CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Seriale, seriale...

Ostatnio moje wieczory upływają pod znakiem seriali. Owszem, oprócz czytania, także całkiem sporo oglądam. Zbieram odcinki, selekcjonuję, martwię się gdzie upchnąć na dysku, szukam zagubionych płyt dvd. Zaginęło mi np. CSI New York i Sześć stóp pod ziemią, choć mogłabym przysiąc, że gdzieś są – oglądałam początkowe odcinki, a kiedy chciałam powrócić, otchłań je pochłonęła i nie dała w zamian ciasteczka. Mam nawet rozpisane na karteczce co kiedy leci z moich ulubionych.

Poniedziałek: ‘Dexter’ i ‘The Walking Dead’.

Dexterowi Morganowi kibicujemy ze Smokiem wiernie od pierwszego odcinka, z zapartym tchem obserwując jego perypetie. Przy okazji: podoba mi się jego ewolucja z dobrze zaprogramowanego robota w istotę ludzką. Ten serial ma genialnych scenarzystów. Jednostka DEX-T-R jest systemem samouczącym i każda informacja w nim pozostaje, zmieniając jego sekwencje, choć program bazowy (Kodeks Harry’ego) pozostaje nienaruszony. Na szczęście tam za oceanem zorientowali się, że Dexowi grozi przemiana w miziastego misia i dokonali radykalnych cięć, w sensie dosłownym. Chociaż trochę szkoda mi Rity… Dziwnie mi się chwilami to ogląda, kiedy mam w pamięci Michaela Halla jako przylizanego Dawida Fishera – właściciela domu pogrzebowego oraz geja.

Na Walking Dead trafiłam kompletnym przypadkiem, szukając czegoś do oglądania w zastępstwie za House’a, który właśnie zalicza przerwę. Nie przepadam za zombie, ale recenzja i opinie były na tyle zachęcające, że postanowiłam dać obrazowi szansę. Zwłaszcza, że wyszedł dopiero pilot i nie musiałam nadrabiać iluśtam odcinków. Początek jak w Dniu tryfidów: ranny facet ląduje w szpitalu, budzi się po paru dniach i zastaje świat odmieniony. (Świetne zagranie z bukietem.) Doskonała charakteryzacja i efekty (no ale w XXI wieku przy odpowiednim budżecie to pan Pikuś) oraz naprawdę bardzo, bardzo dobra psychologia postaci. Wszystko się raczej trzyma kupy, a niewielki cliffhanger na końcu sprawił, że nie mogę się doczekać następnego poniedziałku.

Wtorek: ‘House’, aktualnie urlopowany.

Zalicza wzloty i upadki, ale na razie jeszcze nie mam dość. Po dobrym piątym i świetnym szóstym sezonie, siódemka zniża loty, zmierzając do efektu „miziastego misia”. Dam im jeszcze szansę, choć już dawno przestałam zwracać uwagę na co są chorzy kolejni pacjenci i czy to ma sens. Powoli im się kończą wyleczalne choroby – osądziła jedna z moich znajomych. Well, albo pacjenci zaczną umierać, albo genialny zespół hausowy spręży się i wynajdzie parę skutecznych metod leczenia raka, AIDS i kataru.

Czwartek: ‘Criminal minds’ czyli ‘Zabójcze umysły’.

Chciałabym wiedzieć, kto przetłumaczył tytuł serialu w najlepszej tradycji ‘Wirującego seksu’. W szóstym sezonie brakuje mi wątku spinającego odcinki, ale może coś jeszcze wymyślą. Penelope ze swoimi kolorowymi ciuszkami i spinkami do włosów nadal jest moją idolką, podobnie jak Reid i jego lekkie nachylenie w stronę zespołu Aspergera.

Piątek: ‘Grey’s anatomy’ po najmniejszej linii oporu przełożone jako ‘Chirurdzy’; ‘CSI Las Vegas’ i „Bones’ (w żaden sposób nie mogę przywyknąć do polskiego tytułu ‘Kości’).

Za GA wzięłam się jakiś czas temu na fali nostalgii za ‘Ostrym dyżurem’. Generalnie lubię seriale medyczne, choć nie wszystkie. „Ostry dyżur’ jakoś mi zobojętniał, kiedy moi ulubieni bohaterowie zaczęli odchodzić z pracy lub umierać. Został w końcu tylko Carter, a na samym Carterze się nie uciągnie, więc jakoś tak przestałam oglądać po 8 sezonie. Z opisów w sieci wynika, że potem odszedł też Carter, więc tym bardziej nie żałuję. GA nadal mnie potrafi zainteresować i wciągnąć, zachowując idealną równowagę między ciekawą medycyną a zawiłościami damsko-męskimi. Meredith Grey nigdy nie była moją ulubienicą, a kiedy zaczęła się wyraźnie posuwać w latach i nawet charakteryzacja grubości chińskiego muru tego nie ukrywa, staram się na nią nie patrzeć. Za to uwielbiam piękną Callie Torres. Nie do wiary, ale ta aktorka rozkwitła pełnią urody dopiero wtedy, gdy przybyło jej 10 kilo. Przedtem była niczym nie wyróżniającą się ładną buzią pośród innych ładniutkich aktorek Hollywood. Wstyd przyznać, ale moim ulubieńcem jest Alex Karev, etatowy bad boy Seattle Grace Hospital, zakręcony jak ruski termos. Jako postać robi się coraz lepszy, podczas gdy Meredith, Derek i Christina powielają schematy i brną w jakieś dziwności, jakby scenarzysta nie miał pomysłu co z nimi zrobić, a zabić się boi (patrz finał sezonu 6). Alex śpiący w szpitalu na polówce, śpiewający pod Justina Biebera dla dziewięciolatki i twierdzący zarazem, że nie lubi dzieci – warte wszystkich pieniędzy. No i jest jeszcze Miranda Bailey, szefowa rezydentów – samobieżny, czarnoskóry i krągły piorun kulisty. To dla nich oglądam już siódmy sezon. Przez jakiś czas oglądałam crossover do GA czyli ‘Prywatną praktykę’, co okazało się skądinąd słuszną decyzją, gdyż w paru odcinkach oba seriale się uzupełniały. Wkrótce jednak stwierdziłam, że za mało w tym medycyny a za dużo kto z kim i w jakich konfiguracjach sypia. Doczekałam odcinka ze ślubem nastolatków i tym optymistycznym akcentem zakończyłam znajomość z kliniką w Los Angeles. Basta.

CSI ciągnę chyba już tylko z przyzwyczajenia i zamiłowania do ciekawych autopsji. Sara Sidle zestarzała się rozpaczliwie i ilekroć ją widzę na ekranie, mimowolnie jej liczę zmarszczki. Co ciekawe, ślady upływającego czasu zupełnie mi nie przeszkadzają u Catherine Willows. Jakoś nie mogę się przekonać do Lawrence’a Fisburne’a, mającego zastąpić Grissoma. Warricka zastrzelono, Nick szwenda się po planie, pełniąc rolę serialowego przystojniaka i wrażliwca do przytulania zrozpaczonych wdów. Ciekawe, dlaczego pogrzebanie żywcem i nadgryzienie przez mrówki nie zostawiło na jego psychice właściwie żadnych śladów? I znów brakuje dobrej klamry dla sezonu – chyba że wykorzystają psychopatę w lateksie, tak ładnie zaczętego w odcinku pt. Sqweegel. Miejmy nadzieję.

„Bones” – kolejny brak klamry i to już od poprzedniego sezonu, ale wybaczam ze względu na obfitość rozkładających się trupów i genialną postać Jacka Hodginsa – faceta od robali. W ogóle postacie i poczucie humoru są głównymi atutami serialu. Ten chłopięcy błysk w oku Hodginsa, kiedy w imię naukowego eksperymentu coś wysadza z wielkim hukiem! Lance Sweets, który jest absolutnie sweet. A do tego wszystkiego pojawiający się epizodycznie członek zespołu ZZ-Top – tatuś Angeli Montenegro, graficzki przywracającej twarze czaszkom. Zdaje się, że i w zespole Bones następuje właśnie mały kryzys, a twórcy kłócą się, w która stronę poprowadzić Temperance Brennan. Rezultat tej kłótni mieliśmy okazję już widzieć: dr Brennan w różowej spódniczce, kitkach i w gigantycznych rękawicach pożyczonych z kostiumu Myszki Miki. Chyba im kompletnie odbiło…

Sobota: ‘Medium’.

Nie będę ukrywać, że częściowo zainspirowało mnie do napisania „Wiedźmy.com.pl”. Kiedyś oglądane na bieżąco, obecnie tylko chomikowane na dysk. Smok upiera się, że mamy to oglądać razem, ale że on wiecznie nie ma czasu, tym sposobem zaległości sięgają już prawie całego sezonu. Zresztą z powodu ciągłej bezczasowości mojego męża jestem do tyłu także z „Lost” oraz kilkoma pełnometrażówkami. Dojrzewam do buntu.

sobota, 06 listopada 2010, toroj

Polecane wpisy

  • MYSZARIUM

    Z jakiegoś tajemniczego powodu znikły z bloga wszystkie zdjęcia myszy, więc wklejam link bezpośrednio do albumu .

  • Z wojaży wpis bardzo spóźniony

    Spóźniony, gdyż wojaże odbyły się w sierpniu, a teraz mamy… no właśnie. Ale niemniej: Powrót do Czerwonego Miasta. Pierwszego dnia postanowiliśmy być bard

  • Rekin drugiej świeżości

    Proszę Szanownych Państwa, jest sobie pewna restauracja. W tej restauracji klient płaci za jedzenie z góry, a nie po spożyciu posiłku. Byłoby to normalne, gdyby

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/11/09 11:47:05
A dzisiaj nowy House, choć ja po finale szóstki siódemkę oglądam już tylko siłą przyzwyczajenia, która jest coraz mniejsza.
Co do Greysów zgadzam się w pełni, łącznie z faworytami wśród bohaterów (największym świętem było dla mnie odejście Izzie: ).
E.R. wytrzymałam do końca 10 sezonu, a potem też stwierdziłam, że sam Carter i Abbie to za mało.
Np. powyższego zestawienia polecam The closer - moje tegoroczne odkrycie, główna bohaterka jest specjalistką od przesłuchań, ale cała obsada świetnie dobrana i sympatyczna - co rzadko się zdarza - a fabuły na poziomie. U nas znane jako Podkomisarz Brenda Johnson.
-
2010/11/11 18:19:38
Jeśli chodzi o seriale kryminalne, bardzo dobre są brytyjskie, z BBC. Szczególnie "Wire in the Blood" (fajny, nietypowy główny bohater) i krótki, ale doskonały "Luther".