CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
NIE DLA ACTA

NIE DLA ACTA

Właściwie miałam napisać o cmentarzach dla zwierząt, ale ten temat odłożę na nieco później. W tej chwili bardziej actualne jest ACTA. Jestem pisarką, żyję z tego, że ludzie kupują moje książki i w zasadzie powinnam sikać z radości, że jacyś dobrzy wujaszkowie postanowili, alleluja-alleluja, zadbać o moje interesy. Gdyż albowiem po podpisaniu ACTA moje dochody wzrosną niebotycznie i kupię sobie willę, mercedesa oraz rasowego chomika. A jednak mówię: NIE DLA ACTA. Dlaczego? Bo jest oczywiście piramidalną bzdurą i prawniczym bublem. Kto miał chęć nabyć i przeczytać moje dzieła, nabył i przeczytał, kto nie chciał, to i tak ich nie kupi, choćby kosztowały 1 złoty, 20 groszy polskich, a za piractwo osadzano dożywotnio w Alcatraz. Jestem osobą od dawna dorosłą i świadomą, a jednak wujkowie w rządzie uznali, że nie wiem co dla mnie dobre, więc mnie uszczęśliwią na siłę, tak jakbym miała 4 latka i się uparła, że nie włożę rajstopek, bo nie i już. „Piractwo jest złe, proszę pani. Pani jako literat powinna to wiedzieć. My chcemy pani dobra!” To ja może lepiej schowam to swoje dobro głębiej, żeby go nie znaleźli... Tak, owszem, piractwo jest złe. I gdybym odkryła, że ktoś nielegalnie kseruje, kopiuje i sprzedaje moje książki, to bym mu łeb upitoliła przy samym odbycie. Natomiast jeśli ktoś bierze dla siebie, czy też rozdaje darmo/pożycza, to mogę tylko odwołać się do jego sumienia. Mam na utrzymaniu dwa koty, kredyt mieszkaniowy do spłacenia, benzyna też kosztuje, nie mówiąc o tym, że nie jestem bytem wirtualnym i muszę coś jeść oraz się w coś ubrać, więc dajcie mi zarobić. Wbrew obiegowym wyobrażeniom literat nie otrzymuje z ceny okładkowej połowy, tylko 10%. Łatwo policzyć, że z 30 zł ceny książki pisarz dostaje 3 zł. Dołożę 40 groszy i kupię sobie bilet na autobus. Wracając do nieszczęsnej sprawy ACTA, teoretycznie powinnam ją albo poprzeć, albo mieć głęboko w d..., uznając, że w żaden sposób nie zmieni mojej sytuacji – ani na plus, ani na minus. I tu pozwolę sobie na jeszcze jedną dygresję: dawno temu chciałam, by zmieniono moje zdjęcie na wikipedii, gdyż nie dość, że było grubo nieaktualne, to jeszcze wyglądam na nim jak nietrzeźwa albo naćpana. Dostarczyłam aktualną fotografię zrobioną przez małżonka – powisiała chwilę i została zdjęta przez moderatora jako naruszająca czyjeś dobra. Nie wiem czyje, bo moje na pewno nie. Przepychanki trwały jakiś czas, a do mózgownicy moda nie docierało nijak, że osoba, której dotyczy hasło w wikipedii, życzy sobie innej fotki, ta druga fotka niczego nikomu nie narusza i jest zgodna z dyrektywami UE oraz doktrynami pastafarianizmu. Zero zrozumienia. Starej fotki też nie dało się zdjąć, nadal wiszę tam jako ofiara niefotogeniczności. No i teraz wyobraźcie sobie tę sytuację pomnożoną razy tysiąc. Ten wielki, wszechogarniający bajzel, kiedy każdy będzie podejrzewał każdego, autorom własnych fotografii, notatek i tekstów będzie się grozić sądem i więzieniem, bo nie będą potrafili udowodnić z całą pewnością, że to są naprawdę ich rzeczy. (W tym momencie przypomniał mi się mój daleki kuzyn, jak przed laty, po wydaniu „Tkacza Iluzji” nachylił się do mnie i spytał konfidencjonalnym szeptem: „Ale powiedz tak naprawdę... kto ci to napisał?”. Kurtyna.) A służby będą hurtowo zamykać strony i całe portale, tak na wszelki wypadek. „Zabijmy wszystkich, Bóg rozpozna swoich”. A w jaki sposób ACTA może zaszkodzić mnie osobiście? Bo owszem, może. Jako pisarz i redaktor potrzebuję bardzo obszernej biblioteki danych, za którą w tej chwili robi Internet. Jeśli chcę sprawdzić jakiś cytat, prawidłową pisownię prawdziwego nazwiska Marka Twaina czy potrzebuję znać rok, w którym wprowadzono do obiegu samopowtarzalne pistolety (owszem, potrzebowałam tego przy pracy nad książką Marka Hoddera o Skaczącym Jacku), otwieram google i mam odpowiedź w ciągu pięciu-dziesięciu minut. A już zamieszczane w sieci zdjęcia są wręcz bezcenne. W momencie kiedy to źródło wiedzy zostanie okrojone, wszyscy ludzie zajmujący się słowem pisanym cofają się jakieś 30 lat wstecz. Legalna Polska Biblioteka Internetowa, która tak się szumnie zapowiadała, obecnie pod „opieką” Biblioteki Narodowej, jest kupą wirtualnej makulatury, gdzie szukanie czegokolwiek wymaga niemalże takiego samego wysiłku jak poszukiwania w bibliotece realnej. (Wyszukiwarka haseł w tekście nie działa, sprawdziłam.) Jaka jest alternatywa? Z wypisanymi na karteczce hasłami do sprawdzenia jeździmy do bibliotek (o ile jest jakaś w pobliżu), połowy potrzebnych książek oczywiście tam nie ma, bo to jest Polska i tu się stawia pomniki, a nie dba o księgozbiory. Dla mnie osobiście taka wyprawa do biblioteki wojewódzkiej to minimum 3 godziny. Już widzę tę szaloną radość wydawcy, któremu termin merytorycznej redakcji książki z 3 tygodni zmienia się w 3 miesiące i do tego praca będzie gorszej jakości.

Co poza tym? Koniec z całą reklamą w drugim obiegu. Nie dowiem się o istnieniu 99 procent muzyków i śpiewaków, gdyż nie trafię na żadnym z czytanych blogów na żadną ich fotografię, ani na kawałek wykonywanej przez nich muzyki w formacie mp3. Nie zapoznam się z większością książek, które mogliby reklamować moi sieciowi znajomi i nieznajomi, wklejając na zachętę okładki i fragmenty tekstów. A więc i ja jako autor nie załapię się na całą tę szeptaną reklamę, czyli stracę potencjalnych klientów. Co więcej, gdybym sama osobiście na własnym blogu zamieściła własne, osobiste opowiadanie, jakiś nadgorliwiec mógłby mi go zamknąć, a ja bym wylądowała na policji, tłumacząc się, że nie jestem wielbłądem. Interpretacja przepisów ACTA pozwala też na szarpanie wszystkich autorów fanfików (wtedy idę siedzieć podwójnie), a także osoby, które te fanfiki na zasadach non protit publication udostępniały na swoich blogach, stronach i forach (tu już mam dożywocie jak nic). Tak więc owszem, powtarzam jeszcze raz: porozumienie ACTA zaszkodzi mi jako pisarzowi, choć niby powinno mnie chronić. Moje rozczarowanie działaniami PO ze zwyczajnego przemieniło się w bardzo głębokie i w następnych wyborach platforma już może na mnie nie liczyć. Panie Tusk, jestem już dużą dziewczynką i moje rajstopki proszę zostawić w spokoju.



wtorek, 24 stycznia 2012, toroj
Tagi: ACTA

Polecane wpisy

  • PYRKON 2014

    PYRKON Miejsce: teren Targów Poznańskich czas: 21-23 marca Na 98% będę tam prowadzić kilka punktów programu i ogólnie cieszyć się życiem. pt 16:30 - Aula 2 - Li

  • Ahoj, Brytanio, nadchodzę!

    Jutro wieczorem będę się przechadzać po Baker Street. Serio-serio. Karta pokładowa wydrukowana, plecak spakowany, ogórki kiszone i polska kiełbasa w lodówce. Tr

  • KOCIA FOCIA

    Mały kot i wielkie geranium czyli nauczyliśmy się wchodzić na parapet. Śpimy w różnych miejscach i różnych pozycjach, ale najczęściej na miękkiej kołderce, w l

  • Internet cenzurują!

    Taka wieść krąży dziś po Europie, widmo takie. W istocie to tylko kolejna odsłona historii, o której pisałem w lipcu , czyli dalsze prace nad europejską dyrekty

  • Głosami europosłów PO Parlament Europejski przyjmuje cenzurę internetu #ACTA 2

    Parlament Europejski przyjął projekt dyrektywy o prawie autorskim dotyczącym internetu. Uchwalenie ACTA 2 m.in. głosami europosłów PO oburzyło wielu intern

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/01/24 16:20:50
Podpisuję się, wiadomo, ale boję się, że to nic nie da. Potrzebna ludziom taka ochrona jak kurwie bliźnięta, pardon my Klatchian.
Pisać się odechciewa :-/
-
Gość: Duszek, *.dynamic.chello.pl
2012/01/24 22:09:45
Kwik :) obiecuję słać paczki do więzienia. ;))
-
Gość: Anw, *.dynamic.chello.pl
2012/01/25 01:13:08
problem z ACTA to przede wszystkim jej nieprecyzyjność i przekazanie ścigania piratów innym organizacjom niż policja itp, ponadto stawianie praw własności ponad prawa człowieka. czytając ACTA ma się wrażenie, że wszyscy korzystający z internetu po prostu marzą, by spiracić, ile się da, i kąpac się w tych spiraconych plikach, więc dlatego trzeba wszystkich prewencyjnie zamknąć.
to, o czym piszesz, Moja Ulubiona Pisarko, ten cyrk ze zdjęciem na wiki, to ogólny problem praw autorskich, które nadęły się do niemożebności, oraz roszczeniowego podejścia organizacji dzierżących te prawa/występujących w imieniu artystów: w każdym innym biznesie powiedziano by, że to monopol i powinien być rozmontowany [np. w USA 5 największych wytwórni muzycznych ma ~90% rynku], tu jeszcze się skacze jak wokół śmierdzącego jaja.
moją odpowiedzią na to, jak sprzedać dzieła, dostępne do ściągnięcia "za friko" w internecie, i osiągnąć zysk, jest nader trudne pytanie: jak, do cholery, sprzedają swój towar producenci wody butelkowanej?? [marketing, lenistwo klientów, wygoda, w przypadku utworów - aspekt wspierania ulubionego artysty, odpowiednio dobrana cena...]
bardzo się cieszę, że podnosisz ten temat, i do tego mam nadzieję, że ta "I wojna internetowa" da impuls do reformy praw autorskich.
PS: ja w żadnym wypadku nie chcę pozbawić twórców dochodów, bo ja na serio nie chcę, by nagle wszyscy zeszli śmiercią głodową/nie mieli czasu tworzyć, bo napylają w Biedronce na kasie, tylko chcę zapewnić i im dochody, i sobie przestrzen do życia.
zainteresowanym problematyką praw autorskich polecam "Wolną kulturę" LAwrence'a Lessiga, dostępną tutaj po polsku na licencji Creative Commons.
-
Gość: Babydoll, *.opera-mini.net
2012/01/25 08:15:15
Oczywiście się w pełni zgadzam. W takim świecie będę bała się żyć. A ACTA jednak robi więcej złego niż dobrego. Lekarstwo o wiele gorsze niż choroba.
-
Gość: , *.cable-modem.tkk.net.pl
2012/01/25 10:00:11
Najśmieszniejsze jest to, że sami na siebie tym prawem kręcą stryczek, bo tak jak napisałaś, ludzie nie będę mieli możliwości zbadania tego co kupują a nikt nikt przeciez nie będzie kupował kota w worku. O większości artystów nawet nie usłyszymy, na czym straci tylko kultura ogólnoświatowa. Dla mnie, jako dla fanki kina azjatyckiego, jest to szczególnie bolesne, ponieważ nie będę miała już szansy ani niczego obejrzec ani usłyszec. Tym bardziej, że u nas nie ma możliwości kupienia ich płyt czy filmów.
Dla mnie zagadką jest tylko jedno: jak to możliwe, że wszyscy widzą skutki działania takiego prawa, tylko nie ci którzy siedzą na najwyższych stołkach?
Pozdrawiam,
Ferr
-
bartoszcze
2012/01/25 13:00:34
Problem z ACTA polega na tym, że nikt nie czytał, a wszyscy są ekspertami.
Wszystko, co w ACTA, już zasadniczo w prawie polskim jest.
bartoszcze.blox.pl/2012/01/ACTA-histerii.html

I tak na marginesie, czy pisząc książkę dostajesz kasę tylko z egzemplarzy, czy może jeszcze coś więcej?
-
2012/01/25 14:01:14
A za co miałoby być to "coś jeszcze"? Jeśli coś zyskuję to jedynie w drodze wymiany barterowej, kiedy wydawca podaruje mi jakieś książki innych autorów do poczytania.
-
bartoszcze
2012/01/25 14:06:07
Ja wiem, za podpisanie umowy na wydanie książki? Chyba że takie rzeczy o tylko w Erze i u Grocholi.
-
2012/01/25 14:15:10
Ale się Pana/Pani dowcipy trzymają... Autor okrzepły na rynku może otrzymać zaliczkę na poczet książki, ale potem oczywiście musi się z niej rozliczyć. Kasy tylko za to, że "raczył" nie dostawał i nie dostaje ani Sapkowski, ani Pilipiuk, ani tak popularny w tej chwili Grzędowicz. A Ery już nie ma, jest T-Mobile.
-
Gość: ilonka, *.acn.waw.pl
2012/01/25 18:04:27
Wszystko dokładnie tak samo jak ja to odczuwam i rozumiem. Rząd PO-PiSowo strzelił sobie w stopę. Nawet trudno spekulować ile wyborców w ten sposób stracili.

Ale zmartwiło mnie to ze zdjęciem w wikipedii, przecież powinno być dziecinnie łatwe pod warunkiem, że zdjęcie jest umieszczane przez autora np. na licencji CC.
-
Gość: R, *.aster.pl
2012/01/25 22:02:32
Toroj, a pamietasz z syfa awanture z Ziemkiewiczem, ktory uwazal, ze nie wolno ksiazek sobie pozyczac, kazdy ma kupic wlasna, a biblioteki platne? Oto sie spelni jego marzenie?
A ja siedzie po tej stronie, gdzie maja byc scinani ci polapani piraci... Nie wiem jak to ma w praktyce wygladac jezeli powazne sprawy ciagna sie w sadach srednio 3 lata... Kto to bedzie lapal i rozpatrywal? Ze niby acta nad prawem? Swietnie, ale pozwy o odszkodowania i przewleklosci juz nie...
-
Gość: , *.cable-modem.tkk.net.pl
2012/01/26 18:36:08
Toroj, piszę pracę zaliczeniową i chciałam zapytac czy mogę cię zacytowac jeśli chodzi o ten konkretny wpis na blogu? Pytam, żeby nie było, że Cię okradłam :)
Pozdrawiam,
Ferr
-
2012/01/26 18:53:15
Nie ma sprawy, cytuj.
-
Gość: , *.cable-modem.tkk.net.pl
2012/01/26 19:33:26
Dzięki Ci wielkie :)
Ferr
-
Gość: Maple Fay, *.internetdsl.tpnet.pl
2012/01/27 09:25:21
Solidaryzuję się w stu procentach.
A fanfiki przyjdzie nam rozsyłać pocztą pantoflową wśród znajomych, i tworzyć szalone listy mailingowe na tysiące adresów. Moja skrzynka już się cieszy.
Pozdrawiam ciepło!
-
Gość: Minerwa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/01/27 23:00:26
A propos, Toroj, dzięki za Maszeńke! Przecudna. Arthur twierdzi, że jej jazdy z Niedźwiedziem czasem przypominają mu jego własne z Chomikiem...
-
2012/01/29 18:08:17
Szanowna autorko czytanych i kupowanych(sic!) przeze mnie książek,
Czy istnieje szansa aby kolejnego zakupu książki Waćpani dokonać w wersji cyfrowej, a pieniądze przelać bezpośrednio na konto autorki? Gwarantuję, że kwota będzie zdecydowanie wyższa niż owe 3 złote.
Prośbę swoja motywuję tym, iż wolałabym aby autorka lubianych przeze mnie książek miała czas i godziwe warunki na tworzenie tychże, a nie traciła swój talent na szukanie pracy, dzięki której będzie mogła związać koniec z końcem.
Śmiem twierdzić, że wielu osób lubiących literaturę przyłączyłoby się do mojej prośby.
Pozdrawiam
Rudewredne
-
przykuta
2012/01/30 12:09:04
pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Kontakt/Zg%C5%82oszenie_zdj%C4%99cia

Punkt 1 i 2.

I starczy
-
przykuta
2012/01/30 12:17:32
Dodam tylko, że na wiki są tylko fotki, do których autor zgodził się na to, aby mogły być przez innych modyfikowane, kopiowane i rozpowszechniane w dowolnym celu. Brak zgody na to nie pozwala stwierdzić, czy autor zgodził się na to, aby na tych warunkach można było w dowolnym celu fotę wykorzystywać. Tak jest skonstruowane prawo, że aby człowiek mógł innemu pozwolić na to, by ten drugi mógł jego twórczość wykorzystać, to się musi nagimnastykować. Po wejściu ACTA gimnastyki będzie jeszcze więcej.
-
przykuta
2012/01/30 12:31:22
Może się na jakiś konwent wybiorę, to wtedy zrobię fotkę.
-
Gość: Minerwa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/01/30 20:53:19
Torojka, Rudaiwredna ma fajny pomysł! Gdyby to było możliwe, wolałabym dostać Twoją nową książkę jako ebooka, a kasę wysłać bezpośrednio Tobie na konto :)
-
bartoszcze
2012/01/30 21:15:57
Tak jest skonstruowane prawo, że aby człowiek mógł innemu pozwolić na to, by ten drugi mógł jego twórczość wykorzystać, to się musi nagimnastykować.

A potem kończy się tak, że opublikowany tekst ktoś bez żenady wali jako swój, bo przecież zakazu nie było.

Po wejściu ACTA gimnastyki będzie jeszcze więcej.

Pardonnez le mot: bzdura. Co mianowicie zmieni ACTA w tym zakresie, tak konkretnie?

a pieniądze przelać bezpośrednio na konto autorki?

Jeśli umowa z wydawcą nie przewiduje przeniesienia praw także w zakresie e-booków..
-
Gość: przykuta, 212.87.229.*
2012/01/31 11:40:21
"A potem kończy się tak, że opublikowany tekst ktoś bez żenady wali jako swój, bo przecież zakazu nie było."

Nie, należy podać autora oraz informację, że utwór jest udostępniony na wolnej licencji. To akurat jest wymagane przez licencję. Jeżeli sobie jakiś serwis użyje zdjęcie/tekst bez podania autora i licencji, to łamie licencję i łamie prawo.
-
Gość: przykuta, 212.87.229.*
2012/01/31 11:43:33
Dodatek:

creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl
-
bartoszcze
2012/01/31 12:09:54
Ale przecież pisałem o tym co się dzieje w sytuacji, jak ktoś się nie gimnastykuje.
-
Gość: przykuta, 212.87.229.*
2012/01/31 16:15:14
Zgadza się. Potem robimy coś takiego, żeby sprawę nagłośnić:

pl.wikinews.org/wiki/2007-09-06:_Czy_na_pewno_wiemy,_jak_korzysta%C4%87_ze_zdj%C4%99%C4%87_na_wolnych_licencjach%3F

A potem pojawia się czasami copyright paranoja i w konsekwencji nieraz bogu ducha/diabłu rozum winny użytkownik dostaje bęcki, bo nie zaznaczył licencji przy przesyłaniu zdjęcia. Mody już spacyfikowane. Jak coś, to mogę pomóc przy podobnych problemach: przykuta (goryl) o2 (dotka) pl. Tu już nie chcę swoimi wpisami bloga zaśmiecać.
-
Gość: Piotrus, *.hsd1.pa.comcast.net
2012/02/05 18:46:14
Przykuta juz tutaj podal, jak latwo dodac zdjecie na Wikipedie (linku nie podaje, bo jest zatrzymywany przez komentarz antyspamowy). Poprosilem administratorow o wiecej informacji na temat usuniecie zdjecia, ale na chwile obecna zakladam, ze zdjecie nie bylo udostepnione na wolnej licencji przez autora zdjecia. Polskie prawo (jak i prawo w wiekszosci innych krajow) wymaga, by autor zdjecia sam taka deklaracje zlozyl, co w przypadku wikipedii oznacza albo wlasnoreczne wgranie zdjecia z deklaracja autorstwa, badz wyslanie mejla potwierdzajacego, ze dane zdjecie zostalo wgrane za zgodza autora. Ew. pelnomocnika. Inaczej Wikipedia takie zdjecie usunie, bo intencje i zyczenia to jedno, a naruszenie praw autorskich dajace komus mozliwosc do pozwania Wikipedii, to smutna rzeczywistosc z ktora projekt musi sie liczyc :(
-
Gość: Piotrus, *.hsd1.pa.comcast.net
2012/02/05 18:59:01
Mam juz odpowiedz od jednog z dwoch administratorow, ktorzy zdjecie skasowali: "Źródło = nasza-klasa.pl, autor co prawda podany jakiś Jacek Białołęcki, ale licencja cc-by-sa - gdzie sobie nie przypominam, że N-K udostępniała w ten sposób treści (lub by je tak udostępniali użytkownicy na NK). A ten wikipedysta [Szymon S., ktory zdjecie na Wikipedia wgral - P.] Jackiem B. nie jest - zatem rutynowa sprawa: "znalazłem w sieci i nadałem fałszywą licencję"." Niestety, wiadomo czym jest pieklo wybrukowane :( Jak napisalem powyzej, nie bylo dodowu, ze autor (JB) udostepnil zdjecie na wolnej licencji, za niego nikt nie ma prawa tego zrobic bez dowodu pelnomocnictwa, wiec zdjecie zostalo skasowane. Prosty sposob przyworcenia: kontakt z Wikipedia za pomoca mejla, gdzie JB potwiedzi, ze jest autorem, zgadza sie na wolna licencje i prosi o przywrocenie zdjecia. Ani ja, ani Szymon, ani nikt inny nie mozemy legalnie tego zrobic - musi o to wystapic autor, wlasciciel praw.

A ze prawo niewygodne? To trzeba zmienic. I oczywscie nie w kierunku proponowanym przez ACTA, ktore jest duchowym spadkobierca takiego "bronienia prawa autorskich", ktore doporowadza do sytuacji jak powyzej.
-
Gość: Ejdzej, *.internetdsl.tpnet.pl
2012/02/15 17:25:49
Tak BTW: to paskudne i nieaktualne zdjęcie zrobił Szymon Sokół, który Ausirowi "na gębę" zezwolił ładować swoje fotki do Wikipedi w czasach, kiedy jeszcze nie było takiej ścisłej kontroli. Czyli może w każdej chwili polecieć na tej samej zasadzie, co zdjęcie o którym pisałaś, bo jest równie nielegalne :) Mógłbym napisać do Szymona, żeby potwierdził zgodę (i przesłać maila odpowiednim czynnikom), ale skoro zdjęcie paskudne to nie chcę się wysilać. Mogę za to błyskawicznie skasować...

Jeśli Jacek mi prześle jakąś ładną fotkę i wyraźnie zaznaczy, na jakiej licencji udostępnia (musowo, inaczej nieważne), to resztę technikaliów mogę popchnąć: ejdzej.wikipedysta@gmail.com

A jeśli się nie doczekam, to na Pyrkonie pstryknę, a w związku z tym że wystąpisz jako pisarka na spotkaniu z czytelnikami, czyli osoba powszechnie znana, której wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych w szczególności zawodowych (Art. 81 ust. 2 p. 1), nawet nie będę się musiał pytać o Twoją zgodę na rozpowszechnianie!
-
2012/02/24 07:55:11
@Ejdzej - nie musisz nawet pisać ;->
I cieszy mnie, że ktoś wreszcie postanowił w tej sprawie coś zrobić, bo mnie opadły ręce - właśnie przez takich ludzi jak Masur praktycznie zaprzestałem redagowania polskiej Wikipedii.
-
Gość: Ejdzej, *.internetdsl.tpnet.pl
2012/03/06 13:54:27
@Szymon;
Muszę mieć dowód na piśmie (choćby mailowym) - takie Wikimedia Commons ma zasady (zdjęcia własne, albo udokumentowana zgoda lub inne weryfikowalne źródło licencji), a że zaczęły być na poważnie egzekwowane dosyć późno, to kiedy polska Wikipedia przeszła na Commons w całości, to pojawiły się takie sytuacje jak Twoja (Masur z tym nie ma nic wspólnego, jest tylko cieciem, tak jak ja).

@Ewa:
Niestety, #Korpo mnie zatrzymało w terminie Pyrkonu, ale liczę na innych fanów, że zrobią Ci ładne fotki i własnoręcznie wrzucą ew. przyślą mi na email, tak jak wspominałem powyżej.
-
Gość: Szymon Sokół, *.uci.agh.edu.pl
2012/03/06 14:00:24
@Ejdzej: sęk w tym że Masur jest cieciem-biurokratą, jak Pani Halinka z popularnego stripu - "sprawa rutynowa", zbyte. Anyway, to zdjęcie mojego autorstwa po prostu skasuj i niech Ewa sama znajdzie sobie jakieś dobre.