CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
O niezadowoleniu

O niezadowoleniu

 

Od ponad roku śledzę bloga pewnej pani – dlaczego? Sama nie wiem, chyba z przyzwyczajenia, na tej samej zasadzie kiedy je się chipsy, choć tak naprawdę nam nie smakują. Z początku była to nawet interesująca lektura, ale potem zaczęłam zdawać sobie sprawę, że autorka jest ze wszystkiego niezadowolona. Przy czym do niezadowolenia ma powody, moim zdaniem, znikome. Małżeństwo dość dobrze sytuowane, mąż ma prywatną firmę – kasę zarabia, ale to źle, bo za mało czasu spędza z rodziną. Gdyby spędzał czas w domu, to pewnie by nie zarabiał i też byłoby marnie. Pomalowali mieszkanie – niedobrze, bo kolor nie taki, jak sobie ona wymyśliła. Mąż ją zabrał w podróż dookoła świata – wręcz faaataaalnie, bo ona wolałaby za tę kasę kupić domek z ogródkiem. Nie wiem co bym wolała, może też domek, ale nie zaglądajmy darowanej kobyle w zęby, zwiedzanie Londynu, Paryża, Ameryki i Singapuru też jest fajne. Matkę ma owa dama histeryczną i skąpą, o ojcu nie pomnę ale też pewnie ma jakieś straszne wady. Szwagierka maltretuje psychicznie ciocię, a szwagier znęca się nad dzieckiem. Możliwe, że pomyliłam szwagra z bratem, a szwagierkę z jakąś kuzynką ale przecież nie to jest tu ważne. Generalnie rodzina tej pani prezentuje sobą cały zestaw malowniczych cech negatywnych. Pani w markecie wzięła syna blogerki na ręce – czyn okropny i bezmyślny, bo dziecko dostało histerii. Inne dziecko nakaszlało na jej chłopczyka w piaskownicy – skandal, jak można zaziębionego bachora wpuszczać między zdrowe. (Lekarze są natomiast głupi, niedouczeni i generalnie mają stosunek olewczy). Zresztą sądząc z opisów, cała reszta rówieśników tego trzylatka to rozwydrzone potwory, mali sadyści albo jednostki opóźnione umysłowo (i zapewne mają tak po rodzicach). Młodziutka fryzjerka przyszła ostrzyc dziecko do domu: źle, bo się chciała spoufalać, gadała, zwierzała się, a nie pochodziła wszak z odpowiedniej sfery społecznej i ogólnie nastrój był kłopotliwy...

I tak w kółko Macieju. Z ostatnich kilkunastu notek jedna miała wydźwięk w miarę pozytywny, a opisywała wycieczkę w góry i raczej nie skupiała się na ludziach tylko na widoczkach i pogodzie. Za to na innej wycieczce dama musiała zdejmować pluszową zabawkę z jakiejś pomnikowej figury i jakież to było obrzydliwe ze strony tego nieznanego performera, że skazał pluszaka na deszcz, zimno oraz różne niszczące czynniki pogodowe. W jaja podleca kopnąć i zwalić na łeb z Giewontu... Nasuwa mi się pytanie: czy w życiu tej kobiety naprawdę nie zdarza się nic przyjemnego, wszyscy dokoła są tacy okropni i wstrętni? Czy może ona zwyczajnie lubi narzekać i najlepiej się czuje w stanie permanentnego nieszczęścia constans? Stanowi to dla mnie zjawisko tak niepojęte, tak podejrzane, że mimowolnie ciągle wracam myślami do tego bloga i zastanawiam się, czy ona, ta pani, prócz nielubienia tylu rzeczy i osób lubi siebie. Bo ja, proszę wycieczki, ja lubię siebie i lubię być szczęśliwa! Taki mam kaprys życiowy, że chcę, aby mnie było dobrze. A jak na dodatek osobom koło mnie jest dobrze, to mnie jest jeszcze lepiej – i to chyba nawet zakrawa trochę na perwersyjny egoizm. Instynktownie (i świadomie też) unikam rzeczy nieprzyjemnych, nie gadam o nich, nie rozpatruję, nie wybebeszam i nie oglądam każdego flaczka pod światło, gdyż im szybciej się zapomni o negatywnych stronach życia, tym mniej one bolą. Czy nie fajniej jest myśleć o pozytywach?

W minioną sobotę postanowiliśmy wykorzystać prześliczną pogodę nim się zepsuje i pojechaliśmy na Hel. Na drodze było luźno i bardzo przyjemnie się jechało, zwłaszcza tymi kawałkami, gdzie jest las. Natomiast w okolicach Pucka na równinie można zobaczyć chyba ze 20 wielkich turbin wiatrowych i wygląda to bardzo niesamowicie, całkiem jakby przeflancowano na nasz grunt kawałek całkiem innego kraju, Niemiec czy Holandii – takie gigantyczne twory, dostojnie strzygące powietrze białymi skrzydłami-nożycami. Sam Hel czyściutki i wycacany – tu chłop maluje płotek, tam coś się remontuje, pełno kwiatów - widać, że tubylcy żyją z turystów. Na Helskim deptaku tłumy, ale my na naszej Długiej nie takie tłumy widzieliśmy, więc luzik. Zjedliśmy rybkę pod parasolem i następnie poszliśmy do fokarium. Fokarium bardzo mi się podobało. Zewsząd chędogie, trzy połączone baseny, bardzo ładnie urządzone, z tarasem widokowym. Niestety, oblężone jak Głogów przez Krzyżaków. Jakoś jednak nam się udało znaleźć punkt, z którego dało się zobaczyć karmienie fok. Foczki bardzo karne, wytresowane, reagowały na różne komendy i nawet aportowały piłkę. Smokowi udało się zrobić dobre zdjęcie jednej z piłeczką, ale czy to była Ewa czy samczyk Fok, nie jestem pewna. Żeby wspomóc ochronę morskich ssaków bałtyckich, kupiliśmy w fokowym sklepiku kubeczki - z fokami naturalnie. Potem spacerek przez zielony pachnący las i małe zwiedzanko historycznych punktów artyleryjskich. Najbardziej jednak podobało mi się leżenie na helskiej plaży i świadomość, że jestem na najdalszym krańcu Polski, przede mną jest tylko morze i długo, długo tylko woda, a za wodą już Rosja. Pomoczyłam nogi i nawet się odrobinę opaliłam.

A gdybym była wyżej wspomnianą panią, pewnie nie byłyby najważniejsze ani foki, ani plaża, tylko to, że nam ptak narobił na samochód, ryba była za droga, w fokarium tłok, a w morzu pływał śmieć (sztuk jedna). Ale na szczęście jestem sobą :-)

poniedziałek, 07 czerwca 2010, toroj

Polecane wpisy

  • Rekin drugiej świeżości

    Proszę Szanownych Państwa, jest sobie pewna restauracja. W tej restauracji klient płaci za jedzenie z góry, a nie po spożyciu posiłku. Byłoby to normalne, gdyby

  • Szydełkowanie miarą wartości człowieka

    Niedawno na twarzoksiążce ktoś napisał notkę o tym, że taki jeden nieprzyjemny pan twierdzi, jakoby kobieta w glanach powinna się powiesić, a ktoś inny, iż dzie

  • Wniosek

    Jeśli jesteś ciągle tak zmęczony, że nie jesteś w stanie czytać książek, to tym bardziej jesteś zmęczony na robienie czegokolwiek innego. Innymi słowy: jesteś z

  • Polityku posłuchaj ludu

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
relatywistka
2010/06/07 21:43:30
Wieczne niezadowolenie i narzekanie to domena Polek. Właściwie Polaków. Marudzenie mamy we krwi.
-
Gość: lenn, *.chello.pl
2010/06/08 21:33:51
"karne foki" - strasznie mi się podoba ten zestaw słów:) ja mam w domu obok (w szeregu) jakąś rodzinę, co się kłóciła przez całe Boże Ciało, a nestor rodu klął, aż się z okna kurzyło. na co dzień słyszę nagminne "Krystian, uważaj na..."

ale z drugiej strony patrząc, pewnie niełatwo żyć w ósemkę w takim maleńkim domku. z trzeciej strony patrząc, mam wrażenie, że dla wielu ludzi rodzina niczym nie różni się od obcych ludzi - ha, nawet lepiej, bo można nawrzucać bez krępacji!:)

ale już nie marudzę. bo i o mnie napiszesz :*
-
Gość: ziaba, *.chello.pl
2010/06/09 13:16:01
Aj, relatywistko, powtarzasz frazes, i narzekasz na "nas, Polaków". Takie mękolenie, idealne na widok śmiecia na plaży, narzekającej pani, właściciela niesprzątającego po psie, i tak daaaalej, do uśmiechniętej śmierci. Już lepiej niech ktoś narzek że sam ma beznadziejnie- jakoś przeżyję- ale niech mi nie mówi że ja jestem taka sama beznadziejna, i ci, na których ja trafiam- że są tacy okropni. Nie zgadzam się na takie plucie do własnej zupy, bo to też MOJA zupa. Skoro nikt nie wysłał wszystkich "wiecznie niezadowolonych" na Madagaskar, nie wierzę, że wszyscy mieszkają w jednym kraju ;]]
-
Gość: Aleks, *.ssp.dialog.net.pl
2010/06/09 15:57:44
Ziabo, tylko trzeba jeszcze rozdzielać narzekanie od stwierdzania negatywnych faktów. W przeciwnym razie faktycznie wyjdzie, że każda przekazywana komuś informacja związana z naszą porażką czy problemem jest narzekaniem, a to już lekko absurdalne.