CIS - charakter, inteligencja, sarkazm. A także plotki i marudzenie egzystencjalne.
statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Rastafariańska bajka o lewej ręce Snape'a

Rozdział piąty: Get up, stand up (Stand up for your right)

W bibliotece Vitachy nie było, za to Severus odkrył tam Rolandę Hooch, co było w przyrodzie zjawiskiem rzadszym niż złoty znikacz[1]. Ujrzawszy Snape’a swym bursztynowym okiem, czarownica krzyknęła do madame Pince, siedzącej na drugim końcu komnaty, coś o „małym ptaszku kolibrze”, którego pewna osoba rozmyślnie „zbiła z miotły, jak to tylko czarno-zieloni umieją, tłuczek im w dyńkę”. Madame Pince nie odpowiedziała i Rolanda przestała udawać, że rozmawia z bibliotekarką. Ciągnęła dalej, patrząc już bezpośrednio na Mistrza Eliksirów:

Prędzej mojej miotle wyrośnie broda, niż taki dzieciak jak ty, Snape, będzie przepraszał damę, ale tak czy owak – panna Melout jest u siebie w komnacie. Nie postawiłabym nawet witki ze starej Komety na to, że...

Nie słuchając dłużej madame Hooch, profesor, zgrzytając zębami, wypadł z biblioteki i pobiegł do Wieży Węża, gdzie na trzecim piętrze znajdował się apartamencik Vitachy. Pod właściwymi drzwiami Severus przyhamował i stuknął w nie parę razy zgiętymi palcami. Żadnej odpowiedzi.

Snape zmarszczył się, zacisnął pięść, zamierzając łomotać... i zamarł z uniesionym kułakiem. Brwi czarodzieja podjechały w górę, nos zaczął węszyć nerwowo, a na pozostałych elementach twarzy rozlał się wyraz niedowierzania pomieszanego z wściekłością. Nie bez przyczyny: zza drzwi wydobywał się charakterystyczny natrętny zapaszek rośliny cannabis magica, w danym momencie poddawanej działaniu otwartego ognia.

Wydając niski ryk, Mistrz Eliksirów brutalnie złamał zaklęcia ochraniające pokoje Vitachy, otworzył z rozmachem drzwi i wziął głębszy oddech, z zamiarem ochrzanienia bezczelnej asystentki z góry na dół.

To był błąd. Stężenie dymu cannabis magica (czy też po prostu marihuany) w pokoju panny Melout było tak wysokie, że starczył jeden niuch, by profesor odleciał. Przed oczami Severusa zatańczyły malutkie zielone listeczki, w lewym uchu zaśpiewał męski nosowy głos, coś w rodzaju: "you can fool some people some times, but you can't fool all the people all the time"[2]. Natomiast w prawym uchu Severusa Snape’a rozlegały się przytłumione przekleństwa Vitachy Melout.

Minęło dobre pół minuty, nim dym, posłuszny ruchom różdżki palaczki, rozwiał się i ulotnił. Oczom profesora objawiła się Vitacha - wystraszona i w nieoczekiwanie domowym przyodziewku, czyli kusym bordowym sweterku i szerokich spodniach z niewiarygodną ilością kieszeni wszędzie, bez beretu, z warkoczykami na głowie splątanymi w supeł. Snape odczekał parę minut, póki nie zniknęły uboczne efekty nieostrożnego oddychania w niebezpiecznych warunkach, potem jeszcze trochę, by pozbyć się pieczenia w gardle, aż w końcu wysyczał złowrogo, świdrując wzrokiem niepokorną wielbicielkę „trawki”:

- Panno Melout, pani sobie zdaje sprawę, czym to grozi...? Czy pani przepalony mózg jest w stanie pojąć, jakie znaczenie ma ten idiotyczny kaprys dla pani dalszej kariery? Pani haniebne przywiązanie do tej głupiej, magicznie bezużytecznej rośliny, godnej zainteresowania co najwyżej brudnych, kudłatych mugolskich odszczepieńców...

I wtedy, gdy profesor nabrał już niezłego rozpędu, w pasji pryskając śliną, Vitacha Melout zrobiła coś niewyobrażalnego – przerwała swojemu szefowi.

Ależ profesorze! Cannabis magica absolutnie nie jest bezużyteczną rośliną! Na Jamajce od kilku stuleci bada się jej magiczne właściwości i odkryto ich całą masę! Marihuana daje zupełnie nieoczekiwane efekty w połączeniu ze znanymi eliksirami, a jeśli ją zapalić przed procesem warzenia...

Nagle zawstydzona własną śmiałością, dziewczyna zamilkła. Snape skorzystał z tej pauzy, by wygiąć artystycznie lewą brew i rzucić pogardliwie:

- Ale pani przecież nie zamierzała teraz niczego warzyć, nieprawdaż?

Nie...

W takim razie proszę wyjaśnić. Pani takie interesujące rzeczy zaczęła opowiadać. – Severus splótł ręce na piersi i demonstracyjnie oparł się o futrynę, prezentując sobą obraz uprzejmego zainteresowania. – No dalej! 

Ja... Оch, i tak pan nie zrozumie! – Vitacha załamała kruche ramiona, a potem machnęła nimi ze zniechęceniem i odwróciła się do szefa plecami.  Muszę się zbierać, jak sądzę... Jutro mam zwolnić pokoje, tak?

Nieodparł Snape. Pani nigdzie nie jedzie.

Ale... – Vitacha odwróciła się znowu, zbita z tropu.

Dyrektor ZDECYDOWAŁ, że okres próbny ma pani za sobą. Jutro podpisze z panią kontrakt – jeśli nie zmieni pani zdania co do pracy tutaj.

Panna Melout westchnęła spazmatycznie i zakryła usta rękami, z nadmiaru emocji potrząsając dredami. Mistrz Eliksirów skrzywił się z obrzydzeniem i odezwał się złowróżbnie łagodnym tonem:

Nawiasem, jeśli pani... jeszcze raz... pozwoli sobie... na coś podobnego... ani dyrektor Dumbledore, ani nawet Merlin z Trismegistosem nie pomogą pani utrzymać się na tym stanowisku. Jasne?! ryknął pełną piersią.

Vitacha mogła tylko pokiwać głową.

Świetnie. – Profesor już naciskał klamkę, lecz jeszcze się zatrzymał, spoglądając na swoją asystentkę przez ramię. – Panno Melout, czy pani dysponuje tekstami, opisującymi te... nieoczekiwane efekty cannabis magica?

Tak... – bąknęła dziewczyna nieśmiało, wciąż przestraszona.

Doskonale. Weźmie je pani ze sobą i przyjdzie do mnie jutro o godzinie dwudziestej zero zero. Proszę się nie spóźnić. Dobranoc. I niech pani tu przewietrzy. 

Z tymi słowy profesor Snape poszedł sobie, trzaskając drzwiami i zostawiając Vitachę drżącą, pełną domysłów, jaki też szlaban wymyśli jej chytry jak wąż i popędliwy jak rosomak zwierzchnik.



[1] Znikacz – bardzo rzadki, zagrożony wyginięciem ptaszek, objęty całkowitą ochroną; kiedyś używany przy grze w quidditcha, zanim nie zastąpiono go złotym zniczem.

[2] „czasem możesz kogoś oszukać, ale nie możesz ciagle oszukiwać wszystkich” z piosenki Boba Marleya

wtorek, 05 maja 2009, toroj

Polecane wpisy

  • Chcesz być moim nieprzyjacielem?

    Miałam szczerą chęć opisać swoje wojaże w góry, ale wpadłam po uszy w całkiem inny projekt. Do przeczytania tutaj: Chcesz być moim nieprzyjacielem?

  • W Internecie jest nie tylko porno

    Tytuł: W Internecie jest nie tylko porno Autor: cyerus Oryginał: The Internet Is Not Just For Porn Zgoda na przekład: brak kontaktu Tłumacz: toroj Fan

  • Na wakacjach

    Na wakacjach autor: songlin tłumaczyła: Toroj oryginał: On Holiday źródło: http://archiveofourown.org/works/386326 kategoria: humor, slash seria: „Wol

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: