|
Blog > Komentarze do wpisu
Codzienność w sieci oraz o tym, gdzie czai się yaoi
Wpierw koło 8 rano na 5 sekund obudził mnie Smok, który szykował się do pracy, więc w ciągu owych 5 sekund wsadziłam sobie stopery do uszu i zasnęłam ponownie. Następnie po raz drugi poderwał mnie z łoża Morfeusza znajomy, który o godzinie 9:50 zadzwonił z pytaniem, czy jego syn ma wstawiać do tekstu przypisy czy nie ma wstawiać do tekstu przypisów. Byłam tak mało przytomna, że nawet nie upier**liłam mu czaszki wraz z przyległym kręgosłupem. Pozwolę sobie zacytować Rafała Kosika, z zawodu literata: „Istnieje teoria, że ludzie miewają kryzys senny gdzieś około godziny pierwszej po południu. Ja też go mam – muszę wstać”. Jest to cytat może niedosłowny, ale wiadomo o co chodzi. Jeśli zadzwonisz do pisarza/tłumacza/redaktora przed godziną 12 w południe, to na 90% możesz być pewien, że nawet jeśli będzie z tobą pogodnie i w miarę sensownie rozmawiać, robi to przez sen – po odłożeniu komórki przewróci się z powrotem w bety i prawdopodobnie wykasuje z umysłu fakt, że w ogóle odbył jakąkolwiek rozmowę z kimkolwiek. Chyba że ma psa i musiał z tym psem wyjść o 7:00 na spacer. Ale powiedzmy sobie szczerze, jaki normalny literat trzyma psa? Pisarz ma kota, a kot ma kuwetę. Moje koty już całe lata temu nauczyły się, że darcie ryja o poranku jest kompletnie bezcelowe, bo pańcia o tej porze stanowi jedynie kawałek oddychającego mięsa. I nic dziwnego, skoro prowadzi bardzo regularny tryb życia: regularnie kładzie się o trzeciej nad ranem. Stresy przedpołudniowe łaskawie postanowiła mi wynagrodzić waga i pokazała kilogram mniej. Jak widać z poprzedniej notki, serial o Sherlocku Holmesie poruszył we mnie pewne struny i zaowocował dziełkiem literackim. Wkleiłam je nie tylko na blogu, ale również na forum fanfikciarskim i nawet dostałam parę komentarzy. Jeden pozwolę sobie zacytować, gdyż zadumałam się nad nim. Początkowo sam się wzruszyłem, ale niestety później Sherlock został ożywiony i powołany do występu w soft yaoi. Styl ładny, umiesz budować napięcie, ale osobiście zakończyłbym to inaczej. Bez ożywania Sherlocka. Dobra, facet wolałby, żeby Holmes nie żył. Jego rude prawo, może woleć, może napisać własną wersję, w której pod marmurowym nagrobkiem istotnie spoczywa S.H. i wstanie dopiero na Sąd Ostateczny. Jednak w kanonicznym dziele samego Doyle’a i w serialu Sherlock przeżył, a ja nie lubię uśmiercania bohaterów i to jest moje prawo. Luzik. Czytelnik wziął się wzruszył, a potem mu przeszło, bo zobaczył bohaterów w „soft yaoi” – i tu już brwi mi dotknęły granicy włosów. Nie z powodu domniemanej homofobii komentującego, ale dlatego, że on zobaczył w tej miniaturce slash. Przyszło nam żyć w czasach absurdalnych, kiedy mężczyzna nie może przyglądać się bawiącym się dzieciom bez podejrzenia o pedofilię, przedszkolanka nie przytuli płaczącego malucha, bo może mieć z tego powodu problemy. Dziewczyna całująca starszego pana w policzek w oczach świadków to jego utrzymanka, a nie córka czy wnuczka. Dwie kobiety idące pod rękę ulicą to na pewno lesbijki, a dwóch facetów wynajmujących razem mieszkanie to... Zresztą właśnie z tego wyśmiewają się dobrodusznie twórcy serialu, w każdym niemal odcinku stawiają na drodze Holmesa i Watsona osoby „przesadnie tolerancyjne”, przyjmujące z góry za pewnik, że ci dwaj ze sobą sypiają. Dwaj mężczyźni nie mogą przebywać w jednym pomieszczeniu, nie mogą się dotknąć inaczej niż w formie „szejkhendu”, inaczej automatycznie przylepia im się etykietkę homoseksualistów. Gdyby według tego klucza analizować inne pozycje literackie, to bosman Nowicki był pedofilem molestującym nieletniego Tomka Wilmowskiego (nie dość, że zajmowali jedną kajutę, to jeszcze Nowicki w drugim tomie niósł na rękach rannego chłopaka i płakał – zatem jest wysoce podejrzany). Ania Shirley i Diana Barry szykowały się do spania w jednym łóżku w gościnnym pokoju... Stosunki Muminka i Włóczykija są co najmniej niepewne, a Paszczak w sukience po ciotce jest klasycznym transwestytą, czyż nie? I czy muszę przypominać o słynnej sprawie Teletubisia z torebką? Jak więc powinna wyglądać scena ponownego spotkania Watsona i Holmesa, żeby nie była „gejowska”? - Och, Sherlock, żyjesz! - Tak, John, żyję. To chyba widać. - Jak mogłeś nam to zrobić?! - To było konieczne. Przy okazji, gdzie są moje rzeczy? - Oddaliśmy je do Armii Zbawienia. - Co za szkoda. Poproś panią Hudson, żeby zaparzyła herbaty. Tak jakby już nie to, prawda? Kiedy na konwentach spotykają się znajomi, ich powitania wyglądają rozmaicie: skinienie głową, uśmiech, słowo „cześć”; podanie ręki, jeśli ich stosunki są nieco bliższe; ale stopień trzeci zażyłości, kiedy mówimy o długoletnich przyjaźniach, to klasyczny „niedźwiadek”. Czy oznacza on, że dwaj panowie robiący „misia” przed salą prelekcyjną, za chwilę będą szukać ustronnego kącika, by się obmacywać bardziej dokładnie? Uszami wyobraźni słyszę już straszliwy rechot swoich konwentowych kumpli. A teraz na „misia” popatrzmy przez pryzmat szoku, długotrwałego napięcia nerwowego, fazy zaprzeczenia, żałoby i rozmaitych uczuć kłębiących się całymi tygodniami, ba! miesiącami w umyśle Johna Watsona. Czy wówczas szukanie fizycznego kontaktu, objęcie najbliższego przyjaciela nie wydaje się całkowicie naturalne? A nawet to bezsilne zwieszenie głowy w geście ulgi, kiedy stuka się nosem w najbliższy przedmiot – w tym wypadku bark Sherlocka (patrz różnica wzrostu obu panów). Gdyby Watson był w normalnym stanie ducha, pewnie do tego by nie doszło, ale, na Merlina i Doyle’a, nie był! Był tak zmaltretowany, że zemdlał i wylądował na kanapce pod żółtą buźką. Holmes, wiedziony logiką, otworzył okno, by dostarczyć tlenu i przykrył kumpla płaszczem, by John nie zmarzł. W ten sposób pierwszym bodźcem, jaki dotarł do Johna po odzyskaniu świadomości był zapach – ten sam, jaki w ciągu półtora roku przywykł wiązać ze swoim przyjacielem. A zapewniam, że zapachy potrafią nas stymulować znacznie silniej nawet niż obrazy. Wełniany granatowy płaszcz może należeć do kogokolwiek, ale wełniany płaszcz pachnący Sherlockiem Holmesem należy do Sherlocka Holmesa. I kropka. A teraz Sherlock. W odcinku „The Hounds of Baskerville” Watson otwartym tekstem oznajmia, że Sherlock ma zespół Aspergera. I to się dokładnie zgadza z całym zachowaniem Holmesa. Jest geniuszem, ale geniuszem w pewien sposób ułomnym. Nie należy do „ordinary people” – jak to raczył określić Moriarty w scenie na dachu. „Zwykły człowiek” być może siedziałby obok przyjaciela i czekał aż ten się ocknie, ale Sherlock gra na skrzypcach. Aspergerowcy są rozmaici, lecz symptom nadszczerości i problem z socjalizacją są ich cechami charakterystycznymi. To co my „zwykli” wchłaniamy nie wiadomo jak i kiedy, pojmujemy instynktownie, oni wypracowują podczas ćwiczeń terapeutycznych i uczą się odpowiednich zachowań w rozmaitych scenariuszach, by jako-tako funkcjonować w społeczeństwie. Stąd zaskoczenie i niepewność Sherlocka, kiedy John Watson zachowuje się irracjonalnie. Holmes się gubi, sztywnieje, nie wie co robić. Nie dlatego, że wyczuł jakieś podteksty seksualne – po prostu żaden scenariusz tego nie przewidywał, wielki detektyw Sherlock Holmes nie ma na tę okoliczność stosownego folderu w swoim mózgu-komputerze. Dlatego upewnia się: „Tak się zachowują ludzie w takich sytuacjach?” i dopiero kiedy otrzymuje potwierdzenie, niepewnie, z pewnym zakłopotaniem próbuje się dostosować. Do namiętnego pocałunku w następnym wersie nie doszło, zapewniam. piątek, 24 lutego 2012, toroj
TrackBack
Komentarze
2012/02/24 23:18:01
A czy koniecznie musimy nazywać to, co między nimi jest w tym serialu? Albo kumple, albo gejowska para, tertium non datur - i właśnie ten brak jakiejkolwiek "innej opcji", niedopuszczanie przez ludzi odcieni, irytuje mnie strasznie. A przecież już odcinek z Irene pokazał, że, jak to ktoś ujął, ludzka seksualność, a od siebie dodałabym, że również emocjonalność dziwnymi drogami chadza.
Opowiadanie podoba mi się tak bardzo, że nie schodzi mi z myśli odkąd je przeczytałam. Jest niedopowiedziane i to niedopowiedzenie jest właśnie wspaniałe: zepsułoby dużo w tej historii i pociągnięcie jej w stronę "przyczajonego yaoia", i w stronę "żebytylkoniebyłogejowsko", a ja w sumie nie chciałabym żadnego namiętnego pocałunku, bo to by już nie byli oni, tylko banał.
Gość: Megumi, bpy116.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/02/25 00:59:28
Popłakałam się (ze śmiechu, oczywiście) na komentarz o Bosmanie Nowickim. Ale Paszczaka i jego sukienek bym nie broniła. Paszczak jest cokolwiek podejrzanym Paszczakiem :)
Gość: Andromeda, afdh90.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/02/25 11:19:13
Aha, więc Sherlock otworzył okno, żeby wpuścić więcej powietrza, i przykrył Johna płaszczem! Może jestem mało spostrzegawcza, ale nie domyśliłam się tego na podstawie Twojego fanfika. Ja zobaczyłam, że John po prostu leży na kanapie obok płaszcza, a Sherlock gra na skrzypcach przy otwartym oknie. Ale to dużo wyjaśnia :)
A co do wątków slashowych, to absolutnie się z Tobą zgadzam - nie wiem, czemu ludzie wszędzie dopatrują się slashów. Jakby ludzie nie mogli być najlepszymi przyjaciółmi bez żadnych podtekstów seksualnych. Zresztą ja z moją przyjaciółką też się z tego naśmiewamy - bo ponoć już jakieś jej znajome zaczęły się dopytywać, czy jesteśmy parą, a my nawet nie chodziłyśmy za rączkę! Teraz się chwalimy, że spałyśmy ze sobą - bo na paru wyjazdach zdarzyło nam się spać na jednej wersalce ;) A czasem ostentacyjne chodzimy za rękę, żeby siać zgorszenie. Chociaż chyba nikt się na to nie nabiera, bo machamy przy tym rękami jak przedszkolaki :) |
Tak poza tym to kocham ten fandom ;)