec świata zauważył dopiero wtedy, kiedy wysiadł mu Internet. Dlaczego scenarzyści nie wybrali np. wątku amerykańskiej pilotki, dziewczynki głodującej w Kanadzie i chirurga z Miami, żeby zgrabnie je połączyć w jedno? W książce Brooksa jest pomysłów na co najmniej 5 filmów i 3 seriale. Czemu nie wybrali wątku kapitana chińskiej łodzi podwodnej? Co im się nie spodobało w walce o Paryż? Bór Szumiący raczy wiedzieć.

Przymierzam się do zrobienia listy zombicznych filmów. Trochę tego będzie, ale chyba mniej, niż wampirycznych.



sobota, 25 stycznia 2014, toroj

Polecane wpisy

  • Sherlock Holmes i pusty karawan

    UWAGA SPOJLERY Właściwie powinnam poczekać z tym wpisem, aż obejrzę „Sherlock: Empty Hearse” po raz drugi, bo na razie mam w głowie za duży groch z

  • "Zgon" Gina Damico

    Zaliczyłam zgon. To znaczy „Zgon”, dzięki uprzejmości Fabryki Słów. Pytanie podstawowe: dobrze się czytało? Tak. Tłumaczenie było dobre? Tak. Histor

  • Maja Kossakowska - Grillbar Galaktyka

    Są takie książki, które się spożywa jak hamburgera – weszło jednym końcem, wylazło drugim, udział umysłu w konsumpcji na poziomie średnio pięciu aktywnych

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Sirith, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/01/26 06:54:45
Powątpiewałabym w to "mniej niż wampirycznych". Sam Romero napisał 7, z czego wyreżyserował 6...