CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Rastafariańska bajka o lewej ręce Snape'a - rozdz. 10

Rozdział dziesiąty: Is this love? (That I'm feeling)

Po tej pamiętnej nocy, kiedy profesor Snape zaznajomił się z Dża, jego stosunek do Vitachy Melout się zmienił. Mistrz Eliksirów przestał wyładowywać na swojej asystentce zły humor i nawet jakby bardziej Vitachę szanował. Zaczął interesować się jej opiniami w kwestiach, w których, jak wiedział, ona orientowała się lepiej. Wypowiadał głośno jakieś myśli, dotyczące ich tajemniczej pracy i oczekiwał, że dziewczyna również wyrazi swoje zdanie. Poza tym profesor Snape jeszcze trzykrotnie zwracał się do niej z prośbą o użyczenie trawki, ale z Dża spotykał się już na osobności, eksperymentując z mieszankami, których przygotowanie nie wymagało pomocy panny Melout.

Kiedy przyszła pora rozstania na dwa miesiące wakacji letnich, Vitacha ukradkiem włożyła do szuflady biurka Severusa małe pudełeczko z resztką swoich rocznych zapasów cannabis magica. Szef ze swej strony otwarcie wręczył jej cztery części z nowego, trzydziestosześciotomowego wydania dzieł zebranych Heksusa Avirsora. Vitacha od razu pierwszego wieczora powkładała zakładki między strony opasłych tomów, żeby łatwiej rozplanować czytanie i zdążyć rozprawić się z uprzykrzonym autorem do pierwszego września. Los jednak zrządził, że sprawozdanie z wakacyjnej lektury przyszło jej składać nieco wcześniej.

Otóż Belgradzki Instytut Badań Magicznych organizował w ostatnich dniach sierpnia Wielki Kongres Warzycielstwa. Dumbledore postanowił przedstawić rezultaty hogwarckich badań właśnie tam, nie zważając na to, że sami-wiecie-jakiego eliksiru Severus i Vitacha jeszcze nie zrobili. Do końca roku szkolnego zdążyli zakończyć część teoretyczną i ustalić składniki – teraz trzeba było tylko włożyć wszystko do kociołka i oddaliwszy się na bezpieczną odległość, obserwować co się stanie.

Trzeba przyznać, że dyrektor obmyślił wszystko bardzo sprytnie. Severus nie był zainteresowany wygłaszaniem referatu. W sprawie laboratorium, gdzie można było przeprowadzić eksperyment, Dumbledore już się z Belgami dogadał, więc gdyby doświadczenie się nie udało, nikt by się o tym nie dowiedział. Natomiast w przypadku sukcesu wystarczyło, by dyrektor szepnął słówko organizatorom kongresu i Snape’a bez przeszkód wpuszczono by na mównicę. Pospierawszy się ze zwierzchnikiem dla spokoju sumienia, Mistrz Eliksirów pozwolił się wpakować w tę awanturę. Jak wiadomo, nie był amatorem dróg łatwych i bez ryzyka.

Zdarzyło się więc, że pewnego pięknego ranka pod koniec lata profesor Snape i Vitacha Melout spotkali się w przedziale bardzo komfortowego, by nie rzec luksusowego, Kongres Ekspresu, wiozącego gości konwentu... to znaczy imprezy naukowej, do Belgradu. Towarzyszył im sam dyrektor, na wypadek gdyby potrzebowali moralnego, ewentualnie administracyjnego wsparcia.

Co ciekawe, zadziałać musiał już w pociągu – pojawiło się trzech ciemnych typków z ministerstwa, których Korneliusz Knot na wszelki wypadek postanowił posłać, żeby mieli oko na Severusa. Siwobrody dyplomata umiejętnie zwabił urzędasów do swojego przedziału i tam sterroryzował cytrynowymi dropsami – tak lepkimi, że nieostrożna trójka musiała zająć się własnymi problemami, nie zakłócając spokoju warzycieli po sąsiedzku.

*

A tam, za cienką ścianką, trwała wytężona praca. Profesor Snape czytał swoje notatki, Vitacha patrzyła w okno, na zalane słońcem śliwowe sady, z gęstwiny których kiedyś wyszli jej przodkowie, tylko czasem spoglądała na towarzysza podróży. W mugolskiej odzieży: ciemnozielonej koszuli, czarnej kamizelce i spodniach (marynarkę z powodu upału przewiesił przez poręcz fotela) Mistrz Eliksirów wyglądał... niezwykle. Jakby weselej. I jakby zuchwale. A przy tym – Vitacha od razu to spostrzegła – był skupiony jak nigdy. Ona sama, nawiasem, także zmieniła styl od hogwarckich czasów. Na jej głowie pysznił się nowy beret, mniejszy i zgrabniejszy od poprzedniego, uszyty z najdelikatniejszego konopnego płótna koloru miodu. Wymknęło się spod niego parę warkoczyków, ale ten nieład nie wyglądał niechlujnie, przeciwnie, dodawał Vitachy kobiecego uroku. Służył temu celowi również skrojony do figury kostium, dopasowany kolorem do beretu. 

Nie opaliła się panite słowa padły z ust Snape’a tak nieoczekiwanie, że Vitacha aż lekko podskoczyła na miękkim siedzisku.

– А... Byłam na Jamajce tylko tydzień, na początku lata. Resztę czasu spędziłam w Amsterdamie...

Profesor jednak przestał słuchać. Wetknął nos w swoje notatki, demonstrując niezadowolenie z samego siebie, z powodu naruszenia własnej zasady: przed, w trakcie, ani po pracy nie poruszać tak zwanych luźnych tematów. Vitacha przygryzła wargę, zmuszając się do skupienia na książce, rozłożonej na kolanach. Kilka minut później Snape w milczeniu podał jej warzycielskie czasopismo, zaznaczywszy paznokciem miejsce, od którego powinna zacząć czytać. Żadne z nich nie powiedziało więcej ani słowa, dopóki pociąg się nie zatrzymał.

*

Severus i Vitacha weszli do przygotowanej dla nich pracowni około czwartej po południu. Eksperyment zakończył się o dziewiątej rano dnia następnego. Rozczochrany Snape przechadzał się nerwowo po zalanym słonecznym blaskiem pomieszczeniu, a zmęczona Vitacha przykucnęła pod ścianą. Dumbledore oglądał przy oknie fiolkę z iskrzącym się, delikatnie, fiołkowym płynem.

Severusie, pozwolisz mi to wypróbować? spytał w końcu.

Nie. Pan jest wybitnym magiem, a eliksir przeznaczony jest dla kogoś, kto nie ma nawet dziesiątej części pańskich zdolności. Potrzebny jest ktoś... zwyczajny.

W takim razie japowiedziała Vitacha.

Dziecko, nie powinnaś ryzykować, to może być niebezpieczne... – Dyrektor pokręcił głową, ale Vitacha mu przerwała:

Składniki nie były toksyczne, nic mi nie będzie. W najgorszym wypadku profesor Snape po prostu zdejmie zaklęcie.

Dwaj czarodzieje wymienili spojrzenia. W końcu Mistrz Eliksirów kiwnął głową na znak zgody, a Dumbledore podał fiolkę dziewczynie. Odmierzyła sześć kropel na srebrną łyżeczkę, ostrożnie połknęła płyn, odstawiła fiolkę na stół, po czym znieruchomiała pośrodku komnaty, patrząc wyczekująco na szefa. Severus Snape podniósł różdżkę.

Imperio!

Vitachę ogarnęło uczucie, jakby spowił ją miękki obłok... A potem znikło! Każdy dźwięk – śpiew ptaków za oknem, czyjeś głosy na korytarzu, skrzypienie parkietu pod spiczastonosymi butami Albusa Dumbledore’a – odbijał się echem w dziwnie lekkiej głowie dziewczyny.

No i jak? Vitacho, jak się pani czuje? dotarł do niej życzliwy głos dyrektora.

W porządkuwykrztusiła, czując, że uśmiecha się głupio.  

Severusie, wydaj jej jakieś polecenie.

Panno Melout, niech pani podejdzie do okna.

Vitacha nie ruszyła się z miejsca z wyraźnym zadowoleniem.

Niech pani weźmie różdżkę i... uniesie w powietrze tę książkę.

Uśmiech panny Melout poszerzył się – to była jej jedyna reakcja na polecenie. 

Pociągnij dyrektora za brodę!

Och...! Vitacha zakryła twarz rękami, chichocąc jak wariatka. Po chwili zaśmiał się także Dumbledore - na cały głos.

Severusie! Ty spryciarzu! Na Merlina, udało się!

Panno Melout, proszę podejść do mnie.

Vitacha przestała się uśmiechać. Podniosła głowę.Snape wpatrywał się w nią z natężeniem. Wbiła wzrok w podłogę, zrobiła głęboki wdech, ze wszystkich sił starając się nie gryźć warg i nie zaciskać drżących palców... Nie iść! Eliksir bronił ją przed działaniem Zaklęcia Niewybaczalnego, lecz nie przed własnym niewybaczalnym pragnieniem. Imperius nie działał, ale wcale nie było jej dzięki temu łatwiej.

– Аch! – Nieoczekiwanie Vitachę spowiły miękkie, pachnące cukierkami fałdy szaty Dumbledore’a, jej nos utknął w puszystej brodzie, a w lewe ramię uderzyło ją coś twardego – łokieć profesora Snape’a.

Jestem z ciebie dumny, Severusie, i z ciebie także, Vitacho ogłosił dyrektor już poważniejszym tonem, wypuściwszy z objęć podduszonych eksperymentatorów. Patrzył na nich ciepło, ale też jakby z odrobiną zazdrości. – Tyle wam chciałbym powiedzieć! I na pewno to zrobię, ale później. Teraz musimy iść. Jesteście gotowi?

Profesor Snape, rzuciwszy okiem na swoją asystentkę, przytaknął. Vitacha tylko uśmiechnęła się szeroko do dyrektora i zabrała do porządkowania stołu.

*

Pomimo starań Dumbledore’a, wystąpienie Severusa zostało wstawione do programu dopiero koło godziny czternastej. Do tego czasu oboje z Vitachą musieli tkwić w zatłoczonej sali konferencyjnej. Na dodatek miejsce koło panny Melout zajmowała czarownica tak... puszysta, że dosłownie wpychała Vitachę w jej szefa, siedzącego z drugiej strony. On jednak wydawał się nie zwracać uwagi na takie drobne niedogodności.

A potem... Potem nastąpiła chwila chwały Severusa Snape’a! Chwila, która zapisała się wielkimi, złotymi literami w historii magii. Wykład Mistrza Eliksirów z Hogwartu spowodował, że w sali literalnie zawrzało, a warzyciele zaczęli stawać na uszach (czy może raczej na czubkach spiczastych tiar). Czarownice i czarodzieje, przed którymi nagle otwarły się niezwykłe naukowe perspektywy, mało nie rozerwali Snape’a i Vitachy na kawałeczki.

Zgodzili się ich wypuścić dopiero późnym wieczorem - po dwudziestu demonstracjach działania eliksiru, neutralizującego działanie jednego z Zaklęć Niewybaczalnych, po szczegółowych długotrwałych omówieniach przebiegu eksperymentu i obietnicy, że następnego dnia odbędzie się jeszcze jeden pokaz. Dumbledore został w sali konferencyjnej, by uspokajać podnieconych naukowców, a Severus z Vitachą wymknęli się tylnym wyjściem i dali nogę.

*

Profesor Snape miał mapę, więc bez trudu odnaleźli drogę do hotelu. Zatrzymali się tylko raz – koło sklepiku z winami, do którego panna Melout zanurkowała, mamrocąc coś niezrozumiale, nim Severus zdążył ją zatrzymać. Pojawiła się z powrotem po paru minutach, przyciskając do piersi sporą butlę z płynem o barwie płatków czarnej róży.

- To nalewka śliwkowa. Powinna panu smakować – wykrztusiła i szybko zaklepała sandałami po bruku zmoczonym niedawnym deszczem.

Patrząc na jej napięte ramiona, Severus zrozumiał, że panna Melout ma jakieś duże zmartwienie. Zasadniczo, pojął to już poprzedniego dnia, jeszcze w pociągu, ale tłumaczył to sobie wtedy przedkonferencyjną tremą. Vitachy wyraźnie coś ciążyło na sercu. Severus, choć jego żelazny organizm zahartowały lata niewdzięcznej pracy wywiadowczej w obozie wroga, zaczął odczuwać zmęczenie, miał więc nadzieję, że problemy asystentki nie odbiją się na nim osobiście.

Mylił się.

 

piątek, 29 maja 2009, toroj

Polecane wpisy

  • Chcesz być moim nieprzyjacielem?

    Miałam szczerą chęć opisać swoje wojaże w góry, ale wpadłam po uszy w całkiem inny projekt. Do przeczytania tutaj: Chcesz być moim nieprzyjacielem?

  • W Internecie jest nie tylko porno

    Tytuł: W Internecie jest nie tylko porno Autor: cyerus Oryginał: The Internet Is Not Just For Porn Zgoda na przekład: brak kontaktu Tłumacz: toroj Fan

  • Na wakacjach

    Na wakacjach autor: songlin tłumaczyła: Toroj oryginał: On Holiday źródło: http://archiveofourown.org/works/386326 kategoria: humor, slash seria: „Wol

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Neko, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/29 10:59:25
w Twoim wykonaniu tłumaczenie jest perfekcyjne. Świetnie się to czyta :)
-
Gość: Stworek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/01 22:34:55
Popieram :)