CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Możesz mnie dotykać cz. 5

Ostatni, finalny rozdział "Możesz mnie dotykać".

I oczywiście obrazeczek, autorstwa Bro-harry.

czwartek, 24 maja 2012, toroj

Polecane wpisy

  • Chcesz być moim nieprzyjacielem?

    Miałam szczerą chęć opisać swoje wojaże w góry, ale wpadłam po uszy w całkiem inny projekt. Do przeczytania tutaj: Chcesz być moim nieprzyjacielem?

  • W Internecie jest nie tylko porno

    Tytuł: W Internecie jest nie tylko porno Autor: cyerus Oryginał: The Internet Is Not Just For Porn Zgoda na przekład: brak kontaktu Tłumacz: toroj Fan

  • Na wakacjach

    Na wakacjach autor: songlin tłumaczyła: Toroj oryginał: On Holiday źródło: http://archiveofourown.org/works/386326 kategoria: humor, slash seria: „Wol

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
kianur
2012/05/24 01:39:21
To się właśnie nazywa wielki finał, jeśli wiesz co mam na myśli :)
Warto było poczekać do końca. Uśmiałem się, ucieszyłem się, zdziwiłem się, zaczytałem się. Nawet nie musiałem wysilać wyobraźni żeby się domyślić, jak to wszystko miałoby wyglądać. Opisy dostarczyły wszystkiego, czego było trzeba, i ani grama więcej. Każde słowo ponad to, co już jest byłoby nadmiarem. Każde słowo mniej i historia straciłaby smak. I co lubiłem najbardziej w tej seryjce - im dalej w las i w historię, tym bardziej zmienia się narrator. Cóż za wspaniałe, zdumiewająco proste narzędzie! A jakie upajające, jak dzieje się tam i dzieje się w narracji. (zaczynam wchodzić w jakąś metakrytykę tutaj i zaraz sam się zacznę gubić, więc przerwę już zanim się pogrążę)
I faktem jest jedno - za mundurem nie tylko panny sznurem. Strażak, żołnierz, co za różnica.
Tylko jedno pytanie mam po tym wszystkim: o zgryz Sherlocka. "trzy - pięć milimetrów" to bagatelka? Strzeliłbym, że różnicę może milimetra, najwyżej dwóch można przeoczyć albo zwyczajnie olać, trzy to już sporo. Pięć to pół mojej przedniej jedynki, a uzębienie mam iście końskie (zmierzyłem specjalnie). Czyli przeciętna osoba w szparze rzędu 5mm mogłaby spokojnie wyhodować nowy ząb, tudzież trąbkę lub kłujkę wedle preferencji, może mały ogródek nawet. Trochę ciężko mi uwierzyć, że John mógłby nie zauważyć, że Sherrie może spokojnie palić bez użycia rąk ;)
-
2012/05/24 09:13:36
Sherlock nie ma szpary między jedynkami tylko tyłozgryz, co oznacza cofnięcie dolnej szczęki względem górnej. Przy niewielkiej różnicy to się nie rzuca w oczy, trzeba być specjalistą (tak jak np. Carter) żeby to u kogoś wypatrzeć, nie zaglądając mu specjalnie w zęby. Niedużą wadę zgryzu tego rodzaju ma Benedict Cumberbatch grający rolę Sherlocka (stąd inspiracja), potężny tyłozgryz miał Freddy Mercury, a daje się to zauważyć na niewielu zdjęciach i filmach, zwłaszcza kiedy ma już maskujące wąsy.
Cieszę się, że finał się podobał. Dziękuję za komentarz :-)
-
zoo-zanka
2012/05/24 19:00:39
Finał zwala z nóg. Mimo że wiedziałam, co będzie, to i tak czytałam (w pracy! rumieniąc się) i wstrzymywałam oddech co jakiś czas. Czy jest jakaś szansa na ekranizację z Cumberbatchem (ale bez pikseli)?
-
Gość: myszyna, *.dynamic.chello.pl
2012/05/25 00:08:24
Co by tu mądrego...
Ładne to było, wiesz?
Kiedyś, dawno temu, napisałaś mi Snape'a, co było zadziwiające.
Później mi napisałaś Milly Bulstrode, co też było zadziwiające i do tego słodkie.
A teraz piszesz Holmesa, z którym historia jest o tyle inna, że najpierw przeczytałam, a później zobaczyłam.
Nieustannie mnie zachwyca ciepło tych historii, a teraz jeszcze złapałam się na tym, że zapominałam oddychać przy piąteczce "możesz mnie dotykać". No bo się denerwowałam razem z Sherlockiem, postacią - było nie było - literacką.

"sherlotka" mi się podoba, scenka gdy John szepce Holmesowi w zaufaniu, że jest Szkotem mi się podoba, a najbardziej mi się spodobało, że nie ucięłaś epizodu na scenie sypialnianej - z komentarzem "i żyli długo i szczęśliwie", tylko pociągnęłaś ją do paniki Sherlocka, by go uspokoić i powierzyć Watsonowi w opiekę, by żyli długo i szczęśliwie.
Było fajne bo, po raz - niegłupie, Sherlock mógłby tak, ja Ci to mówię, po dwa - niespodziewane, bo już się szykowałam na koniec przyjemności, a tu była jeszcze CAŁA JEDNA SCENA i mogłam jeszcze poczytać. Co było DOBREM.

Trochę pożałowałam, że trzymałaś się w realiach "żołnierza" - od czasu, kiedy go napisałaś, chłopcy dość mocno zyskali na wyrazistości i psychologii - i miałam wrażenie, że fakty z "żołnierza" cokolwiek Cię ograniczają. Znaczy nie miałabym nic przeciw temu, żebyś napisała alternatywę do siebie samej :D. Swoją drogą, dla mojej pustej ciekawości - od początku chciałaś wepchnąć Johna do klubu gejowskiego, czy może z Viatorem wywieraliście na siebie wzajemny wpływ fabularny?

Robi na mnie wrażenie ilość różnych szczegółów: jak się skropli woda w pomieszczeniu o jakimś kształcie, jak się nazywa hafefobia, jakie są gatunki jabłek i zwyczaje godowe pandy i cała masa takich drobiażdżków, które pewnie nie mają znaczenia dla fabuły, ale robią tak, jak cytrynka do łososia. Dobrze robią.

Bardzo to jest miłe z Twojej strony, że piszesz takie ładne rzeczy i podsuwasz mi je do przeczytania. Dziękuję :)
-
kianur
2012/05/25 20:21:34
AAAAAch. Źle zrozumiałem po prostu, wybacz :)
Ale to znaczy że spędziłem urocze dziesięć minut mierząc sobie zęby linijką zupełnie niepotrzebnie... dobrze że nikt nie widział!