CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Rastafariańska bajka o lewej ręce Snape'a rozdział 8

 

Rozdział ósmy: Waiting in vain (For your love)

Na skutek ostatnich ekscesów surowo zabroniono Vitachy przez cały miesiąc wchodzić na wyższe piętra inaczej, niż po schodach. Chociaż ona sama nie miała ochoty łamać zakazu dyrektora (rozmowę wychowawczą przeprowadził z nią, ledwie wyszła ze skrzydła szpitalnego), wszyscy się po niej tego, nie wiadomo czemu, spodziewali. I właśnie dlatego profesor Snape zobaczył coś, co nie było przeznaczone dla jego oczu... Ale nie uprzedzajmy wypadków.

W pewien piątek w połowie kwietnia po skończonych lekcjach Dumbledore zebrał swój personel, by napoić go herbatką i omówić po raz kolejny wagę pokojowej koegzystencji z Ministerstwem Magii. Podsumowując: więcej badań naukowych oznaczało więcej dotacji i łask, zwłaszcza ze strony Korneliusza Knota osobiście. Szczególne znaczenie miały tu eksperymenty Severusa. Dyrektor oświadczył, że urzędnicy zainteresowali się nimi tak bardzo, iż postanowili w przyszłym tygodniu przysłać delegację, która zapozna się z postępem prac tu, na miejscu.

Dumbledore uważał to za dobry znak. Snape nie podzielał tego zdania, lecz nie wyraził sprzeciwu głośno. Bez względu na wszystkie swoje zasługi w czasie wojny, jako były Śmierciożerca nie miał odpowiedniej pozycji, by móc otwarcie mówić o posłaniu Ministra Magii tam, gdzie już udał się Voldemort. Tak więc Severus chłodno potwierdził, że przyjął rzecz do wiadomości, po czym udał się na poszukiwanie panny Melout, by poinformować ją o likwidacji dni wolnych, w związku z interwencją ministerialnej siły wyższej.

U boku Irmy Pince profesor nie znalazł jednak niczego pomarańczowo-czerwono-zielono-bladego (po upływie pół roku pobytu w Hogwarcie z opalenizny Vitachy zostało tylko wspomnienie i teraz mogła konkurować kolorem skóry z samym Snape’em), postanowił więc złożyć swojej asystentce domową wizytę. I tak musiał przechodzić obok jej apartamentu w drodze do lochów.

Snape zastukał do znajomych drzwi, po chwili zapukał powtórnie. Nie doczekawszy się zaproszenia, zmarszczył brwi i przylgnął do drewna policzkiem, próbując wywęszyć znajomą woń cannabis magica. Zapachu nie było, za to do Mistrza Eliksirów dotarło cos gorszego – dźwięk.

Jęki. Niewątpliwie głos Vitachy. Wnioski nasuwały się same: ta głupia dziewucha znów łaziła po wyżkach, zleciała, a teraz próbuje leczyć się na własną rękę, wiedząc, że madame Pomfrey wyda ją dyrektorowi. Bez dwóch zdań, czegoś tak bezdennie głupiego – szczególnie wobec majaczącej na horyzoncie wizytacji z Ministerstwa – Snape nie mógł zignorować. Klnąc na czym świat stoi, bez namysłu złamał magiczne zabezpieczenia drzwi swojej asystentki.

Tylko dzięki jakiemuś błogosławionemu przeczuciu profesor nie otworzył drzwi z rozmachem na oścież, a tylko powoli uchylił. Od razu zrozumiał, że Vitacha nie potrzebuje niczyjej pomocy. Nie była sama. Nagie ramiona i nogi dziewczyny oplatały jakiegoś chłopaka – bardzo smagłego i bardzo kudłatego. Na tle jego muskularnych pleców wydawały się oślepiająco białe. Para całowała się i w ogóle była zajęta sobą w takim stopniu, że nie zauważyłaby, nawet gdyby do komnaty wjechał Hogwart Ekspres, a co tu dopiero mówić o jednym ogarniętym paniką czarodzieju!

Snape zamknął oczy, następnie drzwi, nie czekając, aż para na dywaniku przed kominkiem zauważy jego obecność... czy cokolwiek innego. Przetarł ręką pałającą twarz. Potem starannie odbudował wątłe, magiczne zapory Vitachy i po chwili już go nie było na korytarzu.

*

W swoim gabinecie Mistrz Eliksirów zapalił świece i rozłożył na biurku zapiski laboratoryjne, by je uporządkować. Po dwóch godzinach zgarnął to wszystko ze stołu, wziął czystą kartkę, położył na niej lewą dłoń i obrysował piórem. Oparł podbródek na krawędzi blatu, po czym zaczął wypełniać kontur drobnymi rysunkami – ptaki, węże, kuguchary, jednorożce, syreny, mantykory wśród języków płomieni tańczyły powoli, żyły, umierały na papierze, posłuszne lekko drżącym, zaplamionym atramentem palcom.

O świcie Severus wrzucił gotowy rysunek do kominka, następnie przemknął do swojego apartamentu. W południe zaś, machnąwszy ręką na wizytację, przebrał się w mugolskie ubranie i aportował do Londynu. W mieście Severus odszukał lokal, znany niewielu osobom, który prowadziła czarownica imieniem Akiko-san. Akiko-san umiała rozpraszać smutki swoich znajomych lepiej niż grać na koto, a z kolei w grze na owym instrumencie nie miała sobie równych poza wschodnimi wyspami.

Resztę dnia i część nocy Snape spędził w jej towarzystwie, w malutkim nastrojowo półciemnym pokoiku z tatami zamiast dywanu i zabutonami w miejsce foteli. Na shoji, cienkie ściany z listewek i papieru,  rzucono zaklęcia wygłuszające, by w innych częściach domu nie było słychać dźwięków koto i wysokiego, załamującego się głosiku kruczowłosej czarownicy.

W niedzielę o świcie, drżąc w zimnym wietrze dmącym od Tamizy, Snape zanurkował pod przęsło Tower Bridge, skąd zwykle aportował się pod wrota Hogwartu. Tym razem profesorowi nieświadomie przeszkodziła dwójka młodych ludzi, skaczących z mostu na bungee. Snape’owi wydawało się, że to Vitacha ze swoim przyjacielem. Kiedy para, trzymając się za ręce, zawisła do góry nogami na podrygujących linach - zachwycona, z uśmiechami od ucha do ucha i końcami dredów zamoczonymi w zmarszczonej od wiatru, mętnej rzece - Mistrz Eliksirów przekonał się, że oczy go nie mylą. Chwilę później młodzież znikła razem ze swoimi linami, a Snape odwrócił się na pięcie i skierował na powrót do domu Akiko-san.

CDN

środa, 27 maja 2009, toroj

Polecane wpisy

  • Chcesz być moim nieprzyjacielem?

    Miałam szczerą chęć opisać swoje wojaże w góry, ale wpadłam po uszy w całkiem inny projekt. Do przeczytania tutaj: Chcesz być moim nieprzyjacielem?

  • W Internecie jest nie tylko porno

    Tytuł: W Internecie jest nie tylko porno Autor: cyerus Oryginał: The Internet Is Not Just For Porn Zgoda na przekład: brak kontaktu Tłumacz: toroj Fan

  • Na wakacjach

    Na wakacjach autor: songlin tłumaczyła: Toroj oryginał: On Holiday źródło: http://archiveofourown.org/works/386326 kategoria: humor, slash seria: „Wol

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: