CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
O pożytku płynącym z seriali

O pożytku płynącym z seriali

Jest takie powiedzenie: „Uwielbiam sport, mógłbym na niego patrzeć godzinami”. To się zgadza z moimi poglądami - tyle, że ja nawet patrzeć na niego nie chcę. Dzieckiem byłam szczupłym, choć nie chudym. Moja aktywność ruchowa do 12 roku życia polegała na łażeniu po drzewach, jeździe na rowerze, grze w gumę i zabawach podwórkowych z wykorzystaniem piłki. Natomiast tak zwane „wychowanie fizyczne” w szkole to było jedno pasmo udręki. Dzieciaki trzymane w ławkach po 7-8 godzin, raz w tygodniu przez 2 godziny miały nadrabiać tygodniowy bezruch i garbienie się w ławce. Musieliśmy do tego osiągać jakieś standardy w tabelkach, ale oczywiście zwykle było za wolno, za nisko, zbyt niezdarnie, nie tak jak być powinno... i na koniec z łaski „trzy na szynach”. Motywacja jak stąd do Peru, no nie? Nic dziwnego, że w liceum to już wuefu nienawidziłyśmy wszystkie (może z jednym tylko wyjątkiem, naprawdę jednym jedynym).

Jako że jestem typowym Ślizgonem, dla mnie ruch musi mieć sens. Mogę nosić wiadra węgla na drugie piętro, piłować i rąbać drewno – samo do pieca nie dojdzie. Mogę odśnieżać chodniki. Chodzić godzinami po lesie, szukając grzybów albo jagód. Wyrabiać kilometry po centrach handlowych w poszukiwaniu butów. I temu podobnie.

Miło sobie popatrzeć na idealnie wyrzeźbioną klatę Taylora Lautnera, ale jak pomyślę ile czasu on spędził na siłowni na mechanicznym powtarzaniu „up-down-up-down” to mi się wszystko w środku obtrząsa z dużym FUJ.

Jak pisałam wcześniej, wróciłam na dietę z powodu nadliczbowych kilogramów i niechęci do ponownej wymiany całej garderoby. (Szczególną motywacją jest pewna kiecka z Zary.) Jednak z powodu mego wstrętu do gimnastyki wolę się głodzić, niż ćwiczyć. Oczywiście jest to nierozsądne, gdyż nawet święty Dukan zaleca ruch. Nawet onegdaj nabyłam drogą kupna rowerek stacjonarny, który po początkowym rozruchu zaczął się kurzyć w kącie. Po prostu przy minimalnym nawet obciążeniu wytrzymywałam co najwyżej 20 minut, schodziłam z tej machiny tortur spocona jak szczur i było bardzo niefajnie. Mówienie sobie, że właśnie spaliłam jakieś 100 czy 200 kalorii jakoś nie wzbudzało we mnie euforii. Postanowiłam więc tym razem podejść do sprawy naukowo i rozebrać ją na czynniki pierwsze. Nie lubię ćwiczyć bo:

  1. to jest nudne
  2. nieprzyjemne i męczące

Czyli należy wyeliminować czynniki zniechęcające. Próbowałam czytać podczas pedałowania, ale bodźce okazały się za słabe, by odwrócić moją uwagę od tego, że się ruszam i to ruszam bezcelowo. Przy drugiej próbie postawiłam rower przed komputerem i zdjęłam całkowicie blokadę z koła - ostatecznie nie chcę sobie wyrobić mięśni łydek tylko po prostu zmusić się do jakiejkolwiek aktywności poza ruszaniem myszą i klepaniem w klawisze. Po czym włączyłam odcinek Unforgettable i pajechali! Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Przez 40 minut, aż do końca odcinka energicznie ruszałam nogami, a mózg miałam zajęty opowieścią kryminalną. Jeśli chciałam sprawdzić ile mi jeszcze zostało tego machania to proszę bardzo: odtwarzacz ma licznik w lewym górnym rogu. Następnego dnia jeździłam do amerykańskiego Sherlocka, a kolejnego do Doktora Who. Bolały mnie ręce, więc zaczęłam wkładać rękawiczki rowerowe. Dziś będę jechać do Criminal minds lub do Grimma, jeśli pojawią się do niego napisy. Waga pokazuje, że w ciągu trzech dni zgubiłam gdzieś niezauważalnie prawie kilogram. I niech kto powie teraz, że seriale to bezpożytkowe marnowanie czasu!



wtorek, 28 lutego 2012, toroj
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/29 10:44:16
Uwaga na zakwasy! Czas jeżdżenia lepiej jest z tego względu zwiększać stopniowo.
Criminal minds w tym sezonie (o dziwo) dużo lepiej niż w zeszłym, a już myślałam, że trzeba się będzie pożegnać.
-
2012/02/29 17:11:43
Z rowerem mam tak samo, tj. jeżdżę i oglądam (wczorajszą jazdę jeszcze czuję w mięśniach), ale męczyć się jednak lubię i lubię szybkie efekty, stąd decyzja o powrocie do treningów siłowych, dzięki bogom za siłownię na osiedlu, bo jeździć gdzieś na pewno by mi się nie chciało.
PS. Gratuluję wyników, a będą jeszcze lepsze :-)